: 21 lis 2006, 9:18
GW pisze:Wielki nowy plac Trzech Krzyży
Dariusz Bartoszewicz, Jerzy S. Majewski, ostatnia aktualizacja 2006-11-20 15:22
Wystarczy zgrupować jezdnie w okolicy gmachu Ministerstwa Gospodarki, by ogromną część placu Trzech Krzyży uwolnić od samochodów i oddać we władanie pieszym i restauratorom.
Wyróżnia go niewielki panteon - kościół św. Aleksandra. Stoi pośrodku placu Trzech Krzyży niczym zagubiony policjant, który próbuje kierować ruchem. A dookoła - wielki komunikacyjny kocioł. Tutaj zbiegają się al. Ujazdowskie i Nowy Świat, Książęca, Bracka i Żurawia, Mokotowska, Wiejska, Prusa.
- Często możemy zobaczyć obrazek, gdy pani młoda i pan młody próbują się dostać z rodzinami na "wyspę" z kościołem św. Aleksandra. Po przebudowie świątynia znalazłaby się na dużym placu dla pieszych - mówi naczelny architekt miasta Michał Borowski. Jego biuro przygotowało projekt rewolucyjnych zmian na placu.
Komunikacyjne trzęsienie ziemi
Całkowita przebudowa jezdni sprawiłaby, że aż 65 proc. powierzchni placu stałaby się przestrzenią publiczną - dla pieszych. Tylko 29 proc. zostałoby dla samochodów. Teraz proporcje są odwrócone.
- Tak naprawdę takie zmiany - przesunięcie całego ruchu na zachód (pod Ministerstwo Gospodarki) - zaproponował jeszcze w czasach studenckich Maciej Czerski. Od wielu lat jest już architektem. Wspólnie z nim zrobiliśmy to opracowanie - nie kryje Zygmunt Użdalewicz, specjalista od komunikacji.
Projekt przewiduje budowę kilkukondygnacyjnych parkingów podziemnych (tylko na jednym poziomie zmieści się od 200 do 250 samochodów). Do pierwszego wyjazd i wjazd znalazłby się w rejonie obecnego parkingu naziemnego z barem azjatyckim urządzonym w dawnym szalecie, do drugiego - obok skweru z dwoma krzyżami i figurą św. Jana Nepomucena. Tam też trzeba by zbudować nieco spłaszczone rondo (na ilustracji - całkowicie schowane w gęstwinie drzew). Sprzed Instytutu Głuchoniemych zniknęłaby pętla autobusów. Zostałaby przeniesiona do zatok urządzonych wzdłuż Ministerstwa Gospodarki po dwóch stronach ulicy. Przy nich znalazłyby się schody do przejścia podziemnego prowadzącego na przystanki po stronie kościoła św. Aleksandra oraz do parkingu (na ilustracji są tylko zebry).
- Proponujemy też odwrócenie kierunków ruchu w sąsiedztwie placu. Na Hożej i Mokotowskiej jeździłoby się w przeciwną stronę niż teraz, wtedy zniknąłby z tych ulic ruch tranzytowy. Przerywamy też ciąg Książęca - Żurawia. Dzięki temu powstaje placyk przed licznymi w tym miejscu kawiarniami - wyjaśnia Zygmunt Użdalewicz.
Dojazd do biurowca Holland Park i Instytutu Głuchoniemych odbywałby się już po powierzchni placu, np. "osłupkowanym korytarzem" o zwolnionym ruchu.
Światło, knajpy i deskorolki
Choć zawalony samochodami, już teraz plac Trzech Krzyży wygląda równie pięknie jak metropolie Europy Zachodniej. W biurowcu Holland Park, gmachu Giełdy przy Książęcej, kamienicach na początku Nowego Światu i Żurawiej są jasno oświetlone sklepy znanych światowych firm. Do późna rozbrzmiewa gwar z modnych kawiarni i restauracji, a fasady odnowionych kamienic sa rzęsiście iluminowane. Nocą wyglądają nawet piękniej niż za dnia, bo światło umiejętnie podkreśla tu podziały architektoniczne.
Plac ma też własne, niepowtarzalne klimaty. Pod pomnikiem Witosa w święta składają kwiaty ludowcy, ale na co dzień granitowe schody są opanowane przez deskorolkowców. Kilkadziesiąt metrów dalej od 180 lat działa Instytut Głuchoniemych. Dwie marmurowe kolumny z krzyżami to pamiątka po drodze krzyżowej do Ujazdowa wytyczonej w czasach saskich. Bez porównania nowszym zabytkiem są tabliczki z napisami po polsku i rosyjsku umieszczone na cokołach najstarszych warszawskich latarni elektrycznych z 1907 r. (m.in. obok pomnika św. Jana Nepomucena).
Przed wojną ten plac trudno było nazwać pięknym. Górował nad nim wprawdzie kościół św. Aleksandra - dwa razy większy niż dziś, bo przebudowany u schyłku XIX w. przez Józefa Piusa Dziekońskiego, stał też wspaniały budynek gimnazjum Królowej Jadwigi z kolosalną kolumnadą, całość sprawiała jednak wrażenie przypadkowe. Brakowało ładu urbanistycznego, pierzeje były poszarpane. Po wojnie odbudowany plac zamienił się w węzeł drogowy. Nigdy nie brakowało mu jednak charakteru. W kawiarniach między Nowym Światem a Żurawią umawiali się panowie lubiący panów, a w powieści "Zły" Leopolda Tyrmanda jednym z kluczowych adresów był kiosk stojący po stronie skarpy.
Holenderska lawina luksusu
Zmiany zaczęły się w drugiej połowie lat 90. Właśnie wtedy powstał biurowiec Holland Park (ING). Jego architektura nie wszystkim się spodobała, ale to właśnie ten budynek wprowadził ład w przestrzeni placu. Ożywił go też, dzięki temu, że parter przeznaczony został w całości na sklepy znanych światowych firm. Tworzą ciągłą linię wiecznie rozżarzonych witryn. Kolejne luksusowe sklepy powstawały we wszystkich budynkach wokół placu. Za sklepami przyszły modne knajpy, bary, restauracje i kluby czynne do świtu. Po przebudowie proponowanej przez architektów plac Trzech Krzyży będzie jeszcze piękniejszy.
http://bi.gazeta.pl/im/6/3744/z3744776X.jpg