Warszawskie dworce i przystanki kolejowe
Moderator: JacekM
A Wileński?
1 10 20 22 24 26 103 109 151 157 171 180 190 507 520 645 691 695 KM2 KM7 KM8 KM26 KM31 IC3 IC4 IC7 IC8 IC10
To, że pracuje tam gdzie pracuję nie oznacza, że zawsze zgadzam się z decyzjami swojej firmy, a wszystko co tu wyprodukuje jest moim własnym zdaniem.
a poza tym zgadzam się z maksymą pawcia!
To, że pracuje tam gdzie pracuję nie oznacza, że zawsze zgadzam się z decyzjami swojej firmy, a wszystko co tu wyprodukuje jest moim własnym zdaniem.
a poza tym zgadzam się z maksymą pawcia!
Nie zrozumiałeś. Szyby zostały całkowicie zamalowane przez podwórkowych artystów farbami w sprayu. W Woli Grzybowskiej 100%. W Wesołej jeszcze nie zdąrzyli, tylko flamastrami pobazgrolone.mamadoo pisze:Jeśli najważniejszą cechą architektury dla Ciebie jest to, że jest kolorowo, to już się nie dziwię.
Wschodni przechodzi małą metamorfozę od jakiegoś czasu. Ale zastąpienie straganów na wózkach - budami w całym ciągu tunelu to nie to, co większość by chciała. Za to dobrze, że zniknęły budki z hali podmiejskiej. Od razu bardziej przejżyście i jakoś tak inaczej. Powiśle robią od jesieni mniej więcej. Jeszcze ten zachodni.....
Raczej chodziło o to, że jakiś "neowyspiański" poprzerabiał je na witraże za pomocą spray'u.
Naleśniki na Śrudmieściu i Ochocie są bardzo ładne, pozostałe częśći już tak nie porywają. Może więc zamiast wpisywać całe stacje, tylko te ich części które są tego naprawdę warte? Od walorów wizualnych ważniejsze powinna być ich użyteczność. Obie mają spory mankament w postaci nieprzystosowania dla potrzeb niepełnosprawnych. Tyczy się to zresztą większości warszawskich przystanków regionalnych.
Na Centralnym jest bodaj jeden peron na którym jest czynna winda towarowa, Wschodni i Zachodni to już totalna kompromitacja. Moje zdziwienie będzie zaledwie umiarkowane, gdy dziwnym trafem PKP zapomni o windach na Gdańskim przy okazji budowy przejść.
Naleśniki na Śrudmieściu i Ochocie są bardzo ładne, pozostałe częśći już tak nie porywają. Może więc zamiast wpisywać całe stacje, tylko te ich części które są tego naprawdę warte? Od walorów wizualnych ważniejsze powinna być ich użyteczność. Obie mają spory mankament w postaci nieprzystosowania dla potrzeb niepełnosprawnych. Tyczy się to zresztą większości warszawskich przystanków regionalnych.
Na Centralnym jest bodaj jeden peron na którym jest czynna winda towarowa, Wschodni i Zachodni to już totalna kompromitacja. Moje zdziwienie będzie zaledwie umiarkowane, gdy dziwnym trafem PKP zapomni o windach na Gdańskim przy okazji budowy przejść.
- Kochasz mnie?
- Kocham.
- Wyjdziesz za mnie?
- Nie.
- Złaź!
- Kocham.
- Wyjdziesz za mnie?
- Nie.
- Złaź!
W Siedlcach to zawsze czynne. A na Wileńskim bywam od czasu do czasu, ale raczej zawsze było czynne )JotPeCet pisze:A czynny?
Bo co jestem na wileńskim, to nie.
A co jestem w Siedlcach, to tak.
1 10 20 22 24 26 103 109 151 157 171 180 190 507 520 645 691 695 KM2 KM7 KM8 KM26 KM31 IC3 IC4 IC7 IC8 IC10
To, że pracuje tam gdzie pracuję nie oznacza, że zawsze zgadzam się z decyzjami swojej firmy, a wszystko co tu wyprodukuje jest moim własnym zdaniem.
a poza tym zgadzam się z maksymą pawcia!
To, że pracuje tam gdzie pracuję nie oznacza, że zawsze zgadzam się z decyzjami swojej firmy, a wszystko co tu wyprodukuje jest moim własnym zdaniem.
a poza tym zgadzam się z maksymą pawcia!
Nie dalej, jak dzisiaj znosiłem wózkowicza na peron. A nawet gdyby działał, to gdzie masz pochylnie, a gdzie schody z hali głównej? Po dwóch stronach
Trzeba objechać pół dworca i pokonać conajmniej jedną pochylnię kamienną. O ile w dół jeszcze ujdzie ( ujedzie), o tyle pod górkę z bagarzami tak malinowo nie jest.
