Ostra walka o kontrakt na drugą linię metra
Krzysztof Śmietana
2009-03-27, ostatnia aktualizacja 2009-03-27 08:51
Zwycięzcą przetargu na drugą linię metra ratusz najprawdopodobniej ogłosi włosko-turecko-polskie konsorcjum. Chińczycy, którzy zgłosili droższą ofertę, już się szykują do protestów.
Zapowiada się ostra walka o inwestycję wartą ponad 4 mld zł. Od początku faworytem było konsorcjum firm Astaldi z Włoch, Gülermak z Turcji i Przedsiębiorstwa Budowy Dróg i Mostów z Mińska Maz. Zaproponowało najniższą cenę (4 mld 117 mln zł) za projekt i budowę centralnego odcinka drugiej linii metra od ronda Daszyńskiego na Woli do Dworca Wileńskiego.
Według nieoficjalnych informacji po zbadaniu tej oferty okazało się, że nie zawiera ona błędów. Na oficjalny komunikat komisji przetargowej trzeba będzie jednak poczekać zapewne jeszcze kilka dni.
Tymczasem ratusz gorączkowo szuka brakującej kwoty, bo najtańsza oferta w przetargu przekracza założony kosztorys o ok. 450 mln zł. Wczoraj szef miejskiego biura funduszy europejskich Michał Olszewski rozmawiał w Ministerstwie Infrastruktury o powiększeniu dotacji unijnej na środkowy odcinek metra. Dotychczas planowano, że do 2013 r. Bruksela przekaże na całą drugą linię (z Bemowa na Bródno) ok. 3,6 mld zł. W tym czasie uda się jednak wydrążyć tylko centralny odcinek, na który Warszawa miała dostać blisko 1,4 mld zł. Teraz na jego budowę mają być przesunięte pieniądze przewidziane wcześniej na odcinki peryferyjne. Ratusz chce, by Unia sfinansowała środkowy fragment przynajmniej w połowie. - Rozmowy idą w dobrym kierunku - mówi dyr. Olszewski.
Nawet jeśli konsorcjum, którego liderem są Włosi, zostanie wskazane jako zwycięzca, to do podpisania umowy będzie jeszcze daleko. Według naszych informacji Chińczycy, którzy zgłosili ofertę droższą o niecałe 400 mln zł, tak łatwo się nie poddadzą. Najprawdopodobniej będą wykazywać błędy w ofercie Włochów. Według urzędników ratusza przedstawiciele firm związanych z Chińczykami za pośrednictwem mediów już zgłaszają zastrzeżenia w sprawie oferty konkurentów. Mieli oni zapłacić wadium nie tej instytucji, co trzeba. Trafiło ono do Metra Warszawskiego, a według protestujących powinno być przekazane zamawiającemu, czyli urzędowi miasta. Pojawiły się opinie, że z tego powodu przetarg może być nawet unieważniony. - Według naszych prawników wszystko odbywa się zgodnie z procedurami. Adresatem wadium mogło być zarówno miasto, Metro Warszawskie, jak i Zarząd Transportu Miejskiego - uspokaja Marcin Ochmański z biura prasowego ratusza. Podobnie odpowiada rzecznik Metra Krzysztof Malawko. - O tym, kto może być beneficjentem wadium, dokładnie mówi jedna z odpowiedzi komisji przetargowej na pytanie oferentów - zaznacza. Jak sprawdziliśmy, wskazane są tam wszystkie trzy podmioty.
Niewykluczone jednak, że będą kolejne protesty i losy przetargu utkną w sądzie. Wtedy na ostateczne rozstrzygnięcie będziemy musimy poczekać nawet kilka miesięcy.
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,9519 ... metra.html
Chińczycy torpedują metro?
Konrad Majszyk 26-03-2009, ostatnia aktualizacja 27-03-2009 07:29
Ministerstwo Infrastruktury zgodziło się na zwiększenie dotacji dla drugiej linii metra do ponad 2 mld zł – dowiedziało się „ŻW“. Ale cała inwestycja wisi na włosku z powodu batalii na kruczki prawne uczestników przetargu. Ratuszowi grozi uwikłanie się w długotrwały proces.
Dyrektor miejskiego Biura Funduszy Europejskich Michał Olszewski wychodził wczoraj z gabinetu wiceminister infrastruktury Patrycji Wolińskiej zadowolony. Do wczoraj stolica miała zagwarantowane na budowę centralnego odcinka między rondem Daszyńskiego a Dw. Wileńskim „tylko“ 1,2 mld zł. Ratusz skutecznie lobbował jednak za metrem w ministerstwie, które jest pośrednikiem w dystrybucji miliardów z programu UE Infrastruktura i Środowisko.
– Istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że kwota dofinansowania zostanie zwiększona – mówi ostrożnie rzecznik Ministerstwa Infrastruktury Mikołaj Karpiński.
Obie strony nie chcą ujawniać szczegółów. Jak usłyszeliśmy nieoficjalnie, ratusz mógłby liczyć na dofinansowanie w wysokości minimum 65 proc. wartości inwestycji liczonej od kwoty netto, czyli sprzed opodatkowania. Gdyby kontrakt dostało więc najtańsze w przetargu włosko-tureckie konsorcjum firm Astaldi i Gulermak (3,3 mln zł netto), dofinansowanie mogłoby wynieść ponad 2,1 mld zł.
Na tym jednak koniec dobrych wiadomości. Problem w tym, że wbrew obietnicom ratusz nie potrafił określić w rozmowach z ministerstwem, kto wygrał przetarg i ile będzie kosztowała inwestycja.
Komisja przetargowa najwyżej oceniła co prawda najtańsze konsorcjum włosko-tureckie, ale wciąż wstrzymuje się z oficjalnym komunikatem. Jak podał „Puls Biznesu“, zwycięskie konsorcjum mogło nieprawidłowo wnieść wadium, czyli wymaganą gwarancję bankową. Urzędnicy pozostawili bowiem w tej sprawie dowolność, podając dwie możliwości. I dlatego Astaldi i Gulermak jako jedyny oferent wpłacił kwotę nie na konto miasta, tylko Metra Warszawskiego, czyli inwestora zastępczego. Według gazety, to może posłużyć do udowodnienia, że wadium w ogóle nie zostało wniesione.
– Oferta bez wadium nie bierze udziału w postępowaniu – mówi „ŻW“ rzeczniczka Urzędu Zamówień Publicznych Anita Wichniak-Olczak. – Wadium powinno być jednak przelane na rachunek bankowy wskazany przez zamawiającego. Na pierwszy rzut oka nie widzę tutaj więc problemu – ocenia.
– Nie mamy się czego obawiać. Według specjalistów od przetargów, procedury są całkowicie w porządku – twierdzi też wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz.
W telewizji Wojciechowicz zasugerował nawet, że za ujawnieniem informacji stoi drugi oferent w przetargu, czyli droższe konsorcjum China Overseas Engineering Group. Wiadomo jedno: nie obędzie się bez czasochłonnego procesu.
Od przetargu zależy przyszłość prezesa Metra Warszawskiego Jerzego Lejka. W 2008 roku fiaskiem zakończył się nadzorowany przez niego pierwszy przetarg na drugą linię.
http://www.zw.com.pl/artykul/2,347569_C ... etro_.html