Poza tym jestem zwolennikiem odmieniania wszystkiego, co da się odmienić i nie wychodzi koślawo (a więc nie za wszelką cenę). Prezydentka językowo tworzy się całkiem poprawnie i nie jest potworkiem.
Ja zacząłem być coraz bardziej przeciwny, od czasu pojawienia się w prasie wszelkiej maści "psycholożek", "sędzin" (sędzina to żona sędziego, a nie sędzia płci żeńskiej) czy wszelkiej maści błędów ortograficznych typu "-om", "-ą" i temu podobnych perełek.
Jeśli nie będziemy trzymać jakiejś formy komunikacji, to w wyniku tego typu przemian język stanie się kompletnym rynsztokiem pozbawionym form osobowych - to już nawet nie bedzie komiczne, trudno będzie zrozumiale wymieniać się jakąkolwiek "informacj-om".
U ciebie to, czy poprzesz kogoś na stanowisko stricte polityczne, jest uzależnione od tego, z kim i w jaki sposób sypia kandydat? Fajnie masz.
Mimo wszystko myślę, że jednak kandydata powinno wybierać się przez wzgląd na całokształt osoby. Kiedyś polityk miał mieć nieposzlakowaną opinię - nawet rozwód miał wpływ na postrzeganie osoby, bo polityk miał być jakąś formą wzoru. Skąd ma czerpać wzory prosty człowiek, jak nie z góry?
I teraz mamy osobę, która w sumie stawia się jako podważenie kultury czy pewnych norm obyczajowych - przy czym kompletnie pomijam czy w kwestii seksualnej, czy też jakichś nadużyć finansowych.
Jeśli tego polityka podważają cały system w którym się znajduje, to nieuchronnie doprowadzi albo tylko do utraty własnego autorytetu, albo w gorszej sytuacji, doprowadzi do utraty autorytetu całego systemu sprawowania władzy - bo pojawią się siły odśrodkowe sabotujące system.
Gdy polityk mający w otoczeniu niejasne interesy mówi o konieczności walki z korupcją, nikt nie bierze go na poważnie, gdy osoba z jakąś formą dewiacji seksualnej - bez znaczenia homo/sado/fetysz zacznie się wypowiadać o jakimś kreowaniu polityki rodzinnej, zostanie wyśmiana, albo wręcz wzbudzi ruch w stronę przeciwną.
Tak więc, obyczajowość polityków wg mnie ma bardzo duże znaczenie dla stabilności sytuacji w społeczeństwie - gdy nie ma pewnych stricte ustalonych zasad, norm czy logicznych wzorów, z czasem nie ma zasad w ogóle, a samowola prowadzi do końca takiej wspólnoty. Tak upadał Rzym, Kartagina, IRP, Bourbonowie wywołali rewolucję dokładnie w ten sam sposób, tak samo upadł komunizm, tak samo powoli, z braku wzorców giną obecnie "społeczeństwa obywatelskie" w Europie i wzmacniają się ruchy nacjonalne.