kris126 pisze:Mam pytanie, jak można dostać pracę jako pomiarowiec komunikacji w warszawskim ZTM ??Zaznaczam, że mam materiały i doświadczenie w tym, dzięki jednej z firm zewnętrznych, która kiedyś przeprowadzała takie badania na zlecenie ZTM.
Pomiary w komunikacji
Moderatorzy: Poc Vocem, Wiliam
Cześć, czy posiada ktoś aktualny spis linii, na których są prowadzone pomiary poprzez liczarki w pojazdach?
Dane są zbierane w trybie ciągłym przez wszystkie pojazdy wyposażone w SZP 
(wszystkie ajentów i losowe Najlepszej Spółki Autobusowej)
(wszystkie ajentów i losowe Najlepszej Spółki Autobusowej)
No właśnie w przypadku spółki komunalnej jest zbiór linii, jak i autobusów, które mają być pomiarowane i mogą pomiarować. Z takich ciekawostek, to nie każdy pojazd z liczarkami może być użyty i np. na Kleszczowej, która ma wszystkie wozy z liczarkami, tylko część jest na specjalnej liście. I właśnie dlatego szukam aktualnej listy linii dla MZA 
Ciekawe że 326 najdłuższą linią w Warszawie:
https://warszawa.naszemiasto.pl/5000-km ... 2-28677787
https://warszawa.naszemiasto.pl/5000-km ... 2-28677787
Po co spieszyć, przecież do końca życia mamy na to czas.
Pod względem długości pewnie tak, ale pod względem czasu przejazdu 112 na Karolin i 187 są zdecydowanie dłuższe.
Na stronie Wyborczej artykuł o zastanawiającym spadku frekwencji w warszawskim zbiorkomie:
https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7 ... 2-L.2.duzy
https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7 ... 2-L.2.duzy
No jak to przecież jest super.
Są buspasy (po których jeździ coraz więcej pojazdów DOP, które nie respektują pierwszeństwa autobusów), super zmiany w liniach, zawieszanie linii na okresy świąteczne, wydłużanie SKM poza Warszawę, co powoduje brak miejsc w pociągach na stacjach w Warszawie, wieczne remonty, likwidowanie zielonych strzałek, brak logicznej synchronizacji świateł co w połączeniu z nieżyciowymi rozkładami jazdy daje efekty jak widać.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36135
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
No ale to nie jest nic, czego by nie było dawniej.
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
No to jakie nowe czynniki zadziałały?
- fik
- Naczelne Chamidło
- Posty: 27685
- Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
- Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser
Ja co prawda warszawskim zbiorkomem jeżdżę dość rzadko (nie licząc dojazdów do pracy, ale to czynię pociągiem i raczej nie jest to reprezentatywne doznanie), ale moim zdaniem spadek frekwencji jest widoczny gołym okiem. Spróbuję za chwilę postawić kilka tez, ale najpierw lekko skomentuję sam artykuł, bo pada w nim parę rzeczy, które moim zdaniem wymagają omówienia:
1. Faktycznie pełniejszy obraz sytuacji mogą przynieść wyniki WBR 2025; trzymam na to osobną torbę popcornu. Dowiemy się wtedy nie tylko, ile pasażerów wozi sam ZTM, ale też - jak to się ma do wyników transportu indywidualnego, co pozwoli zweryfikować chociażby tezę rzecznika ZTM o tym, że spadek podróży zbiorkomem wynika ze spadku liczby podróży w systemie ogółem, bo mamy miasto 15-minutowe - z tzw. ostrożności procesowej pozwolę sobie nazwać tę tezę skrajnie odważną, o czym szerzej za chwilę.
2. Faktycznie jakiś wpływ na różnicę w wynikach może mieć zmiana metodyki badań, jednak nie może to wiarygodnie tłumaczyć różnicy na poziomie 25% między 2019 a 2026 (znaczy widziałem nie takie rzeczy, ale jeśli ktoś to bezrefleksyjnie zaakceptował wzruszając ramionami, to bardzo źle świadczy o tym kimś). Na potrzeby dalszych rozważań zakładam jednak, że oba wyniki są wiarygodne i spadek z 1,2 do 0,9 mld pax jest rzeczywisty.
