Władze Warszawy - wybory, kandydaci itp.

Moderatorzy: Poc Vocem, Dantte

Awatar użytkownika
MeWa
Cukiereczek
Posty: 24727
Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy

Post autor: MeWa » 07 paź 2010, 23:27

BJ pisze:óż, nie od dziś wiadomo, że tramwaj na Tarchomin wzbudza dużo większy entuzjazm u urzędników niż u samych mieszkańców uszczęśliwianych niejako "na siłę".
masz jakieś badania na udowodnienie tej tezy?
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"

[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]

BJ
(BJ.2052)
Posty: 6067
Rejestracja: 26 maja 2008, 13:55
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: BJ » 07 paź 2010, 23:30

Oczywiście, w wolnym czasie latam z ankietami po Tarchominie.

Wystarczy mi rozeznanie wśród znanych mi osób, które mieszkają na Tarchominie. A to czy ktoś w to wierzy czy nie to już nie mój problem.

Dobranoc, bo za 4h pobudka.

PS. Nie chodzi mi o atakowanie kogokolwiek ani o to, czy JKM bym poparł w wyborach, bo bym tego nie zrobił ;)

TLG
Posty: 5890
Rejestracja: 15 gru 2005, 19:20

Post autor: TLG » 08 paź 2010, 8:22

Korwin-Mikke pisze:Nie znam większego miasta amerykańskiego, gdzie byłyby tramwaje, to jest zabytek
To pan Janusz coś słabo się zna na temacie tramwajów w Stanach, bo tam jest tego całkiem sporo z Waszyngtonem włącznie (żeby było śmieszniej to czeskie Inekony) :D
15/12/2005-12/7/2019

Awatar użytkownika
Glonojad
Dark Lord of The Plonk
Posty: 26874
Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki

Post autor: Glonojad » 08 paź 2010, 10:14

fik pisze:A najlepiej potrzeby i zdanie mieszkańców Tarchomina widać z Pyr.
Podobnie jak potrzeby Warszawy najlepiej widać z Józefowa.

Właśnie masz wzorcowy przykład kandydata i jego elektoratu.
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.

geograf_OSU
Posty: 644
Rejestracja: 28 lut 2007, 15:12

Post autor: geograf_OSU » 08 paź 2010, 16:57

TLG pisze:bo tam jest tego całkiem sporo z Waszyngtonem włącznie (żeby było śmieszniej to czeskie Inekony)
nie zebym popieral JKM, jednak przyklad z DC jest chybiony. Troche wolno im idzie uruchomienie, a nawet jak bedzie jezdzic to poza centrum i jako dowozowka w murzynskiej dzielnicy do zielonej linii. Juz lepszy przyklad to np. Los Angeles, Boston, Minneapolis, Denver, Salt Lake City. Trzy ostatnie szczegolnie to nowe ciagle rozwijajace sie sieci.

radeom
Posty: 2469
Rejestracja: 22 lis 2007, 17:29

Post autor: radeom » 11 paź 2010, 16:34


Awatar użytkownika
Szeregowy_Równoległy
Szeregowe Chamidło
Posty: 11868
Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37

Post autor: Szeregowy_Równoległy » 11 paź 2010, 16:44

Ooo, ambitnie. Wpuszczenie rowerzystów, motocyklistów i samochodów osobowych pod pewnymi warunkami na pas ruchu przeznaczony dla autobusów wiąże się z koniecznością zmian w kodeksie drogowym. Swoją drogą czemu nikt nie powie: zmobilizuję odpowiednie służby do pilnowania buspasów, co by tałatajstwo w puszkach i na rowerach nimi nie jeździło? Na początek na przykład ścisnę Straż Miejską za jaja, co by ruszyli tyłki i zamiast ganiać sprzedawców kwiatów i pietruszki zrobili coś pożytecznego.
129, 177, 178, 187, 194, 197, 207, 716, 401, 517, N35, N85, R1, R3, S1.

Nazywam się Major Bień

Awatar użytkownika
MisiekK
Posty: 7879
Rejestracja: 15 gru 2005, 18:17
Lokalizacja: Nowe Dwory Tarchomińskie

Post autor: MisiekK » 11 paź 2010, 17:20

Szeregowy_Równoległy pisze:Ooo, ambitnie.
Raczej to typowa wyborcza kiełbaska.
Szeregowy_Równoległy pisze:Wpuszczenie rowerzystów, motocyklistów i samochodów osobowych pod pewnymi warunkami na pas ruchu przeznaczony dla autobusów wiąże się z koniecznością zmian w kodeksie drogowym.
I zatrudnienie kilkuset policmajstrów do pilnowania i liczenia ileż to osób jedzie w samochodzie i czy nie są to dmuchane lale z sex-shopu.
Jožin z bažin kouše, saje, rdousí.... -
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
Powyższy post jest tylko i wyłącznie moim prywatnym zdaniem z którym inni dyskutanci nie muszą się zgadzać.

