: 31 sty 2011, 12:35
No i właśnie dlatego nie powinien być używany do poganiania wysiadających na 20 sekund przed zamknięciem drzwi... Trudno się dziwić, że potem ludzie inaczej rozumieją dzwonek niż trzeba.
Forum warszawskiego transportu publicznego
https://wawkom.waw.pl/
Problem w tym, że wciska to wiele osób przypadkowych, myśląc, że to ciepły guzik.drapka pisze:A może trzeba wśród osób o kulach, z laską itp. trudnościami w sprawnym poruszaniu się rozpropagowac uzywanie guzika dla niepełnosprawnych? Jesli kierowca dostanie taki sygnał, to będzie wiedział, ze trzeba się mocniej niż zwykle rozejrzeć?
No właśnie o tym mówię. 20 osób wysiada, z tego 5 jeszcze w środku, na wysepce czeka 20 osób do wejścia, a tu DRRR, DRRRR.drapka pisze:Fakt, mnie też jakoś nigdy, odkąd sięgam pamięcią, się ten dzwonek nie kojarzył z zakończeniem wsiadania a zawsze z ponagleniem. Czasem wnerwiającym, bo dzwonili zanim ludzie jeszcze skończyli wysiadać.
Da się i w solarisachchester pisze:a w solarisach, gdzie dzwonek oznacza de facto zamknięcie drzwi za sekundę, czy dwie, nie ma funkcji ponaglenia,
To nie tylko w jednym solarisie na 410, ale także w niektórych przegubowych solarisach z Redutowej i Woronicza kierowcy stosują sam dzwonek bez zamykania i to nawet na mnie, ale akurat to mam zazwyczaj głęboko gdzieś - przejąłbym się pewnie w ikarusie albo w wysokim tramwaju. No i w metrze, bo tam mniej bezpiecznie.Tahamata pisze:Przejedź się jednym Solarisem z Mobilisu na 410 to się przekonasz.
W Ikarusach 411, 417 i 435 było to fajnie rozwiązane: ikarusowy dzwonek połączony z zamykającymi się drzwiamichester pisze:Połączyć dźwięk z drzwiami. W ikarusie dzwonek często dzwoni tuż po otwarciu drzwi, ewidentnie ponaglając
Ale tam było trochę inaczej, bo dzwonek zaczynał się trochę wcześniej (ale nie pamiętam ile było to "trochę") i ciągnął się aż do całkowitego zamknięcia drzwi. Pamiętam, bo mnie kiedyś kierowca tym dzwonkiem postraszył w ikarusie 435, a ponieważ drzwi zamykały się tam dość mocno, to akurat to było skuteczne. Takie, stare dzieje.Szeregowy_Równoległy pisze:W niektórych SU też tak jest. Jeśli słyszysz pikacza, to znaczy, że oberwałeś drzwiami.
Było to tyle, ile wcześniej kierowca wcisnął przycisk dzwonka. W pchaczach działało to tak, że wciśnięcie przycisku dzwonka powodowało jego nieustanne dzwonienie, aż do zamknięcia się drzwi. Nie było opcji na wyłączenie już raz włączonego dzwonka w inny sposób. Co więcej, było to tak sprytnie podłączone, że próba włączenia dzwonka podczas jazdy skończyłaby się włączeniem hamulca przystankowegofraktal pisze:Ale tam było trochę inaczej, bo dzwonek zaczynał się trochę wcześniej (ale nie pamiętam ile było to "trochę")Szeregowy_Równoległy pisze:W niektórych SU też tak jest. Jeśli słyszysz pikacza, to znaczy, że oberwałeś drzwiami.
![]()
Przystanki-pułapki. Nie wysiadaj bo nie wyjedziesz
Aby wydostać się z przystanku na Trasie Łazienkowskiej, Marek Sołtys musi jechać po jezdni.
Wózkowicze, mamy z wózkami, specjaliści od transportu miejskiego i rowerzyści apelują do ratusza: - Zaznaczcie na rozkładach, na których przystankach nie wysiadać, by nie utknąć.
