Ależ kraje członkowskie UE (w tym Polska) podlegają conajmniej kilku odgórnym "kretyńskim" - jakbyś je nazwał - rozporządzeniom blokującym dostęp do rynku organizmom spoza Unii (od ceł zaporowych zaczynając na przepisach dotyczących mozliwości korzystania z programów rozwojowych UE kończąc).Na szczęście mieszkamy w Polsce, gdzie nie ma takich kretyńskich przepisów.
A wszystko w imię obrony niekonsekwentnej gospodarki UE - która w tym samym czasie podkopuje się eksportem zakładów produkcyjnych do Chin (ostatnio Airbus oszczędził 650 mln Euro dzięki przeniesieniu produkcji)
Rozumiem że budżet Warszawy bierze się z powietrza?Z tego co wiem pieniądze na tramwaje pochodzą głównie z kredytu poręczonego umową wieloletnią z ZTM oraz z funduszy UE. Budżet państwa (nie mówię o budżecie m.st. Warszawy) nie wyłożył na tramwaje ani złotówki (nie licząc oczywiście składki członkowskiej w UE)
Nie nie wiem jak myślisz ale metro dostało dość sporo kasy z budżetu centralnego, że o budżecie miejskim nie wspomnę.Z uwagi na brak powiązania między budżetem centralnym a pieniędzmi na inwestycje powyższe jest nieprawdziwe
KM-ka w całości należy do urzedu marszałkowskiego, więc kasę na inwestycje również biorą się z budżetu - oczywiście pośrednio bo ścieżka jest jak w wypadku gminy:
Podatki ---> Budżet centralny ---> gmina/powiat/województwo (w odpowiednich przyznanych proporcjach) ---> Inwestycje.
Przeciętny Warszawiak czerpie znacznie większe korzyści z jazdy dobrymi tramwajami. Wpływ podatków Pesy na samopoczucie przeciętnego Warszawiaka jest o kilka rzędów wielkości mniejszy.
To czy pojedzie PESĄ , Bombardierem, Siemensem, czy Stadlerem przeciętnego mieszkańca Warszawy raczej nie obchodzi, ważne by były w miarę dobre - czytaj zimą nie było przewiewów i stała temperatura a latem żeby sie nie gotować - tak jak w wypadku autobusów.
Raczej niewielu pasażerów po 8-9 h w pracy będzie się delektować jazdą - ważne żeby dojechać.
Za to na poziom poziom zadowolenia przeciętnego Warszawiaka wpływ znacznie większy ma fakt jak dużą ilość pieniędzy podwinie mu budżetówka i to czy ma zapewnioną stabilną sytuację matreialną.
Jak powiedziałem, nawet jeśli PESA technologicznie będzie rozwiązaniem trochę gorszym od konkurencji, to biorąc pod uwagę fakt że napędza gospodarkę i oferuje kupującemu satysfakcjonujący tabor.
Jak dla mnie rynek europejski to zadziwiający twór działający na granicy absurduNie ma to jak dobry argument ad personam, ale odpowiem: Uczyłem się o tym jak to wspólny rynek jest korzystny dla gospodarki europejskiej i o tym jak sztuczne ograniczenia i narodowe interesy dobre nie są.
Z jednej strony głosi się hasła koniecznego interwencjonizmu w celu ochrony rynku pracy, z drugiej strony produkuje się tysiące bezrobotnych, z jednej ratuje się instytucje typu Forex, z drugiej eksportuje się nowoczesną technologię i miejsca pracy za bezcen poza Unii.
Z jednej strony wprowadza się cła zaporowe na towary tekstylne i elektroniczne z poza Unii, z drugiej strony nie podejmuje się zadnych realnych działań na rzecz podniesienia standardu życia społeczeństw krajów biedniejszych i zwiększenia w ten sposób ich siły nabywczej na tyle by stanowić mgły naturalny rynek obrotu wewnętrznego. Z jednej strony mówi się o wzmocnieniu rynku finansów w Europie, z drugiej biernie pozwala się by banki azjatyckie - które ni jak nie należą do systemu finansowego UE - wykupowały regionalne aktywa upadających amerykańskich molochów i opanowywały całe gałęzie rynku.
Mógłbym tak porównywać dłużej ale i tak już wystarczająco OT narobiłem...
Generalnie temu rynkowi nie wróżę długiej przyszłości.