bartoni722
Posty: 6239
Rejestracja: 20 mar 2009, 19:40
Lokalizacja: Z najlepszej dzielnicy Warszawy-czyli Uuk

Post autor: bartoni722 » 11 paź 2010, 17:38

A ja widzę w godz. szczytu nawet 61 kursów/h. (po 16) Więc te raz na kilka minut, to chyba po 4 i 21.
I już nie stały pasażer świetnej linii 527. :(

Awatar użytkownika
Glonojad
Dark Lord of The Plonk
Posty: 26874
Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki

Post autor: Glonojad » 11 paź 2010, 18:53

Szeregowy_Równoległy pisze:Ooo, ambitnie. Wpuszczenie rowerzystów, motocyklistów i samochodów osobowych pod pewnymi warunkami na pas ruchu przeznaczony dla autobusów wiąże się z koniecznością zmian w kodeksie drogowym. Swoją drogą czemu nikt nie powie: zmobilizuję odpowiednie służby do pilnowania buspasów, co by tałatajstwo w puszkach i na rowerach nimi nie jeździło? Na początek na przykład ścisnę Straż Miejską za jaja, co by ruszyli tyłki i zamiast ganiać sprzedawców kwiatów i pietruszki zrobili coś pożytecznego.
Powinny po prostu, oprócz buspasów, powstać pasy dla pojazdów "lepszych" - czyli np. jednośladów (spełniających jakieś normy emisji, zwłaszcza emisji dB), HOVów, mikrobusów.
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.

Adam G.
Posty: 4878
Rejestracja: 15 gru 2005, 19:56
Lokalizacja: Żoliborz

Post autor: Adam G. » 11 paź 2010, 20:13

Glonojad pisze:Powinny po prostu, oprócz buspasów, powstać pasy dla pojazdów "lepszych" - czyli np. jednośladów (spełniających jakieś normy emisji, zwłaszcza emisji dB), HOVów, mikrobusów.
Tylko zaraz pasów nam nie starczy ;]
noidea

Awatar użytkownika
Glonojad
Dark Lord of The Plonk
Posty: 26874
Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki

Post autor: Glonojad » 11 paź 2010, 20:35

Szamot pisze:. Prawda jest taka, że Warszawa jako trampolina do politycznej kariery była w tak ogromnym kryzysie i zaniedbaniu, że byliśmy o krok od katastrofy. Infrastrukturalnej na pewno, boję się pomysleć jakich jeszcze.
http://www.rynek-kolejowy.pl/18939/Lini ... igowej.htm

Ja naprawdę nie jestem przekonany, po której stronie od katastrofy jesteśmy ten krok.
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.

Awatar użytkownika
Bernard
(MANiak3333)
Posty: 5091
Rejestracja: 09 sie 2006, 21:15
Lokalizacja: Legionowo/Rembertów

Post autor: Bernard » 17 paź 2010, 23:51

Obrazek

Prezydent wystartowała

Hanna Gronkiewicz-Waltz i Czesław Bielecki jako ostatni z kandydatów na prezydenta stolicy rozpoczęli kampanię wyborczą. Oboje uważnie śledzą wypowiedzi przeciwnika i już je krytykują.


Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiedziała, że będzie prowadzić kampanię tylko w weekendy i po godzinach urzędowania w ratuszu. Na stacji metra Młociny przedstawiła hasło: „Zmiany na lepsze. CDN...”. – Czyli: ciąg dalszy nastąpi – wyjaśniała.

Ale rywale natychmiast podchwycili: – Zakładałem CDN w latach 80., więc dziękuję za poparcie. Ale proponuję prościej: „Czesław Bielecki, zmiany na lepsze”. I służę pomocą przy kolejnych hasłach – skomentował kandydat PiS Czesław Bielecki, nawiązując do nazwy oficyny CDN z czasów „solidarnościowego” podziemia.

