Bezpieczeństwo w pojazdach komunikacji
Moderatorzy: Poc Vocem, Wiliam
Rzeczpospolita pisze:Komórki przy uchu tramwajarzy
To już plaga: warszawscy motorniczowie w czasie jazdy nagminnie rozmawiają przez telefony komórkowe. - Nie tylko łamią prawo, ale narażają życie pasażerów - poskarżył się czytelnik "Rzeczpospolitej".
- Motorniczym absolutnie nie wolno rozmawiać przez komórkę w czasie jazdy. Mogą sobie dzwonić, tylko gdy mają przerwę, na przykład na pętli - tłumaczy Wojciech Szydłowski, rzecznik Tramwajów Warszawskich.
Kary za łamanie tego zakazu są różne: od upomnienia, do odebrania premii (ok. 300 złotych), a nawet "zesłania" na trzy miesiące do zajezdni do pracy przy sprzątaniu tramwajów. Nie jest łatwo udowodnić motorniczemu niebezpieczne zachowanie.
- Zwykłe zgłoszenie skargi nie wystarczy, trzeba zrobić takiemu delikwentowi zdjęcie, choćby aparatem w telefonie komórkowym - doradza Szydłowski.
Aż tak nie muszą się wysilać policjanci. Zapisują numery tramwaju i wysyłają na pętlę patrol. Motorniczy może zostać ukarany 200-złotowym mandatem, nie dostaje natomiast punktów karnych. Z reguły jednak mundurowi ograniczają się do pogrożenia palcem, gdy stoją na skrzyżowaniu i widzą przejeżdżającego tramwajarza gadającego przez komórkę. Skutkuje, ale, niestety, tylko na krótko. Motorniczy właściwie czuje się bezkarny.
Sprzyja temu również przekonanie warszawiaków, że tramwajarze są wyposażeni w firmowe komórki, aby mogli się łączyć z centralą ruchu, tak jak to jest w przypadku kierowców autobusów nocnych linii. Nic bardziej mylnego. W każdej kabinie motorniczego jest zamontowany SNRT, czyli system nadzoru ruchu tramwajów. Składa się on z trzech przycisków, jeden to klasyczne połączenie głosowe z centralą, drugi umożliwia centrali podsłuch kabiny bez połączenia zwrotnego (pomocny w przypadku zaatakowania motorniczego przez bandytę), a trzeci natychmiast uruchamia alarm na policji. Komórki nie są więc tramwajarzom potrzebne w pracy.
Policja warszawska nie dysponuje danymi o tym, kiedy przyczyną wypadku drogowego była rozmowa motorniczego przez telefon komórkowy w czasie jazdy. Natomiast w tym roku tramwajarze spowodowali w sumie (dane do września) 13 wypadków, w których 22 osoby zostały ranne. W 2006 r. z winy motorniczych doszło do 12 wypadków, w których dwie osoby zginęły, a 17 było rannych.
[ ... ::: Mądry głupiemu ustępuje... i dlatego ten świat tak wygląda ::: ... ]
Gdybym był motorniczym zażądałbym udowodnienia, że rozmawiałem przez komórkę. Żadne prawo nie zabrania mi trzymania komórki. Trudno zaś, nawet najlepszym aparatem fotograficznym, zrobić zdjęcie "rozmowy". Wolno mi mieć usta otwarte? Wolno.
Oczywiście dobrze by było, gdyby wszyscy motorniczowie koncentrowali się wyłącznie na prowadzeniu pojazdu, nie palili ukradkiem papierosa, nie popijali łyka wody w największy upał (bo to przecież też wymaga użycia rąk do innych celów, niż służbowe), nie wierciili się w niewygodnym fotelu (a nuż spowodują katastrofę) i nie puszczali, za przeproszeniem, bąka, choćby do wychodka na pętli mieli jeszcze godzinę.
To byłby ideał wg zarządu Tramwajów. Bez przesady. Jeśli pozwalają na to warunki ruchu a ktoś jest fachowcem w swojej robocie, dziury w niebie nie będzie, jeśli zamieni dwa słowa przez komórkę, zje pół kanapki czy napije się herbaty.
Oczywiście dobrze by było, gdyby wszyscy motorniczowie koncentrowali się wyłącznie na prowadzeniu pojazdu, nie palili ukradkiem papierosa, nie popijali łyka wody w największy upał (bo to przecież też wymaga użycia rąk do innych celów, niż służbowe), nie wierciili się w niewygodnym fotelu (a nuż spowodują katastrofę) i nie puszczali, za przeproszeniem, bąka, choćby do wychodka na pętli mieli jeszcze godzinę.
To byłby ideał wg zarządu Tramwajów. Bez przesady. Jeśli pozwalają na to warunki ruchu a ktoś jest fachowcem w swojej robocie, dziury w niebie nie będzie, jeśli zamieni dwa słowa przez komórkę, zje pół kanapki czy napije się herbaty.
