Glonojad pisze:No właśnie nie jestem pewien, czy systemu sterowania też nie wypadałoby pod metrowski przerobić, by osiągnąć następstwa < 3 minut.
Jeśli dodamy dwie stacje pośrednie, to zakładając pociąg na każdym przystanku, da się osiągnąć częstotliwość około 2 minut. Przy sterowaniu kolejowym, kwestia końcówek...

Glonojad pisze:W wiedzy teoretycznej na ten temat w sumie też mam pewne braki, ale mimo to możemy sobie podyskutować.
Nie jestem teoretykiem, więc może nawiążę do praktyk: w Niemczech autobusowa komunikacja dalekobieżna praktycznie nie istnieje. Niedobitki zajeżdżają pod dworce główne, o ile są miedzymiastowe. Regionalne i loklne krańcują na węzłach zbiorczych (nie dotyczy KKZ - tu bezwzględnie podjeżdżają pod Hbf). W Danii jest podobnie, choć więcej autobusów krańcuje pod dworcami.

Jak to przenieść na warunki warszawskie? Ja bym to widział tak: cztery dworce autobusowe (odpowiednio przy dworcach kolejowych: Wschodnim, Zachodnim, Gdańskim oraz przy

Wilanowska). Przy czym autobusy pośpieszne krańcują tylko na dwóch dworcach: Zachodnim i Wschodnim. Autobusy międzynarodowe natomiast w 100% umieściłbym na dworcu Zachodnim. Busy kanalizujemy w zależności od kierunku na którymś z tych czterech (oczywiście mowa o busach z odległości ok. 70 kilometrów, a nie lokalnych z Tarczyna na przykład).
Co osiągamy w ten sposób? Nie mamy autobusów międzymiastowych w Ścisłym Centrum, natomiast dworce są umieszczone dosyć symetrycznie na krańcach średnicy oraz śródmiejskiego odcinka metra/linii tramwajowej.
Glonojad pisze:Jest pewna zasada, którą stoi trochę w sprzeczności z Twoim argumentem - pierwszeństwo powinni mieć dojeżdżający codziennie. Z zasad planowania wynika (model grawitacyjny), że więcej dojeżdżających codziennie do pracy będzie jednak z Piaseczna, niż z Krakowa. Jeśli zatem mamy wybrać, kogo zatrzymać bliżej rogatek, to wydaje się, że jednak tych dojeżdżających mniej regularnie.
Ale też Piaseczno to aglomeracja, a więc model przesiadkowy, bo samochód i tak przegrywa z komunikacją publiczną.
Natomiast dojeżdżający z Krakowa czy Gdyni (samolubnie, a co) jak będzie miał do wyboru autobus dowożący do rogatek i własny samochód, to wybierze samochód, który jest niezależny od rozkładu, a wraz z odległością, rośnie atrakcyjność jego użycia. Tak, wiem, są jeszcze pociągi. Ale jak mam płacić 110 złotych za EIC, to wolę wydać tyle samo na ON i być niezależny