– A kto coś takiego pamięta? Chyba tylko panu Bieleckiemu skrót CDN kojarzy się inaczej niż po prostu z „ciągiem dalszym”. Warszawiacy odczytają hasło właściwie – ripostują sztabowcy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Żłobki, rowery, autobusy

Prezydent zaprezentowała też swój program. – Będziemy kontynuować rozpoczęte duże inwestycje: drugą linię metra, most Północny, budowę wielkich węzłów Marsa i Łopuszańska, SKM na Okęcie; zbudujemy Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Ale chcemy też w ciągu kolejnych czterech lat zwrócić uwagę na mniejsze projekty, by warszawiakom żyło się wygodniej. Nasz program do 2014 r. to Warszawa dostępna, przyjazna, estetyczna i innowacyjna – wyliczała. – Będziemy budować żłobki, przedszkola, ścieżki rowerowe, remontować szpitale, rewitalizować place Szembeka czy Trzech Krzyży. Chcę, by kolejne dzielnice inwestowały w bezpłatny Internet. A wszystkie autobusy będą niskopodłogowe – zapowiada.

Pytana o porażki przyznała, że nie jest zadowolona z tempa porządkowania spraw własności nieruchomości w mieście. – Ale niech moi rywale wyszukują minusy – zasugerowała.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Kandydatka Wspólnoty Samorządowej Katarzyna Munio oceniła, że z 11 punktów programu z 2006 r. prezydent nie zrealizowała w pełni ani jednego.

– Warszawa, która dzięki milionom euro z UE miała stać się „Metropolią – Ogrodem”, nadal jest miastem zakorkowanym, nieprzyjaznym, bez śmiałej wizji przyszłości – uważa Munio. I przypomina, że prezydent obiecała m.in. nowoczesne centra koncertowe, usunięcie kostki Bauma, przejazd z lotniska do centrum w 20 minut, monitoring w każdym autobusie i tramwaju. Mieszkańcy mieli zyskać nowe tereny rekreacyjne w Porcie Praskim i nad Kanałem Żerańskim. – I gdzie to wszystko? – pyta Munio. Dla niej CDN zawarte w haśle to: Czas Deklaracji Niespełnionych.

Kontrakt z warszawiakami

W sobotę kampanię samorządową rozpoczęło PiS. Prezes Jarosław Kaczyński mówił na niej m.in. o konieczności wydzielenia Warszawy z Mazowsza, by biedniejsze gminy dookoła stolicy mogły mieć większe szanse na fundusze unijne. – Teraz bogata Warszawa zawyża statystyki – zauważał.

– To bzdura – skomentowała Hanna Gronkiewicz-Waltz. – Na wydzieleniu Warszawy nikt nie zyska, a wszyscy stracą. Fundusze unijne dzielone są w zależności od liczby mieszkańców. Dziś pule są większe, bo w Warszawie mieszka ponad 1,5 mln osób, a same gminy Mazowsza nie będą miały szans na tak wysokie fundusze. Ktoś zatem pana prezesa PiS wpuścił w maliny.

Z kolei Czesław Bielecki podziękował działaczom PiS za poparcie jego bezpartyjnej kandydatury. I proponował „kontrakt z warszawiakami”. – Chcę pokazać, że można rządzić lepiej, skuteczniej, bezpartyjnie, wykorzystując umiejętności młodego pokolenia. Nie chcę tylko księgować długu publicznego, jak robi to moja konkurentka. Proponuję nową jakość zarządzania. Szybsze tempo inwestycji i sprawniejszą administrację. Niech wygra Warszawa! – kończył hasłem.

– Można mówić, że coś się zrobi szybciej, a potem okazuje się, że są procedury i z trzech minut robią się trzy lata – podsumowuje rywala prezydent Warszawy.

A radni prawie ci sami

Platforma przedstawiła też w niedzielę liderów list do Rady Warszawy. Wystartują m.in. ze Śródmieścia i Ochoty przewodnicząca Rady Warszawy Ewa Malinowska-Grupińska, z Mokotowa – szef klubu PO Jarosław Szostakowski, z Woli – Marcin Hoffman, z Białołęki szef Młodych Demokratów, dziś radny dzielnicy Dariusz Dolczewski.

Na skład list PiS trzeba poczekać do wtorku. Nieoficjalnie wiemy, że wśród „jedynek” do rady miasta jest większość obecnych radnych. M.in. szef klubu PiS Marek Makuch na Woli, Maciej Maciejowski na Białołęce, Adam Kwiatkowski na Pradze-Południe czy Tomasz Zdzikot w Wawrze. Tylko ze Śródmieścia i z Ochoty wystartuje zaproszony ktoś spoza partii – szef mazowieckiej „Solidarności” Andrzej Kropiwnicki.

Oni też kandydują

Danuta Bodzek (PSL)


O jej planach dla Warszawy wiadomo na razie niewiele. Znane jest hasło kampanii: „Człowiek jest najważniejszy”. Konkrety dla Warszawy – czyli „program dla ludzi” – kandydatka ma przedstawić wkrótce.