Wczoraj spotkali się na pl. na Rozdrożu. To idealny przykład takiego przystanku - wielu się tu przesiada, ale nie wszyscy mogą. Oto Marek Sołtys, znany też jako Szalony Wózkowicz, wysiadł właśnie przy Trasie Łazienkowskiej. Przyjechał autobusem od strony Pragi. I utknął. - Kierowca normalnie podniósł klapę. Jak gdyby nigdy nic. A przecież z tego przystanku nie wydostanę się na górę. Tu nie ma wind - stwierdza.
Marek Sołtys wjechał na ruchliwą ulicę, odgałęzienie od al. Armii Ludowej, i to nią dostał się na pl. Na Rozdrożu. Mijały go rozpędzone samochody, jego pies asystent Spike płoszył się. Mężczyzna miał też inne wyjście - czekać na drugi autobus niskopodłogowy, który zabierze go z tego przystanku pułapki.
Niedawno pisaliśmy o nowej inicjatywie Stowarzyszenie Integracji Stołecznej Komunikacji SISKOM. Tworzą Warszawską Mapę Barier. Na stronę internetową www.mapabarier.siskom.waw.pl każdy może wrzucić utrudnienia dla wózkowiczów, ale nie tylko - bo też dla rowerzystów, dla rodziców z dziećmi w wózkach. Do akcji przyłączyła się już cała koalicja różnych organizacji. - W Warszawie doliczyliśmy się kilkudziesięciu takich przystanków - mówi Adam Zając z SiSKOM-u. Podaje przykłady: - Wzdłuż Trasy Łazienkowskiej - cztery, przystanki tramwajowe przy Centralnym, przy Bibliotece Narodowej. I radzi Szalonemu Wózkowiczowi, jak mógłby dostać się na pl. Na Rozdrożu z Trasy Łazienkowskiej: - Trzeba dojechać do przystanku Politechnika, tam wsiąść w autobus w stronę Rakowieckiej, na Rakowieckiej wsiadasz w 222 i jesteś na Rozdrożu.
Wszyscy wybuchają śmiechem.
Na przystanku wysiada mama z dzieckiem w wózku. Na szczęście jest z nią dwóch młodych mężczyzn. Chwytają za wózek i wnoszą po schodach. - Sama w życiu nie dałabym tu sobie rady - mówi Marta Zawadzka. - Jak jadę sama, to unikam tego miejsca jak ognia.
Wysokie i strome schody były remontowane w 1995 i w 1998 roku. Ale wtedy nikt o windach tutaj nie pomyślał. Teraz nawet nie ma technicznych możliwości ich zainstalowania, bo schody są na prawie całą szerokość chodnika. - Nawet nie łudzimy się, że zrobią tu windy - przyznaje Adam Zając. SISKOM-owi chodzi o co innego. Chce przekonać ZTM, by na planach tras w autobusach i na rozkładach jazdy zaznaczać przystanki pułapki. Plus głosowa informacja o nich w autobusowych zapowiedziach. - Na pewno wielu ludziom ułatwi to życie - mówią.
Na stronie Szalonego Wózkowicza można obejrzeć film z wczorajszej akcji. Lada dzień on, SISKOM, mamy z fundacji MaMa i przedstawiciele rowerowej Masy Krytycznej uderzą do ZTM-u ze swoimi postulatami. - Połączyły nas kółeczka - śmieją się. I dodają: - W sumie to nie są potrzebne na te zmiany duże pieniądze. Wystarczy dobra wola.
A jak będzie? Zobaczymy.
a przy BN nie ma wind przypadkiem?Gazeta Wyborcza pisze:Podaje przykłady: - Wzdłuż Trasy Łazienkowskiej - cztery, przystanki tramwajowe przy Centralnym, przy Bibliotece Narodowej.
Bo trzeba też wyraźnie powiedzieć: nie wszędzie budowa wind jest możliwa. A w niektórych miejscach ich budowa może wiązać się z bardzo wysokimi nakładami finansowymi.Gazeta Wyborcza pisze:Wysokie i strome schody były remontowane w 1995 i w 1998 roku. Ale wtedy nikt o windach tutaj nie pomyślał. Teraz nawet nie ma technicznych możliwości ich zainstalowania, bo schody są na prawie całą szerokość chodnika. - Nawet nie łudzimy się, że zrobią tu windy - przyznaje Adam Zając.