A co jest Twoim zdaniem nie tak z P+R Połczyńska? Tyle tramów i busów, które stamtąd jadą do miasta (niestety busy stoją w tych samych korkach, co blachosmrody, ze względu na brak jakiegokolwiek egzekwowania nawet tych nielicznych, istniejących bus-pasów), powinno - idąc Twoim tokiem rozumowania - rozwiązać sprawę dojazdu do miasta z tej części Warszawy/Mazowsza. Tymczasem parking świeci pustkami, a korki na dojazdach do Śródmieścia są coraz większe, przy czym wiele busów, np. 105, czy 125, na przepełnienie nie narzeka /co oczywiście nie znaczy wcale, że trzeba je ciąć

/. Słyszy się jedynie wykręty i wymówki, że większość korków to już się odstało, że nie opłaca się przesiadać, że to, że tamto. Tyle, że nie mają one żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ja jeżdżę tamtędy codziennie i nie ma dnia, żeby przed Prymasa Tysiąclecia oraz Towarową nie było korka

Nie ma dnia, przy czym czasami traci się tam nawet po 15 i więcej minut w każdym miejscu

Jednocześnie przed Dźwigową, na Połczyńskiej korka czasami
nie ma wogóle, mówię szczerze (choć są oczywiście dni, że ciągnie się chyba od Ożarowa; w każdym razie jak wyjeżdżam busem z Szeligowskiej w Połczyńską, to jego końca nie widzę).
To nie jest, drogi Rafale, społeczeństwo dojrzałe i odpowiedzialne, jak np. w Niemczech, Skandynawii, Austrii, czy Szwajcarii. Tutaj apele, usilne prośby i udogodnienia (jakkolwiek nie przeczę, że komunikacja w Warszawie się nie rozwija w stopniu wystarczającym) nie skutkują. Tutaj jest ułańska fantazja, sobiepaństwo, "ja jadę, wszyscy z drogi", "niech mi skoczą" etc. Tu jest polski grajdołek

Nie przeczę, że rozwój komunikacji zbiorowej jest podstawą. Ale bez restrykcji dla blachosmrodziarzy korków się nie zmniejszy (tak, właśnie o ten restrykcyjny czynnik głównie IMHO chodzi, kwestia wpływów do kasy miejskiej jest na dużo daaaalszym planie). Tak, jak bez ordynarnego, by nie powiedzieć chamskiego, solidnego uprzwywilejowania zbiorkomu, nie przyspieszy się go nawet o jotę