Janusz Korwin-Mikke (Wolność i Praworządność)

Jest chyba najaktywniejszym internautą i blogerem wśród kandydatów. Zapowiada m.in. obniżenie miejskich podatków (od nieruchomości i środków transportu)

o połowę. – Turystów mam w nosie – mówi kandydat WiP. – Dbam o warszawiaków. Tramwaje nazywa przeżytkiem. A o miejskich urzędnikach mówi: – Już pierwszego dnia wszyscy dostaną wypowiedzenia.

Katarzyna Munio

(Wspólnota Samorządowa). Na razie największa happenerka wśród kandydatów. Prowadzi kampanię, krytykując Hannę Gronkiewicz-Waltz i wytykając miejskie absurdy, np. brak zabezpieczeń w metrze dla niewidomych. Chce wpuścić jednoślady na buspasy.

Wojciech Olejniczak (SLD)

Startuje z hasłem: „Miasto przyszłości – bądźmy dumni z Warszawy”. Jego priorytety to poprawa komunikacji, inwestowanie w edukację i zadbanie o miejsca rekreacji dla mieszkańców stolicy.

Piotr Strzembosz (Prawica Rzeczypospolitej i UPR)

Zapowiada m.in. budowę III linii metra od Dworca Wschodniego do Zachodniego, budowę lokalnego mostu z Żoliborza na Pragę, likwidację urzędu miejskiego konserwatora zabytków, szybką sprzedaż udziałów miasta w spółkach i ożywienie bulwarów na lewym brzegu Wisły.

Romuald Szeremietiew (kandydat niezależny)

Jak twierdzi – nie zamierza uczestniczyć w festiwalu obietnic. Bo o realnych działaniach dla miasta da się powiedzieć dopiero, gdy obejmie się urząd i zbada możliwości. Chce jednak realizować wizję Stefana Starzyńskiego dotyczącą rozwoju stolicy. Podkreśla, że dzięki temu, iż nie jest związany z żadną partią, może głośno mówić to, co myśli. Bez politycznych ograniczeń.
http://www.zw.com.pl/artykul/524953_Pre ... owala.html
102,105,109,115,157,183,500,514,N21,N24,N63,N71,723,731,736,L-9,L10,L11,S2,S3,S9,RL,R2,R9

kajo
Posty: 2868
Rejestracja: 03 lut 2007, 16:17
Lokalizacja: Warszawa-Rakowiec

Post autor: kajo » 08 lis 2010, 21:14

Chciałbym przedstawić ten artykuł.
[img]http://http://www.krytykapolityczna.pl/templates/trzy_kolumny/images/logokp_poziom.png[/img] pisze:Legierski: Warszawą rządzą kibice i developerzy
Z Krystianem Legierskim* rozmawia Michał Sutowski
08.11.2010
Michał Sutowski, Krytyka Polityczna: Zbliżają się wybory samorządowe. Dlaczego właściwie nie miałaby ich wygrać Platforma? Po co zmieniać to, co jest? Metro się buduje, most Północny też, stadiony będą nawet dwa… Czegóż więcej sobie życzyć?

Krystian Legierski*: Ja nawet jestem skłonny przyznać Platformie pewną sprawność w zarządzaniu. Pani Prezydent Gronkiewicz-Waltz jest taką sumienną gaździną – jak się dziura pojawi, to ją załata, coś się przewróci, to postawi to z powrotem. Ale nie widzi, albo nie chce widzieć, szerokiego kontekstu, w jakim to miasto funkcjonuje. Tego wszystkiego, co decyduje o nowoczesności zachodnich metropolii.

Nowoczesności? Przecież to PO jest nowoczesna… Może pomoże wybudować np. kolejne Złote Tarasy? Kolejne wieżowce?

No właśnie. Galerie handlowe pozbawiły życia warszawskie ulice, m.in. wchłaniając ruch knajpiany. Jeśli pominąć Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat i kilka głównych arterii, wieczorem można odnieść wrażenie, że to miasto wymarło. A biurowce? Stawia się je w dowolnym miejscu – w zależności od arbitralnej decyzji urzędniczej. Czasem Rada Miasta uchwala ad hoc plan zagospodarowania miejsca budowy, zgodnie z życzeniem developera – zaburzając całą sieć komunikacyjną, nie uwzględniając kontekstu otoczenia. Galerie i biurowce to jednak tylko część problemu – w Warszawie całe osiedla buduje się bez planu zagospodarowania przestrzennego! Niedawno wydano zgodę na budowę osiedla Wilno na Elsnerowie, zaskakując tym samą… dzielnicę. Developer może zbudować całe osiedle, do którego np. nie będzie połączenia autobusowego czy tramwaju.

