Post
autor: chiste » 22 sty 2008, 10:20
Dziś, godzina poranna, stałem na peronie w strugach deszczu. Podjechał brudny skład pamiętający Gierka, choć po remoncie. Rdzawe liszaje na biało-zielonych ścianach, morze brudu spływające po zaparowanych oknach.
Wszedłem do środka. Na podłodze centymetr piachu i błota, szare ściany niemyte chyba od daty naprawy rewizyjnej. Przyklejone na silikon listwy odpadały nad przejściami do przedziałów. Chciałem powiesić kurtkę na wieszaku, bo była mokra. Chciałem, ale tego nie zrobiłem, ponieważ grzbiet welurowego siedzenia w miejscu, w którym stykałby się z powieszoną w narożnym wieszaku kurtą, był czarny od sadzy czy Bóg wie czego.
Jechałem. Pod drodze dosiadały się nawet fajne kobitki w odprasowanych kostiumach. Pewnie będą przeklinać podróż do pracy, bo usiadły w służbówce i ich spódnice mają teraz siwy nalot. Wsiadali też w faceci w białych kołnierzykach, ale widziałem w ich oczach tylko jedno pragnienie - żeby następnym razem nie zapomnieć wziąć z domu maskę przeciwgazową. Zapach przetrawionego alkoholu, wiejskiej kiełbasy i wiatrów puszczanych przez śpiących kolejarzy mieszał się z wonią perfum tych sympatycznych kobitek siedzących na brudnych siedzeniach. Faceci trzymali się dzielnie, podczas gdy kobitki ciągle miały chusteczki przy nosie.
Wysiadłem - dworzec Śródmieście. Niby w podziemiach, niby stolica, ale tu i ówdzie leje się na łeb, gołębie bombardują swoim guano, zapach bezdomności jest miksowany przez wapory z chińskiego baru. Biegnę po zalanych schodach, żeby jak najszybciej zaczerpnąć "świeżego warszawskiego powietrza". Jeszcze tylko jakiś menel prosi mnie o 50 groszy "na bułkie" i jestem wolny.
Aż strach pomyśleć, jakie przygody czekają na mnie wieczorem, kiedy będę wracać do domu. Pewnie znowu ten brudny, śmierdzacy pociąg zapchany ludźmi po dach. Wolałbym nie trafić na ten szczytowy po 17-tej, bo w nim kolesie po fajrancie ćmią papierosy i rozpijają flaszkę. Zawsze to nowy element do mieszanki drażniącej mój, jak pewnie większość z Was sądzi, delikatny zmysł powonienia. Chyba wybiorę jednak ten po 19-tej. Wtedy przynajmniej jest luźno, choć zawsze jest ryzyko, że weźmie się po gębie.
Fajna ta kolej.
Mam na imię Robert. Mam 29 lat. Mieszkam na przedmieściach, pracuję w Warszawie. Dojeżdżałem koleją do podstawówki, liceum, na studia. Dojeżdżam także teraz do pracy. W sumie 22 lata spędzone w EW 55, EN 57 no a teraz jeszcze EN 71 i EW 60. Lubię kolej i nie mam samochodu. Ale chyba będę miał. Dziękuję, Halinko! Dziękuję, Donato!
Wagen fahr!