3. Mrożąca krew w żyłach za to jest uwaga, że mamy mniej pasażerów, bo spadła liczba podróży z przesiadką. Zagadnienie liczenia podróży/pasażerów jest istotnym problemem metodycznym, jednak co do zasady powinno być tak, że jeśli analogiczna podróż wykonywana byłaby bez gaszenia silnika w samochodzie, to niezależnie od liczby przesiadek powinniśmy takiego pasażera traktować jako jedną sztukę w systemie. Inaczej dochodzimy do absurdalnej sytuacji, że zmiana środka transportu z samochodu na zbiorkom z przesiadką powoduje zwiększenie liczby podróży w systemie, co w sposób oczywisty jest nielogiczne. Jeśli zatem obecnie podaje się sumę z liczników jako liczbę pasażerów w systemie, bez korekty o przesiadki, mamy do czynienia z sytuacją, w której liczba podróży transportem zbiorowym, a co za tym idzie - jego udział w podziale modalnym - jest znacząco zawyżona.
Wracając zaś do przyczyn zmian w charakterystyce przemieszczeń, moje tezy są następujące:
4. Urban sprawl i inne zmiany demograficzno-przestrzenne. Dzielnice centralne, oplecione gęstą siatką połączeń, w tym szynowych, wymierają i się starzeją; charakteryzujący się największą mobilnością młodzi dorośli, w szczególności rodzice, są wygonieni przez presję cenową na peryferia Warszawy lub poza jej granice. Ostatnie dekady to rozwój obszarów peryferyjnych, w których powstają albo jednorodzinne osiedla łanowe (Zerzeń, Nadwiśle, Józefosław, Zawady...) albo masowe getta deweloperskie (Derby, Ząbki, Skorosze, Szamoty...). Pierwsze z nich są praktycznie niemożliwe do efektywnej obsługi zbiorkomem, drugie z nich są do obsługi łatwiejsze, jednak wprowadzenie do nich jakościowej komunikacji odbywa się zazwyczaj z bardzo dużym opóźnieniem w stosunku do rozwoju potrzeb (chociażby liczba mieszkańców Ząbek wzrosła w ciągu trzech ostatnich dekad dwukrotnie bez znaczącej zmiany w jakości oferty przewozowej). W tym kontekście należy uznać, że coraz mniej mieszkańców aglomeracji (zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i procentowo) ma dostęp do dobrego jakościowo transportu, więc nie może dziwić, że częściej wybierają podróże transportem indywidualnym.
5. Stagnacja oferty. To jest dość oczywiste, ale warto o tym wspomnieć: wyrażona w wozokm oferta utrzymuje się prawie na niezmiennym poziomie od lat. W artykule pada wartość 53,8 mln wozokm tramwajowych w 2025 - to jest wartość niemalże identyczna, jak ta sprzed dekady (53,0); w tym okresie praca eksploatacyjna autobusów (z wyłączeniem L-ek) spada o prawie 5%. Jedyny wyraźny wzrost wynika z rozbudowy sieci metra - to oczywiście cenny nabytek, ale o dość ograniczonym zakresie przestrzennym. Jeśli zatem mamy coraz ludniejszą i rozciągniętą przestrzennie aglomerację, a kilometrów tyle samo, co do tej pory, to nie może to przynieść wybitnego efektu, c'nie?
6. Spadek przewidywalności i punktualności. To jest bardziej moje odczucie, niż coś, na potwierdzenie czego mam twarde dane, ale z moich obserwacji wynika, że transport, zwłaszcza autobusowy, w tym mieście stał się zdecydowanie nieprzewidywalny. Z pewnością częściowo na to wpływa łatwa dostępność danych o opóźnieniach na bieżąco, ale nie da się ukryć, że już niejednokrotnie mocno naciąłem się na teoretycznie silnych i regularnych liniach, które nijak regularne być nie chciały. To nie pomaga w zdobywaniu pasażerów na pewno (zwłaszcza, jeśli coraz więcej ludzi mieszka daleko od zapewniającej jakiś standard szyny).
