Książek nie czytamy, bo rodzice nas nie uczą. "Dzieci wszystkożerów będą klasą panującą"
as
2011-02-17, ostatnia aktualizacja 2011-02-17 12:59
To nieprawda, że Polacy nie czytają książek, bo są za drogie. - Sprzedaż kawy, wódki i papierosów nie maleje, choć ich ceny rosną. Książka nie jest za droga, tylko wypadła ze społecznych preferencji - mówił w TOK FM prof. Przemysław Czapliński. Zdaniem literaturoznawcy kluczem do czytania jest rodzina. - To rodzice wciągali dzieci w czytanie i to się załamało - ocenił.
Najnowsze badania przeprowadzone przez Bibliotekę Narodową pokazują, że większość Polaków - 56 proc. - nie czyta książek. Pewnie znaczna część osób pytana o przyczyny odpowie: nie czytam, bo książki są za drogie.
Ale zdaniem prof. Przemysława Czaplińskiego z UAM to nieprawda. - Po pierwsze kupowanie książek nie jest tożsame z czytaniem. Można iść do biblioteki, wypożyczyć książkę i przeczytać. Książka nie jest za droga, tylko wypada ze społecznych preferencji - mówił literaturoznawca w Komentarzach Radia TOK FM.
- Sprzedaż kawy, wódki, papierosów nie maleje. Jednak książka to jest sześć piw, sześć kaw w kawiarni, dwie półlitrówki. Wydajemy ogromną część pieniędzy na to, co lubimy - mimo, że wódka nie jest tania, a papierosy coraz droższe. Książka wypada z naszych budżetów z powodów innych preferencji - wyjaśniał prof. Czapliński.
Bez rodziców nie ma czytania
Skoro analizujemy potrzeby Polaków, to trzeba wskazać to, co je kształtuje. A zdaniem literaturoznawcy największy wpływ na pojawienie się potrzeby czytania książek ma rodzina. - Jednym z generalnych wniosków z badań czytelnictwa, z perspektywy 20 lat, będzie załamanie sukcesji rodzinnej, czyli przekazywania zaciekawienia czytaniem w granicach rodziny. Kiedy kończył się PRL, mieliśmy ok. 300 tys. studentów - teraz studiuje ponad 2 mln osób, a wskaźnik czytelnictwa spadł. A skoro wzrost liczby uczelni i studentów nie podniósł poziomu czytania, to oznacza, że mechanizmem napędzającym czytanie była rodzina. To rodzice wciągali swoje dzieci w czytanie i to się załamało - mówił gość Komentarzy Radia TOK FM.
Jak podkreślił, "jest coś symptomatycznego w tym, że pierwsze tąpnięcie w czytelnictwie wykryliśmy w badaniach z 2009 roku - równo 20 lat od momentu powstania wolnej Polski". - W tym momencie weszło w dorosłe życie pierwsze pokolenie w nowej Polsce, Mam wrażenie, że są to dzieci rodziców, którzy nie czytali - ocenił literaturoznawca z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Dobra praca bez czytania
Badania czytelnictwa pokazują też przykrą prawdę o naszym państwie. - Ta polska modernizacja okazuje się zdumiewającym systemem, w którym można sobie poradzić - osiągnąć przyzwoite stanowiska - nie czytając. To jest możliwe za cenę braku ulepszania tych instytucji, nie wprowadzania innowacji - mówił prof. Przemysław Czapliński.
Według literaturoznawcy nie można zapominać, że czytanie jest kluczem do dobrego funkcjonowania we współczesnym świecie. - To, że potrafimy poznawać świat symboli matematycznych, barw, że potrafimy się komunikować z innymi ludźmi jest związane z czytaniem. Bo czytanie nie jest tylko i wyłącznie zdobywaniem informacji - podkreślał gość TOK FM.
Jesteś "wszystkożerem"? Jeśli tak, masz przewagę
Zdaniem prof. Czaplińskiego w przyszłości coraz ciężej będzie robić kariery tym, którzy nie czytają. - Okazuje się, że w polskim społeczeństwie jest bardzo wąska grupa - ok. 5 proc. - tzw. "wszystkożerów". To są ludzie, którzy chodzą do kina, teatru, opery; czytają książki, gazety, oglądają transmisje z zawodów sportowych. To ludzie nienasyceni. Za jakiś czas - dekadę czy dwie - to będą ci ludzie, którzy przekażą swoim dzieciom swoje kompetencje. Wdrożą do tego, żeby dzieciaki uczestniczyły we wszystkim, interesowały się wszystkim. I to będzie taka "klasa panująca". Natomiast cała reszta to będzie tania siła robocza. To jest coś w rodzaju forpoczty przyszłego podziału społecznego, który całkowicie lekceważy struktury i podziały - wyjaśniał literaturoznawca.
Źródło: Tokfm.pl