Dlaczego tak się dzieje?

Logika Rady Miejskiej pod przewodnictwem PO jest prosta. Nie uchwalą planu zagospodarowania przestrzennego dla całych kwartałów po to, żeby móc decydować w przypadku każdej inwestycji z osobna. Gdyby taki plan powstał, byłoby z góry wiadomo, co w danym punkcie miasta można postawić: budownictwo wysokie czy niskie, domy jednorodzinne czy tereny rekreacyjne. Pozwoliłoby to nie tylko skoordynować różne inwestycje – mieszkaniowe, przemysłowe, komunikacyjne, ale też ochroniłoby takie miejsca, jak Pole Mokotowskie czy jeziorko czerniakowskie.

Ochroniło przed czym?

Na części Pól Mokotowskich – największego parku w pobliżu centrum miasta – próbowano wybudować apartamentowce. Developera wspierały władze miejskie, ale na szczęście udało się tę inwestycję powstrzymać. Pod wpływem akcji części dziennikarzy, ale przede wszystkim mieszkańców tej okolicy, licznych grup nieformalnych. Przekonano w końcu radnych, do uchwalenia planu zagospodarowania tego rejonu tak, żeby pozostał on parkiem dostępnym dla wszystkich mieszkańców – zwłaszcza ludzi starszych, których najczęściej nie stać na weekendowy wyjazd na Mazury.

Dlatego wy, Zieloni 2004, domagacie się planu zagospodarowania dla całego miasta?

Tak – uchwalonego po szerokich konsultacjach społecznych, których efektem byłby jakiś kompromis pomiędzy ogólną wizją miasta a wolą mieszkańców danej dzielnicy czy kwartału. To jedyna szansa, by o kształcie przestrzeni miejskiej nie decydowano z któregoś piętra Pałacu Kultury. Pomijam już kwestie elementarnej koordynacji – jeśli gdzieś powstaje osiedle, to np. ZTM będzie wiedział odpowiednio wcześnie, że dany obszar trzeba skomunikować z resztą miasta. Na Bielanach kilka lat temu miała miejsce sytuacja, w której powstało wprawdzie gigantyczne osiedle, ale najbliższy przystanek był od niego oddalony o… kilometr.

Ten patologiczny stan przetrwał kolejne ekipy rządzące, gdyż brak planu bardzo wzmacnia pozycję władz miejskich w stosunkach z developerami. Wszystko zależy od ich wspólnego widzimisię.

Plan zagospodarowania przestrzennego nie rozwiąże wszystkiego – ktoś kiedyś ładnie powiedział, że herbata nie robi się słodsza od samego mieszania. W jaki sposób chcecie rozwiązać problemy komunikacyjne w stolicy? Jakie inwestycje uważacie za konieczne?

Z tym mieszaniem sprawa nie jest taka prosta. Bo właściwe planowanie przestrzeni znosi np. problem zbędnego ruchu w mieście. Część przejazdów wymusza niewłaściwe rozmieszczenie różnych obiektów – jeśli na danym osiedlu jest wystarczająca ilość miejsc w przedszkolach, rodzice nie są zmuszeni wozić dzieci samochodem na drugi koniec miasta. Z kolei jeśli chodzi o infrastrukturę, to warto przypomnieć doświadczenia amerykańskie – pod Atlantą mamy ośmiopasmowe autostrady, które są permanentnie zakorkowane. Rozbudowa wielkich dróg sama w sobie generuje wielki ruch, a nie go racjonalizuje. Nietrudno w ten sposób popaść w błędnej koło.

Ale teraz mamy mało dróg, a ruch i tak wzrasta. Wszyscy jeżdżą samochodami.

I dlatego musimy przenieść większość ruchu do transportu publicznego. I nie myślę o prostych zakazach wjazdu samochodów osobowych ani nawet o konieczności wymiany taboru. Notabene, akurat pod tym względem dzieje się sporo i wagony tramwajowe czy autobusy są sukcesywnie wymieniane na nowsze, estetyczniejsze i wygodniejsze. Ale wciąż nikt nie myśli o tak elementarnych sprawach jak np. rozmieszczenie przystanków tramwajowych i autobusowych wobec siebie albo jakość przejścia od metra do Dworca Centralnego. Duże odległości i niewygodne przesiadki powodują, że ludzie nie chcą korzystać z transportu miejskiego – jeżdżą własnymi autami lub taksówkami.

A zatem metro czy tramwaje?