Poza tym jest jeszcze parę mniejszych lub większych drobiazgów (np. godziny szczytów i ramy kursowania niedopasowane do zmieniającej się mobilności), ale te trzy wydają mi się na mój ekspercki nos kluczowe (przy czym urban sprawl najprawdopodobniej ma wpływ dużo istotniejszy od pozostałych).
1. Faktycznie pełniejszy obraz sytuacji mogą przynieść wyniki WBR 2025; trzymam na to osobną torbę popcornu. Dowiemy się wtedy nie tylko, ile pasażerów wozi sam ZTM, ale też - jak to się ma do wyników transportu indywidualnego, co pozwoli zweryfikować chociażby tezę rzecznika ZTM o tym, że spadek podróży zbiorkomem wynika ze spadku liczby podróży w systemie ogółem, bo mamy miasto 15-minutowe - z tzw. ostrożności procesowej pozwolę sobie nazwać tę tezę skrajnie odważną, o czym szerzej za chwilę.
2. Faktycznie jakiś wpływ na różnicę w wynikach może mieć zmiana metodyki badań, jednak nie może to wiarygodnie tłumaczyć różnicy na poziomie 25% między 2019 a 2026 (znaczy widziałem nie takie rzeczy, ale jeśli ktoś to bezrefleksyjnie zaakceptował wzruszając ramionami, to bardzo źle świadczy o tym kimś). Na potrzeby dalszych rozważań zakładam jednak, że oba wyniki są wiarygodne i spadek z 1,2 do 0,9 mld pax jest rzeczywisty.
3. Mrożąca krew w żyłach za to jest uwaga, że mamy mniej pasażerów, bo spadła liczba podróży z przesiadką. Zagadnienie liczenia podróży/pasażerów jest istotnym problemem metodycznym, jednak co do zasady powinno być tak, że jeśli analogiczna podróż wykonywana byłaby bez gaszenia silnika w samochodzie, to niezależnie od liczby przesiadek powinniśmy takiego pasażera traktować jako jedną sztukę w systemie. Inaczej dochodzimy do absurdalnej sytuacji, że zmiana środka transportu z samochodu na zbiorkom z przesiadką powoduje zwiększenie liczby podróży w systemie, co w sposób oczywisty jest nielogiczne. Jeśli zatem obecnie podaje się sumę z liczników jako liczbę pasażerów w systemie, bez korekty o przesiadki, mamy do czynienia z sytuacją, w której liczba podróży transportem zbiorowym, a co za tym idzie - jego udział w podziale modalnym - jest znacząco zawyżona.
Wracając zaś do przyczyn zmian w charakterystyce przemieszczeń, moje tezy są następujące:
4. Urban sprawl i inne zmiany demograficzno-przestrzenne. Dzielnice centralne, oplecione gęstą siatką połączeń, w tym szynowych, wymierają i się starzeją; charakteryzujący się największą mobilnością młodzi dorośli, w szczególności rodzice, są wygonieni przez presję cenową na peryferia Warszawy lub poza jej granice. Ostatnie dekady to rozwój obszarów peryferyjnych, w których powstają albo jednorodzinne osiedla łanowe (Zerzeń, Nadwiśle, Józefosław, Zawady...) albo masowe getta deweloperskie (Derby, Ząbki, Skorosze, Szamoty...). Pierwsze z nich są praktycznie niemożliwe do efektywnej obsługi zbiorkomem, drugie z nich są do obsługi łatwiejsze, jednak wprowadzenie do nich jakościowej komunikacji odbywa się zazwyczaj z bardzo dużym opóźnieniem w stosunku do rozwoju potrzeb (chociażby liczba mieszkańców Ząbek wzrosła w ciągu trzech ostatnich dekad dwukrotnie bez znaczącej zmiany w jakości oferty przewozowej). W tym kontekście należy uznać, że coraz mniej mieszkańców aglomeracji (zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i procentowo) ma dostęp do dobrego jakościowo transportu, więc nie może dziwić, że częściej wybierają podróże transportem indywidualnym.