Nie będę rozwijał tematu przystosowania samego pociągu, bo to się nadaje na oddzielny wątek...
Nie będę rozwijał tematu przystosowania samego pociągu, bo to się nadaje na oddzielny wątek...
- Kochasz mnie?
- Kocham.
- Wyjdziesz za mnie?
- Nie.
- Złaź!
- Kocham.
- Wyjdziesz za mnie?
- Nie.
- Złaź!
W wakacje kilka razy mogłem poczuć się jak niepełnosprawny prowadząc na perony rower z pełnymi sakwami na tylnym bagażniku. Na centralnym z pochylniami dało radę, o wschodnim i zachodnim lepiej przemilczeć
A i tak najwięcej kalamacji miałem w Laskowicach Pom. czyli jak wrzucić rower z sakwami bez niczyjej pomocy do wagonu B z niskiego peronu 
www.kolej.one.pl
Zachęcam do aktualizowania danych!!!
Pasażer:KM, 401, 520, 115, 173, 315 (kolejność zamierzona!)
Zachęcam do aktualizowania danych!!!
Pasażer:KM, 401, 520, 115, 173, 315 (kolejność zamierzona!)
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
Dali sobie radę z brudem na Dworcu Centralnym
Krzysztof Śmietana2008-01-29, ostatnia aktualizacja 2008-01-29 20:46
Sufit hali głównej na Dworcu Centralnym już niemal w całości wyczyszczony. Wkrótce kolejarze chcą się zabrać do szlifowania kamiennej posadzki
Ponad 30-letni Dworzec Centralny nieco mniej straszy podróżnych. Wynajęta przez PKP firma kończy czyszczenie sufitu, który dotychczas był szaroczarny od brudu. Widać jeszcze na nim ostatnie ciemne fragmenty. Mają zniknąć w tym tygodniu. To pierwsze tak gruntowne czyszczenie sufitu od 1974 r. Miał być wprawdzie wyszorowany już jesienią zeszłego roku, ale wtedy wynajęta firma wycofała się już po kilku dniach. Uznała, że nie podoła zadaniu.
Na początku stycznia za sufit wzięła się firma Muetra Polska z Gorzowa Wielkopolskiego. Żeby przywrócić mu dawny jasnoszary kolor, użyła m.in. środków chemicznych. - W sumie jesteśmy zadowoleni z ich pracy. Sufit może nie wygląda tak jak w latach 70., gdy oddawano dworzec do użytku, ale na pewno jest znacznie czyściej - chwali Piotr Zatorski, dyrektor oddziału PKP Dworce Kolejowe.
I zapowiada kolejny krok. Będzie nim czyszczenie kamiennej posadzki. - Zostanie wyszlifowana, żeby była tak jasna jak w budowanych teraz biurowcach czy galeriach handlowych. Prace powinny się zacząć w lutym - przewiduje dyr. Zatorski.
PKP w najbliższych tygodniach chcą też wynająć nową firmę sprzątającą, która skuteczniej ma dbać o czystość na Centralnym. Wciąż za to nie wiadomo, kiedy można spodziewać się poważniejszych zmian na dworcu. W zeszłym roku kolejarze zapowiedzieli, że przed Euro 2012 zostanie on wyremontowany. Urzędnicy spodziewali się, że znajdą się na to dotacje unijne. Wciąż nie ma jednak w tej sprawie porozumienia między Ministerstwem Infrastruktury i Ministerstwem Rozwoju Regionalnego.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
no w końcu. Faktycznie ładniej wygląda. Przy błyszczącej posadzce będzie wyglądać jak dw. Śródmieście tuż po otwarciu po remoncie, kiedy posadzka na peronie drugim lśniła jak wiadomo co...MeWa pisze:Na początku stycznia za sufit wzięła się firma Muetra Polska z Gorzowa Wielkopolskiego. Żeby przywrócić mu dawny jasnoszary kolor, użyła m.in. środków chemicznych. - W sumie jesteśmy zadowoleni z ich pracy.
Dziś już powycierana, tak nie lśni, choc i tak lepiej jak na peronach 1. i 3.
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
Dworzec Towarowy, potem Główny
Jerzy S. Majewski2008-01-31, ostatnia aktualizacja 2008-01-31 21:22
W komedii Leonarda Buczkowskiego "Smarkula" Dworzec Główny wydaje się równie piękny jak ten we Florencji. Z całą pewnością taki jednak nie był.
![]()
Nocne zdjęcia wolno stojącej "kolumnady" przed wejściem na perony sprawiały wrażenie monumentalne. Na filmie Buczkowskiego z początku lat 60. widzimy świecący neon, a przed budynkiem zajeżdżające korowody taksówek - czarnych wołg i garbatych warszaw. Jednak rzeczywistość Dworca Głównego nie wyglądała tak różowo.
