Post
autor: Glonojad » 19 gru 2005, 23:40
Co do komunikacji podmiejskiej, to MSZ jest to jakaś ZTMowa schizofrenia.
Generalnie, z zasady największa zapupia w Warszawie dostają czerwońca do Śródmieścia, no, w najgorszym wypadku czarnucha do metra.
W przypadku miejscowości podmiejskich, często dużo większych (porównajcie Starą Miłosną do Piastowa, o Piasecznie nie wspominając...), czasem bliżej położonych (ten sam przykład) nawet na dojazd do metra nie ma co liczyć; ba, są linie, co nawet do tramwaju nie dojeżdżają, a jeśli dojeżdzają, to do stającego na wygwizdowie co 400 metrów (723). Gdyby jeszcze one były szybkie, ale nie, próbuje się łączyć funkcje lokalne, dodając bez skrupułów właściwie przystanków.
W rezultacie, słuszna skądinąd idea dowozówek z peryferii do węzłów przesiadkowych rozbija się o:
- brak konsekwencji
- prędkość dowozówek
- brak węzłów przesiadkowych
W rezultacie nie ma się co dziwić, że 60 czy 70% dojeżdżających z peryferii robi to samochodem (co jest odwrotną sytuacją niż w Wawie), a do tego kwitną linie prywatne, dowożące, rzecz jasna, do ścisłego śródmieścia, w czasie konkurencyjnym nawet dla ciężkiej szyny, o naziemnych rozwiązaniach spod szyldu ZTM z litości nie wspominając.
No, ale widać, Warszawie zależy na tym, by aglomeracja smrodziła jej pod oknamii...
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.