W pierwszej kolejności tramwaje – oszczędność kosztów jest w tym wypadku oczywista. Szczególnie brakuje połączeń z bardziej odległymi osiedlami i całymi dzielnicami peryferyjnymi – takiej roli nie gra WKD i nowe linie tramwajowe powinny uzupełnić tę lukę, np. tworząc odnogi od stacji kolejowych. Łatwo je wybudować wszędzie tam, gdzie nie ma gęstej zabudowy – metro, głównie z racji wysokich kosztów i uciążliwej dla miasta budowy, powinno przebiegać tam, gdzie inne środki transportu nie wjadą. Myślę o dzielnicach z gęstą zabudową.

Koordynacja sieci miejskiej z koleją?

Oczywiście! Warszawska sieć kolejowa jest całkiem dobrze rozbudowana, ale znów – brakuje koordynacji. Korzystają z niej głównie pasażerowie stale dojeżdżający do pracy, ale rzadko traktujemy ją jako przygodny środek komunikacji, żeby np. przejechać na drugi koniec miasta. Wielu warszawiaków w ogóle nie jest świadomych, że mogliby z niej na co dzień korzystać.

To zadam drażliwe pytanie – a jesteście za zakazem ruchu samochodów w centrum?

Ja osobiście jestem zwolennikiem ograniczania ruchu samochodowego, ale nie poprzez ogólny zakaz, ale raczej poprzez różne bodźce, utrudniające np. zatrzymywanie się na dłużej. Myślę o ograniczeniu miejsc parkingowych i ustaleniu cen rosnących – pierwsza godzina tanio, następne dużo drożej. Tak, aby wjeżdżano w razie konieczności, w celu załatwienia konkretnej sprawy – ale nie pozostawiano samochodu na cały dzień, np. do pracy. Przydaje się również ograniczenie dozwolonej prędkości jazdy. Chodzi o skłanianie ludzi różnymi metodami do akceptacji transportu publicznego – pod warunkiem oczywiście, że on będzie sprawny i przyjazny użytkownikowi. Żeby ludzie nie mieli poczucia degradacji, przesiadając się do tramwaju.

U nas samochód to wciąż symbol statusu społecznego.

I dlatego nie jestem zwolennikiem prostego zakazu jeżdżenia samochodem w mieście. Nad pewnymi potrzebami i przyzwyczajeniami musimy pracować z ludźmi wspólnie – a nie po prostu nakazywać im, że odtąd mają prowadzić zupełnie inny tryb życia.

A co z resztą środków transportu? Ścieżki rowerowe wciąż traktuje się u nas jako infrastrukturę do rekreacji, a nie komunikacji.

Właściwie od tego należałoby zacząć. W niektórych miastach zachodnich, jak choćby Kopenhaga czy Amsterdam, widać już odwrócenie dawnych priorytetów. W centrach miast i dzielnic, ale także na większych ciągach komunikacyjnych między nimi, rowerzyści, piesi czy ludzie na wrotkach i hulajnogach zaczynają dominować. Chodzi o stworzenie poczucia, że to oni mają pierwszeństwo – a samochód jest pewnym ciałem obcym, inwazyjnym. Tymczasem w Warszawie utrudnia się tym ludziom życie na każdym kroku. Przy wielu skwerach czy placach wiszą absurdalne tabliczki obwieszczające zakaz poruszania się na rowerze czy rolkach. I między innymi dlatego wiele osób z nich rezygnuje – o nie ma ochoty na użeranie się ze strażą miejską z powodu wjazdu nie tam, gdzie trzeba.

Mówiliśmy o infrastrukturze i komunikacji, a co począć z kwestią zasadniczego podziału na prawy i lewy brzeg Wisły? To rozgraniczenie bardzo mocno tkwi w głowach Warszawiaków, ale ma oczywiście nie tylko wymiar symboliczny. Praga w wielu aspektach jest obszarem poszkodowanym.

Nasz pomysł na rewitalizację prawego brzegu również wiąże się z planami zagospodarowania przestrzennego. Należy w niektórych rejonach zezwolić tylko na specyficzne typy działalności: drobne rzemiosło, zakłady szewskie czy krawieckie, niewielkie sklepiki czy warzywniaki z jednej strony, a z drugiej – działalność artystyczną: kluby, galerie, świetlice kulturalne itp. Zabraniamy ekspansji banków, dużych korporacji… Takie posunięcie wyzwala niesłychaną ilość energii mieszkańców, pozwala nieraz na nowo zorganizować lokalną społeczność.

Tak, ale wiążą się z tym pewne zagrożenia. Rewitalizacja w wielu przypadkach oznacza gentryfikację – jeśli załatamy dziury w drodze, odnowimy fasady i do tego jeszcze otworzymy w tym miejscu galerię, to wzrosną ceny wynajmu powierzchni. I zamiast zintegrować podupadłą dzielnicę z resztą miasta, wykroimy jej kawałek i przenosimy do „lepszego świata”. A starzy mieszkańcy będą się musieli po prostu wyprowadzić.

