: 28 kwie 2013, 2:05
O przestrzeni publicznej było już na różne sposoby.
Zazwyczaj w kontekście ogólnikowym - coś było określane bliżej nie opisaną nazwą przestrzeni publicznej, po czym padały hasła że należy to chronić i.... na tym się dyskusja kończyła.
Nie o tym jednak tu będzie czym jest owa przestrzeń, lecz o tym jak można z tej przestrzeni korzystać. Bardzo często wszelkiej maści słusznie bądź niesłusznie określane mianem autorytetów postaci wypowiadają się na temat tego że należy ową przestrzeń wykorzystać.
W sumie jest to słuszne podejście. Jeśli już mamy przestrzeń publiczną to wypadałoby coś z nią zrobić.
Tutaj jednak pojawia się pewne ale...
Co można z ową przestrzenią zrobić, a co będzie niemile widziane (choć domyślam się że niemile widziane jest pojęciem subiektywnym).
Oczywiście z chęcią usłyszę wszelkie propozycje wykorzystania owej "magicznej przestrzeni", jednak wpierw chciałbym poruszyć mój problem.
Zaczyna słońce przygrzewać i właśnie rusza kolejny sezon "tańca pod chmurką". To całkiem fajny projekt zrzeszający wokół siebie ludzi których hobby/pasją jest taniec (działa już drugi sezon).
Polega to na tym że wyżej wspomniani ludzie spotykają się w konkretnym miejscu zaopatrzeni w samograja (zazwyczaj boomboxa) i tańczą.
Nie jest to bynajmniej żadna forma wyłudzania pieniędzy czy żebrania, lecz forma spędzania czasu, wiadomo przyjemniej pod chmurką niż w studiu tanecznym czy knajpie.
Z reguły nikomu to nie przeszkadza, a sami funkcjonariusze policji gdy nas widzą to im kopara na ziemię opada (nie ma alkoholu, nie ma wyłudzania, nie ma wulgaryzmów, za to jest 20-40 osób z pełną kulturą tańczące salsę, bachatę czy tango angolańskie). Generalnie policjanci stwierdzają że nie stwarzamy żadnego zagrożenia (choć w ubiegłym roku zatrzymali łódź patrolową na widok 9 par tańczących kizombę).
Zazwyczaj nie ma na co narzekać. Problem pojawia się gdy pada. W ubiegłym roku mieliśmy lokalizację na Placu Kościuszkowców na Pradze (tam na wypadek deszczu był wiadukt pod który uciekaliśmy), w tym roku będziemy między M Ratusz i M Świętokrzyska, tutaj osłony nie ma - jeśli nie liczyć wąziutkich arkad przy Placu Bankowym.
Stąd moje pytanie. Czy można by się w takich wypadkach ewakuować np. do przejścia podziemnego przy metrze (to miejsce jeszcze przed szybą stacji) i skorzystać z kawałka tamtejszej "przestrzeni publicznej".
Domyślam się że służby zazwyczaj eksmitują stamtąd żebraków, jednak co w sytuacji gdy ludzie tam zebrani są "niegroźni społecznie" zostałoby przez służby zaakceptowane, czy podpada już pod paragraf?
Gdzie leży ta granica przestrzeni publicznej i możliwości jej wykorzystania?
Zazwyczaj w kontekście ogólnikowym - coś było określane bliżej nie opisaną nazwą przestrzeni publicznej, po czym padały hasła że należy to chronić i.... na tym się dyskusja kończyła.
Nie o tym jednak tu będzie czym jest owa przestrzeń, lecz o tym jak można z tej przestrzeni korzystać. Bardzo często wszelkiej maści słusznie bądź niesłusznie określane mianem autorytetów postaci wypowiadają się na temat tego że należy ową przestrzeń wykorzystać.
W sumie jest to słuszne podejście. Jeśli już mamy przestrzeń publiczną to wypadałoby coś z nią zrobić.
Tutaj jednak pojawia się pewne ale...
Co można z ową przestrzenią zrobić, a co będzie niemile widziane (choć domyślam się że niemile widziane jest pojęciem subiektywnym).
Oczywiście z chęcią usłyszę wszelkie propozycje wykorzystania owej "magicznej przestrzeni", jednak wpierw chciałbym poruszyć mój problem.
Zaczyna słońce przygrzewać i właśnie rusza kolejny sezon "tańca pod chmurką". To całkiem fajny projekt zrzeszający wokół siebie ludzi których hobby/pasją jest taniec (działa już drugi sezon).
Polega to na tym że wyżej wspomniani ludzie spotykają się w konkretnym miejscu zaopatrzeni w samograja (zazwyczaj boomboxa) i tańczą.
Nie jest to bynajmniej żadna forma wyłudzania pieniędzy czy żebrania, lecz forma spędzania czasu, wiadomo przyjemniej pod chmurką niż w studiu tanecznym czy knajpie.
Z reguły nikomu to nie przeszkadza, a sami funkcjonariusze policji gdy nas widzą to im kopara na ziemię opada (nie ma alkoholu, nie ma wyłudzania, nie ma wulgaryzmów, za to jest 20-40 osób z pełną kulturą tańczące salsę, bachatę czy tango angolańskie). Generalnie policjanci stwierdzają że nie stwarzamy żadnego zagrożenia (choć w ubiegłym roku zatrzymali łódź patrolową na widok 9 par tańczących kizombę).
Zazwyczaj nie ma na co narzekać. Problem pojawia się gdy pada. W ubiegłym roku mieliśmy lokalizację na Placu Kościuszkowców na Pradze (tam na wypadek deszczu był wiadukt pod który uciekaliśmy), w tym roku będziemy między M Ratusz i M Świętokrzyska, tutaj osłony nie ma - jeśli nie liczyć wąziutkich arkad przy Placu Bankowym.
Stąd moje pytanie. Czy można by się w takich wypadkach ewakuować np. do przejścia podziemnego przy metrze (to miejsce jeszcze przed szybą stacji) i skorzystać z kawałka tamtejszej "przestrzeni publicznej".
Domyślam się że służby zazwyczaj eksmitują stamtąd żebraków, jednak co w sytuacji gdy ludzie tam zebrani są "niegroźni społecznie" zostałoby przez służby zaakceptowane, czy podpada już pod paragraf?
Gdzie leży ta granica przestrzeni publicznej i możliwości jej wykorzystania?