5. Stagnacja oferty. To jest dość oczywiste, ale warto o tym wspomnieć: wyrażona w wozokm oferta utrzymuje się prawie na niezmiennym poziomie od lat. W artykule pada wartość 53,8 mln wozokm tramwajowych w 2025 - to jest wartość niemalże identyczna, jak ta sprzed dekady (53,0); w tym okresie praca eksploatacyjna autobusów (z wyłączeniem L-ek) spada o prawie 5%. Jedyny wyraźny wzrost wynika z rozbudowy sieci metra - to oczywiście cenny nabytek, ale o dość ograniczonym zakresie przestrzennym. Jeśli zatem mamy coraz ludniejszą i rozciągniętą przestrzennie aglomerację, a kilometrów tyle samo, co do tej pory, to nie może to przynieść wybitnego efektu, c'nie?
6. Spadek przewidywalności i punktualności. To jest bardziej moje odczucie, niż coś, na potwierdzenie czego mam twarde dane, ale z moich obserwacji wynika, że transport, zwłaszcza autobusowy, w tym mieście stał się zdecydowanie nieprzewidywalny. Z pewnością częściowo na to wpływa łatwa dostępność danych o opóźnieniach na bieżąco, ale nie da się ukryć, że już niejednokrotnie mocno naciąłem się na teoretycznie silnych i regularnych liniach, które nijak regularne być nie chciały. To nie pomaga w zdobywaniu pasażerów na pewno (zwłaszcza, jeśli coraz więcej ludzi mieszka daleko od zapewniającej jakiś standard szyny).
Poza tym jest jeszcze parę mniejszych lub większych drobiazgów (np. godziny szczytów i ramy kursowania niedopasowane do zmieniającej się mobilności), ale te trzy wydają mi się na mój ekspercki nos kluczowe (przy czym urban sprawl najprawdopodobniej ma wpływ dużo istotniejszy od pozostałych).
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!
Coraz mniej osób w W-wie, coraz bogatszych (ubery). Oprócz tego rowery zwykłe i elektryczne (więcej ścieżek), hulajnogi, praca zdalna (jeśli porównujemy 2019 to znaaaczny spadek jest). Raczej nie jest tak, że ludzie zaczęli jeździć samochodami, bo aż tak zwiększonej pojemności dróg to nie było. Można też jeździć po mieście Intercity z dowolnej stacji, pociągami na Gdański z LK8 i zapewne wiele, wiele innych.
Nie jeździ się też już tak masowo na zakupy czy do restauracji, bo wszystko można coraz bardziej zamówić do domu.
Nie jeździ się też już tak masowo na zakupy czy do restauracji, bo wszystko można coraz bardziej zamówić do domu.
ŁK
Ja z kolei zauważyłem (ale nie opieram tego na jakichś danych źródłowych, po prostu własne obserwacje z punktu widzenia przede wszystkim kierowcy autobusu) że ludzie coraz rzadziej czekają na przystankach. Bardzo często autobus traktują na zasadzie: jedzie coś to podjadę, nie jedzie to idę pieszo. Wiele razy miałem takie sytuacje że przystanek pusty ale jak podjechałem to momentalnie ludzie z wielu stron się zbiegli bo zobaczyli autobus. W dobie wielu aplikacji, które sprawdzają na bieżąco też położenie autobusów albo układają plan przejazdu, ludzie od razu widzą czy jest sens czekać czy nie. A sens jest wtedy gdy autobus będzie za chwilę. Dawniej to jednak po prostu czekało się na przystankach. Teraz coraz częściej jak trzeba poczekać więcej niż 5 minut to jest to dla przeciętnego pasażera dramat. Efekt jest taki, że coraz rzadziej zbieram z przystanków czekających a coraz częściej dobiegających.