Zgoda – i dlatego konieczne jest wprowadzenie mechanizmów ograniczających np. wysokość czynszów. Nie chcemy w tym miejscu wielkich sklepów i drogich apartamentów, raczej drobną działalność przeciętnego Kowalskiego – oraz mieszkania na jego kieszeń.

Brak takich zabezpieczeń w Berlinie doprowadził do tego, że zmieniono strukturę klasową całych dzielnic. Na miejsce bohemy, imigrantów czy rozmaitych freaków wprowadziła się wyższa klasa średnia z aspiracjami kulturalnymi. A wszyscy niedopasowani, odmieńcy i wykluczeni ekonomicznie się wynieśli.

Odmieńcy nie mają w Warszawie łatwego życia. Dlatego też jestem przeciwny traktowaniu miasta jako wielkiej korporacji nastawionej na zysk. Przynajmniej pewne jego obszary muszą być wyłączone z tej logiki i służyć powinny wsparciu ludzkiej aktywności. Myślę przede wszystkim o artystach, którzy zazwyczaj są mało przedsiębiorczy – większość z nich nie ma szans przetrwać na „normalnych” zasadach rynkowych. To samo zresztą dotyczy wielu lokali kulturalnych – rynkowy czynsz to dla nich zabójstwo, zmusza do przestawienia na działalność komercyjną albo nadmiernej eksploatacji pracowników.

Wspomniałeś o odmieńcach – że nie jest im tu lekko. Masz na myśli wykluczenie ekonomiczne?

Nie tylko, choć ono bywa decydujące. Ale myślę również o kwestiach kulturowo-obyczajowych. Znam problem z autopsji jako były właściciel lokalu Le Madame – i pamiętam spory z sąsiadami, którym nieraz nie podobało się to, co zobaczyli w środku. A widzieli młodych, ciekawych ludzi, którzy wyglądali inaczej, niż się powszechnie przyjmuje za normę, stosowali inne środki ekspresji…

To było kilka lat temu – coś się w Warszawie zmieniło?

Tak, sądzę, że postęp jest duży. W roku 2005 prezydent miasta zakazał Parady Równości. Pięć lat później pani prezydent już „tylko” nie chciała w niej sama uczestniczyć. Choć mam do nich pretensje – o to, że prywatnie często nie mają nic przeciwko ruchom LGBT, ale nie popierają ich z obawy przed reakcją części wyborców. Uważam, że władza jest od tego, żeby podziały w społeczeństwie zasypywać, choćby poprzez kampanie medialne, a nie koniunkturalnie się wpisywać w ich ramy.

A czy ruchom LGBT w Warszawie nie grozi wizerunek „zdemoralizowanej elity”? Dobrze ubranych dzieci z drogich klubów, które w dupie mają fakt, że gdzieś obok ma miejsce eksmisja lokatorów?

Oczywiście – i dlatego musimy zajmować się równolegle kwestiami ekonomicznymi i kulturowymi. Dlatego przekładamy problemy bardziej abstrakcyjne na język konkretu dotyczącego zwykłego mieszkańca, zwłaszcza tego słabszego: dzieci, osób starszych, wykluczonych.

Jestem wielkim zwolennikiem organizowania centrów dla seniorów, w których mogą się integrować, spotkać, pograć w brydża czy w szachy, ale też np. nauczyć obsługi internetu. W wielu dzielnicach są bardzo aktywni – świetnie działa np. system tańszych biletów do teatru dla seniorów. Poza tym centra osiedlowe stanowią swego rodzaju banki czasu pracy, w których starsi ludzie mogą się wymienić różnymi usługami – nauką, opieką nad dziećmi czy innymi osobami starszymi.

To są inicjatywy miejskie?

Nie, oddolne. Ale jestem za tym, żeby miasto je wspomogło – co nie znaczy „przejęło”. Ale może je wesprzeć np. poprzez akcje informacyjne.

A to dobrze, że budujemy stadiony?

