Mój post nie dotyczył Ciebie. Po prostu uważam,że sytuacja, w której spotykam kontrolera mniej niż raz na kilkaset kursów środkiem komunikacji jest nieco ... dziwna? Czy niepoważna?fik pisze:Dokładnie tak jest. W godzinach pracy chleję browary, a wezwania do zapłaty generuję z książki telefonicznej.
Bilety, kontrole, taryfa
Moderator: JacekM
Kolego Elijah ,życie mnie nauczylo jednego: Przypadki nie istnieją.elijah pisze:Kolego Rhemek, ani dziwna, ani niepoważna, dana sytuacja jest po prostu przypadkiem.
Dla mnie jest to oznaka jednego: ZTM zatrudnia zdecydowanie za mało kontrolerów, a ci, którzy są skupiaja sie na odcinkach centralnych, gdzie nie trzeba czekać.
- fik
- Naczelne Chamidło
- Posty: 27697
- Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
- Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser
Jeżeli uważasz, że prawdopodobieństwo bycia skontrolowanym jest takie same, jak prawdopodobieństwo wyrzucenia reszki, to wyrazy współczucia. Zacznijmy od tego, że to pierwsze ciężko w ogóle uznać za próbę Bernoulliego (acz można oszacować uśrednione prawdopodobieństwo i tak to liczyć).
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!
Ty chyba nie masz poczucia humoru... (sorki za off-topic).fik pisze:Jeżeli uważasz, że prawdopodobieństwo bycia skontrolowanym jest takie same, jak prawdopodobieństwo wyrzucenia reszki, to wyrazy współczucia. Zacznijmy od tego, że to pierwsze ciężko w ogóle uznać za próbę Bernoulliego (acz można oszacować uśrednione prawdopodobieństwo i tak to liczyć).
W czasach, kiedy popularne było karanie za niewłaściwy podpis WKM kontrolerów (choć nie mieli jeszcze mundurów) było widać. Stałe ekipy na peronach metra od świtu do północy itp. Już nie pamiętam, kiedy miałem sprawdzaną kartę. Ja też odnoszę wrażenie, że przed wakacjami widziałem dużo kontrolerów a teraz sporadycznie.
Czyli mam rację. Po prostu nie ma kontrolerów na mieście.elijah pisze:Bo faktycznie kontrolerów zrobiło się mniej od momentu kiedy karanie za niepodpisaną wkm zostało zawieszone. Powód prosty - mniej pisania to mniej pieniędzy, a w papę można dostać i tak. Chyba nie oczekujecie, że człowiek będzie pracował efektywniej za mniej?
Nie masz racji. Na mieście pracuje przynajmniej 80 zawodowców, ale w różnych godzinach. Do tego zostało trochę z pekabe, kilkunastu "na doskok" oraz kilku, którzy wciąż jeszcze kanarowanie traktują jako zawód (i robią po dobrych kilka-kilkanaście godzin dziennie, traktując to jako źródło utrzymania, zazwyczaj wyniki mają wysokie). Jakaś tam grupa PKB zawsze pozostawać będzie, natomiast dyrekcja nie jest tej formie pracy przychylna (za duża rotacja, błędy, awantury - nie ma się co dziwić, ci ludzie przychodzą z ulicy i różni się trafiają)rhemek pisze:Czyli mam rację. Po prostu nie ma kontrolerów na mieście.
Myślę, że gdyby nabór był dalej organizowany bardzo chętnie przychodziłyby dalej tłumy. Z tego co wiem nikomu od tak sobie nie podziękowano - albo sami się wykruszyli, albo nie byli w stanie wyrobić limitów... albo znieść presji pracy + ewentualnie pogodzić innej roboty. I ja osobiście uważam, że faktycznie perspektywa umundurowania jest tu kluczowa.Aha, czyli jak był okres żniw to chętni walili drzwiami i oknami, tak, że części podziękowano (tak twierdziło ZTM). A kiedy już się tak nie da, to tłumy przyjętych powiedziało pa, pa "kanarowaniu w mundurku".
Dobrze rozumiem?
Szczere to? Pomyślcie logicznie: czy umundurowane radiowozy robią w brygadach pościgowych z rejestratorami? Nie, bo to nieefektywne. Coś w ten deseń działa przy tej robocie.
--
Oko za oko, kwit za dowód.
Oko za oko, kwit za dowód.