Niedawno było polowanie na zniszczone autobusy to teraz zacznie się akcja zrób zdjęcie rozmawiającemu motorniczemuFikander pisze:Tak.dzidek pisze:Swoją drogą czy można robić komuś zdjęcie bez jego zgody ?
dzidek pisze:Żeby tylko nie zwiększyła się ilość wypadków śmiertelnych bo jak pasażer będzie pochłonięty robieniem zdjęcia motorniczemu to może przez przypadek wpaść pod tramwaj i będzie to jego ostatnie zdjęcie.
-
kozioł
Właśnie..... Dziś sukinsynowaty kierownik z EN57-1109 zabronił mi fotografować(choć znam go z twarzy, coś mi to mówi), bo potrzeba zgody od PKPu. Próbowałem mu udowodnić,że od czasu prezydentury Wałęsy wolno. Bez skutku. Numeru służbowego **** nie podał. E-mail poleci do odpowiednich służb. Choć pewnie nic mu nie zrobią.
Kolejna bzdrura. Jeśli w samochodzie można rozmawiać przez zestaw głośnomówiący lub bluetooth, to niby czemu w tramwaju nie można gadać przez komórkę, jeśli prowadzenie tramwaju nie wymaga kręcenia kierownicą tudzież wrzucania biegów
A z drugiej strony jak na w-wskie realia 12 wypadków z winy motorniczych to moim zdaniem mało.
A z drugiej strony jak na w-wskie realia 12 wypadków z winy motorniczych to moim zdaniem mało.
O 13 za dużo (12 było w poprzednim rokulevar pisze:A z drugiej strony jak na w-wskie realia 12 wypadków z winy motorniczych to moim zdaniem mało.
Działo się to w gniocie ze stalowej jeśli dobrze zapamiętałem. Ja słyszałem tylko krzyki ludzi policja, policja!. Zleciało się po pewnym czasie kilku krawężników. Gruby ochroniarz , który stał przy N32 podbiegł jeszcze przed psami do miejsca zdarzenia. Oczywiście autobus nie odjechał a ponieważ stał jako pierwszy to pozostałe z przystanku odjechały z dużym opóźnieniem. Bardzo dobrze, że zatrzymano tych typów.Gazeta Wyborcza pisze:Na przystanku autobusowym Dworzec Centralny w Warszawie trzech mężczyzn pobiło kierowcę nocnego autobusu, ponieważ ten zwrócił im uwagę, że w autobusie się nie pali.
Jak poinformował nas jeden ze świadków zajścia, do pobicia doszło o godz. 2.30 w nocy z piątku na sobotę. Autobus linii N14 stał na pętli. W tyle siedziało trzech młodych, około dwudziestoletnich mężczyzn. Palili papierosy. Kierowca wysiadł z szoferki podszedł do nich i zwrócił im uwagę, że w autobusie się nie pali. Gdy się od nich odwrócił i wracał na przód pojazdu, jeden z chłopaków podszedł do niego i zaczął go bić. Za moment dołączył drugi. Gdy kierowca upadł na podłogę, młodzi bandyci uciekli z autobusu.
- Pasażerowie musieli pobiec po patrol policyjny, który pilnował dworca, ponieważ ochroniarze wynajęci przez ZTM w ogóle nie zareagowali na zajście - mówi świadek.
Policja złapała jednego z napastników. Całej trójce grozi do 5 lat więzienia. Kierowca został przewieziony do szpitala. Nie stwierdzono poważnych obrażeń. Na drugi dzień wyszedł do domu.
Rzecznik ZTM, Michał Powałka, nic nie wiedział o pobiciu kierowcy ZTM. O zajściu dowiedział się z serwisu Alert24.
- Zajęliśmy się już ustaleniem personaliów ochroniarzy, którzy byli obecni tej nocy na dworcu. Jeśli okaże się, że byli to pracownicy firmy, z którą podpisaliśmy umowę, zostaną oni ukarani dyscyplinarnie.
Jeszcze krótkie uzupełnienie. Za gniota z R13 miał wyjechać kierowca z Kleszczowej siedzący na rezerwie na Centralu . Gdy przygotował wóz do odjazdu poprosił ochornę o zrobienie z nim koła. Niestety panowie z firmy wynajętej przez ZTM odmówili wspólnej podróży N14 tłumacząc, że to nie jest ich obowiązek. Następnie ekspedytorka na Centralnym przygotowała raport pod którym zmuszono ochroniarzy do podpisania się, że odmówili wykonania pracy. Dopiero dwóch policjantów zgodziło się pojechać na Brzeziny. Przez to zamieszanie autobus odjechał z 25 min.opóźnieniem (kolejna brygada N14 niemal siedziała na ogonie).