Fantastycznie. Szkoda, że za pieniądze miasta – kilkaset milionów. W Portugalii część z tych niedawno wybudowanych stadionów zaczęto rozbierać – okazały się przydatne na jedną imprezę. A mówiąc poważnie – Muzeum Sztuki Nowoczesnej ma roczny budżet rzędu 2 milionów – gdyby wynosił 10 milionów starczyłoby nie tylko na pensje i administrację, ale też np. na zakup współczesnych dzieł sztuki takich artystów jak Sasnal czy Uklański. To polscy artyści, których dzieła możesz zobaczyć w Londynie czy Berlinie – ale nie w Polsce, bo nie mamy na nie wystarczających środków. Warszawa nie ma tak dobrej marki turystycznej jak Kraków – jedna albo kilka dobrych galerii tematycznych, np. z polską sztuką współczesną, mogłoby tę sytuację znacznie poprawić. Muzeum Salvadora Dalego pod Barceloną przyciąga co dzień wiele tysięcy turystów. Dlaczego nie popracować nad tym, żebyśmy stali się tego rodzaju centrum dla Europy Środkowej i Wschodniej?

Galeria zamiast stadionu?

Fakt, setki milionów już wydano na co innego. W ogóle nie myślimy w kategoriach długofalowych. Nie mamy też centrum kongresowego ani dużej hali widowiskowej. Jakiś czas temu szukano lokalizacji dla światowego kongresu chirurgów – 10 tysięcy ludzi z kilku kontynentów mogłoby przyjechać do Warszawy. Zamieszkać w hotelach, zjeść w restauracjach, posiedzieć na debatach i wykładach, odwiedzić kluby, ale też muzea, jakiś koncert. I wydać tu mnóstwo pieniędzy. To wszystko się nie wydarzyło – bo w Warszawie nie ma miejsca na taką imprezę. Podobnie jak nie ma miejsca na duży koncert światowej gwiazdy zimą.

Mówiliśmy o infrastrukturze, komunikacji, kulturze, o bazie i nadbudowie. A co z samymi urzędami. Co chcecie zmienić w samej władzy?

Jakiś czas temu powstało stanowisko pełnomocnika prezydenta Warszawy ds. równego traktowania. Obecnie nie ma on praktycznie żadnych kompetencji – jest emanacją pani prezydent. Chcemy sprawić, aby rzecznik miał możliwość monitorowania urzędów pod kątem równościowym. Chodzi o to, by wyegzekwować równe traktowanie niepełnosprawnych, społeczności LGBT czy imigrantów, członków różnych mniejszości narodowych, jak Rosjanie, Ukraińcy czy Wietnamczycy. Bardzo wielu z nich przebywa tu nielegalnie – a to oznacza, że można im zrobić wszystko. Napaść, okraść albo nie zapłacić za pracę. Nie można im pomóc w żaden sposób, bo prawie nic o nich nie wiadomo. Taki urząd mógłby wywierać nacisk na lokalne służby, choćby straż miejską, aby zwracała więcej uwagi na najbardziej dyskryminowane grupy – tzn. chroniła je w szczególny sposób a nie tylko szukała okazji do wyłapania „nielegalnych”. Oprócz urzędu pełnomocnika, przydałyby się też komisje dialogu społecznego – ds. dyskryminacji. Miasto – podobnie jak politycy na szczeblu centralnym – powinno zasypywać przepaście między różnymi grupami.

*Krystian Legierski (1978) - prawnik, przedsiębiorca, działacz ruchu LGBT i Zielonych 2004, prowadził w Warszawie słynny klub Le Madame, kandyduje do Rady Miasta Stołecznego Warszawy w okręgu nr 3 (Mokotów), z listy Komitetu Wyborczego SLD jako przedstawiciel Zielonych 2004
http://www.krytykapolityczna.pl/Wywiady ... id-77.html


Wreszcie widzę kogoś kto ma spójną koncepcję swojego urzędowania, co więcej podobają mi sie jego poglądy w spawie komunikacji miejskiej. Jednym słowem ciekawa lektura.
Polecam: http://www.zm.org.pl
Nazywam się Kajo i jestem Roweroholikiem.

Awatar użytkownika
Poc Vocem
(volviak)
Posty: 3481
Rejestracja: 01 mar 2008, 13:15
Lokalizacja: al. Rzepy pospolitej

Post autor: Poc Vocem » 08 lis 2010, 21:46

A ja o Zielonych 2004 mógłbym długo i na temat, biorąc informację od kogoś związanego z tą organizacją, choć nie bezpośrednio, lecz jedynie jako koalicjant partyjny. I powiem tylko tyle: to ładnie wygląda tylko na papierze, tym ludziom chodzi tylko o dorwanie się do pieniędzy, a raczej do zamówień publicznych, bo wysocy rangą członkowie tego ugrupowania pełnią dość dużą rolę w kilku firmach budowlanych.
In times of eternal darkness / In times of peace and embrace / When the minstrel of atrophy mock us / There's need for love and there's need for death / Too late for understanding / Too late for your tears

ODPOWIEDZ