Złapanie taksówki było nie lada wyczynem. Doświadczeni podróżni do batalii o nią przygotowywali się już w pociągu. Zajmowali w korytarzach dogodne miejsce i gdy pociąg zatrzymywał się na peronie, biegli z całych sił na plac dworcowy wyłożony kocimi łbami i pełen kałuż. Oczywiście w biegu tym mieli szanse jedynie ludzie młodzi i z niewielkim bagażem. O ustawianiu się w kolejce na placu przydworcowym nie było nawet mowy. Dlaczego? Tłumaczył to Andrzej Jabłoński w niepublikowanym dotąd szkicu „Kalejdoskop warszawski” z 1953 r. (maszynopis udostępniła mi pani Jolanta Klimowicz Osmańczyk). „Taksówka zajeżdża na plac dworcowy już w asyście pasażera biegnącego przy aucie i trzymającego ręką klamkę. Trzymanie ręką za klamkę oznacza posiadanie tejże taksówki. Gdyby pasażer szedł wolniej, pewny siebie, że umówił się z kierowcą, nie dostałby się przez tłum oblegający momentalnie pojazd. Żadne okrzyki jak: »Już zamówiony przeze mnie « nic w takim wypadku nie pomogą”.
Syberia za murami
Przed wojną ogromny teren ciągnący się na zachód od Towarowej zwany był popularnie Syberią. Zajmowały go niezliczone bocznice, rampy, magazyny i perony dworca towarowego. Nazwa sugeruje, że stąd, przez linię obwodową (przez Wolę i dzisiejszy Dworzec Gdański, a wtedy Kowelski) odchodziły transporty więźniów zsyłanych w głąb Rosji. Bocznice kolejowe były pilnie strzeżone, a ich usytuowanie utajniano na publikowanych planach miasta zarówno przed pierwszą wojną światową, jak i w latach międzywojennych. "Jeszcze przed 1875 na wprost wylotu Srebrnej (obok powojennego Dworca Głównego) wzniesiono trzy budynki kolejowe oblicowane czerwona cegłą" - pisał Eugeniusz Szwankowski. W tym czasie zaczęto też budowę bocznic, początkowo równoległych do kolei warszawsko-wiedeńskiej.
Sama nazwa ulicy Towarowej nadana została w 1890 r. - właśnie od Dworca Towarowego. Była to na tym odcinku aż do lat 60. XX wieku ulica wąska i kiepsko wybrukowana. Od zachodu wzdłuż bocznic poprowadzono z czasem ulicę Kolejową, której bieg był inny niż dziś. Ulica zakręcała przy murze Syberii i szerokim łukiem dochodziła do Grzybowskiej, łącząc się z Przyokopową w pobliżu obecnego Muzeum Powstania Warszawskiego urządzonym w miejscu dawnej elektrowni tramwajowej.
Tyrmand przy stoliku
Utajnianie terenów kolejowych na planach nie zapobiegło zbombardowaniu ich przez Niemców w 1939 r. W czasie okupacji szybko jednak zaczęli oni odbudowywać bocznice.
Swoje największe chwile węzeł przy Towarowej przeżywał zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej. Tu na wysokości wylotu Srebrnej i pl. Zawiszy powstał Dworzec Główny. W 1946 r. zgodnie z planami W. Ballogha zbudowano prowizoryczny budynek z kasami, bufetami i poczekalnią dla pasażerów. Gmach jak na prowizorkę okazał się niesłychanie trwały i stoi do dziś. Był to najważniejszy dworzec warszawski aż do schyłku lat 50. XX w. Stąd odjeżdżano na zachód - tak jak kiedyś z Dworca Warszawsko-Wiedeńskiego u zbiegu Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich.
Gdy pod koniec lat 40. odbudowano tunel linii średnicowej, znaczenie Dworca Głównego z każdym rokiem malało. Kompletnie podupadł dopiero po otwarciu Dworca Centralnego w 1975 r. W roku 1954 Główny opisał Leopold Tyrmand w powieści "Zły": "Zaśmiecona hala zapełniała się opuszczającymi podmiejskie pociągi ludźmi. (...) W sali restauracyjnej na poły siedzieli, na poły leżeli zmięci, zmęczeni podróżni, spali, kładąc nieświeże, tłuste twarze na podesłanych ramionach, oparte o stoły nakryte brudnymi, papierowymi serwetami" - czytamy.
Kas mrowie
W latach 50. z Dworca Głównego odjeżdżała większość pociągów dalekobieżnych i międzynarodowych, a także podmiejskie w kierunku Warki, Sochaczewa i Skierniewic. Pociągi na Główny wjeżdżały na otwarte perony. Dziś w ich miejscu wyrósł spory zagajnik. Perony pociągów przyjeżdżających znajdowały się bliżej Grójeckiej i były dość wysokie. Andrzej Jabłoński chwalił ich czystość i dobre oświetlenie wieczorem. „Na pociągi dalekobieżne czatuje sporo bagażowych ubranych standardowo z charakterystycznymi czapkami. Zabierając bagaż, podają swój numer. Umawiać się o cenę nie trzeba. Taryfa jest jednolita i niezbyt wysoka. Nie było wypadku, by bagażowy »ulotnił się « z walizkami” - czytamy w maszynopisie Andrzeja Jabłońskiego.
Znacznie trudniej było wyjechać z Warszawy. Kupowanie biletu na dworcu okazywało się gehenną. Kasy biletowe zostały bowiem podzielone nie tylko na kategorie pasażerów, ale też na rozmaite trasy. Niby miało to rozładować kolejki, ale skutek był odwrotny. Dodajmy, że obowiązywały też peronówki dla odprowadzających.
"Mamy zatem oddzielne okienka dla podróżnych wojskowych, dla Milicji Obywatelskiej oraz oddzielne dla normalnej publiczności. Specjalne okienka dla pociągów podmiejskich i oddzielne kasy na poszczególne trasy dalekobieżne (...) Oprócz tych okienek są jeszcze specjalne na sprzedaż biletów ulgowych, okresowych, zbiorowych, wycieczkowych itd." - wyliczał Andrzej Jabłoński.
Hala dworcowa, mieszcząca dziś Muzeum Kolejnictwa, jak na rzeczywistość zrujnowanej Warszawy była duża. Nie zabrakło tu dekoracji socrealistycznych. „Na poziomie pierwszego piętra zobaczymy w całej hali malowidła przedstawiające »walkę o socjalizm «. Są to stylizowane postacie z narzędziami pracy i odpowiednimi napisami. Na przykład dwóch górników podających ręce hutnikom, wieśniacy w idylli z traktorzystami, żołnierz w uścisku z chłopem. Postacie pierwszoplanowe wielkie, kanciaste, za nimi widać odpowiednie tło: domy, huty, traktory, fabryki, pola” - relacjonował autor maszynopisu.
Na kaca Dworcowa
Hala była zapchana, przed kasami kłębiły się tłumy, w przechowalni bagaży samemu trzeba było odszukiwać własne walizki. Na dworcu działała mała poczta, jeszcze mniejszy punkt informacyjny, kiosk ze słodyczami Warszawskiej Spółdzielni Spożywców WSS, kiosk ruchu i kolektura loterii.
Wstrząsające wrażenie wywierała poczekalnia. Długie, drewniane ławki były tu zawsze zajęte do ostatniego miejsca. "Sala brudna, zaśmiecona, lampy zakurzone, na ławkach śpią w najwygodniejszych pozach całe podróżujące rodziny - przeważnie chłopstwo lub robotnicy jadący na urlop gdzieś na wieś. Spotkamy tu matki karmiące dzieci, jakieś odżywianie zapasami z zawiniątek, będziemy świadkami kłótni rodzinnych i nierodzinnych z dużą zawartością pouczających zwrotów. Nad wszystkim niepodzielnie króluje rozgłośnia radiowa Warszawa II reprezentowana przez ryczący niesamowicie głośnik nadający na przemian wiadomości z krajów demokracji ludowej i przodującego ZSRR, wywiad z przodującą świniarką lub dojarką, no i nieśmiertelne pieśni masowe i ludowe".
Wspominana wyżej restauracja dworcowa była lokalem najgorszego gatunku. Kilkadziesiąt stolików nakrytych imitacją obrusów, na które położono biały papier. Rzecz jasna wszystko było niemiłosiernie pozalewane piwem, pełne tłustych plam, popalone niedopałkami papierosów. "Za bufetem jakaś donna serwująca brudnymi rękami kanapki, śledzie i nalewająca piwo. W gablotkach szklanych trochę jabłek, innej żywności i panujące niepodzielnie muchy".
Ale restauracja dworcowa miała zaletę. Gdy o czwartej rano zamykano najdłużej czynne warszawskie lokale, ta na Dworcu Głównym wciąż działała. "Jedynym ratunkiem była dworcowa, w której podawano piwo prosto z beczki i wyśmienitą grochówkę nalewaną z wielkiego kotła. (...) Kto tu nie bywał, kto tu nie pił? Same znane nazwiska szukały ratunku przed świtem i rozpoczynającym się kacem" - pisała Danuta Szmit -Zawierucha w książce o PRL-u "Tęsknota za centralą".
Ostatni dalekobieżny odjechał z Głównego w 1976 r. Pociągi podmiejskie do Warki i Radomia jeździły stąd do grudnia 1996 r.
Dziś perony zarosły zielskiem i drzewami, a w dawnej hali mieści się Muzeum Kolejnictwa z kolekcją wagonów i starych parowozów stojących wzdłuż ocalałego peronu.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]