No to kto i czemu w ogóle narzeka na jeżdżenie po Warszawie? Ja już nie rozumiem, jeżeli jest dobrze, to może dajmy sobie spokój ze zbiorkomem, zachowując go tylko w roli socjalnej?

Z opinii niejednego forumowicza oraz samych władz stolicy wynika że już dziś trzymany jest przede wszystkim w roli socjalnej Bastianie... aczkolwiek jak przeliczyłem ostatnio wydatki to i ta teoria jest grubymi nićmi szyta.
Tu nie problem w tym, że tramwaj jest be, a kolejka cacy - na Zachodzie podział między tymi środkami komunikacji się coraz bardziej zaciera!
Tylko po co to wykrzyknienie?
Jak dla mnie tramwaj nigdy nie był niczym innym jak mała formą kolejki miejskiej - żadnego odkrycia więc na zachodzie nie poczyniono.
Natomiast co do kosztów myślę ze powinniśmy sobie postawić pytanie czy np. miasto ma pieniądze na to żeby po wybudowaniu prowizorki dopłacać do dublujących ją linii autobusowych?
Swojego czasu zastanawiałem się nad ideą tramwaju na Tarchomin co 2min (moim zdaniem paranoja bo trzeba w to wkładać zdecydowanie za dużo środków i rentowność jest tragiczna) i wyszło że już podczas otwarcia ten tramwaj w godzinach szczytu miałby wykorzystane 100% przepustowości a miasto musiałoby i tak utrzymywać równoległe linie autobusowe - weźmy również pod uwagę fakt że Tarchomin i Nowodwory cały czas rosną więc zapotrzebowanie na usługę będzie rosło - stąd między innymi nasuwa mi się wniosek że jednak firma prywatna poradziłaby sobie z taką inwestycją lepiej - kalkulowaliby przyszłe obciążenia i zyski czego ratusz ani ZTM nie robi (jedyne działanie ratusza to gra o głosy więc jak to mówią od prowizorki do prowizorki)...
Wiesz Bastianie mam takie swoje "motto" w moim przedsiębiorstwie (od razu przepraszam za dosłowność wypowiedzi) - "Rozpieprzyć kasę jest łatwo, wydać ją z głową zyskownie".
Jeśli już miasto ma wydać pieniądze to niech robi to z głową a nie rozpuszcza na wszystkie strony w projektach które mają nikłą bądź ujemną stopę realnego zwrotu.
Kolejka pokroju WKD byłaby owszem droższa w budowie i musiałaby mieć własny tabor, ale zwrot byłby na poziomie mniejszych kosztów personalnych, mniejszego obciążenia szlaku i większych możliwości rozwojowych sieci.
u nas wciąż nie daje się przełamać oporu projektantów, inżynierów itp. przed uczynieniem z tramwaju środka naprawdę szybkiego.
O naszych inżynierach ruchu i projektantach to mnie Waść nie wspominaj bo gniew górę bierze. Szlag mnie trafia gdy czytam protesty niemal w wypadku każdej inwestycji czy modernizacji na terenie Warszawy - pozwolenia, decyzje, poprawki, super rozwiązania. Co jedna zmiana to na gorsze a nic przyszłościowego nie wolno wprowadzać bo zagrozi to status quo Warszawy.
Ja kiedyś miałem taką wizję, że pruje tramwaj, a przed nim się same zielone światła zapalają. Tymczasem nie da się, bo samochody na tym stracą.
Problem w tym że przy takiej liczbie przystanków - jak choćby na Grójeckiej - taki system traci sens tramwaj i tak zatrzymuje się co chwilę na przystanku (bo ludziom ciężko 300-400m przewlec tyłek kawałek dalej - ba nieraz ciężko jest przejść 2 przystanki pieszo trzeba czekać na autobus) a światła są w tych samych miejscach.
Drugą sprawą jest to że nie możesz też podchodzić na zasadzie wszystko dla maskom kosztem pojazdów prywatnych - miasto jest jak organizm, jeśli uprzywilejowujesz jeden organ kosztem innego to w efekcie szkodzisz całemu organizmowi.
Władza musi rozwijać miasto w oparciu o symbiozę, nie o rywalizację różnych odmian transportu - owszem jest to bardziej kosztowne jednak zdecydowanie zdrowsze dla wszystkich.
Co tu zresztą dalej szukać, spójrzmy na Wawer - tam już mamy kolejkę naziemną (na razie zapomnijmy o jej estetyce i paru innych cechach). Puścimy ją co 10 minut - przejazdy przestaną się otwierać.
Tam nie jest problemem częstotliwość kursowania ale system zarządzania ruchem - rogatki mogą być opuszczone na bardzo krótko ale to wymaga nowoczesnego systemu zarządzania i nowoczesnych metod informacji.
Jedyny ratunek - wiadukty, tunele. Tylko że to kosztuje! A jak już budować wiadukty i tunele, to i równie dobrze można dla tramwaju. A potem zestawić dwa składy po 32 metry i jadzda!
Każda inwestycja infrastrukturalna kosztuje... ale często jest to jedyny sposób trwałego rozwiązania problemów. Jednocześnie pojawiają się oszczędności w innych miejscach - mniejsze zapotrzebowanie na tabor (bo bardziej mobilny) mniejsze zapotrzebowanie na kadry (biurokracja + załogi), większa rentowność poszczególnych linii (bo więcej ludzi pojedzie kolejką niż samochodem).
Moim zdaniem powinni tworzyć buspasy wszędzie tam, gdzie są ze 2 silne linie.
Moim zdaniem pomysł z lekka poroniony bo w ten sposób doszczętnie zaplombujesz ulice i wbrew pozorom zaszkodzi to tak samo autobusom jak kierowcom - jak Ci samochody skręcające z jednego pasa zablokują na cały cykl przejazd to zrozumiesz o czym piszę

Przepustowość arterii komunikacyjnych w Warszawie musi być i nie ma co wydziwiać, to co mamy to efekt zaniedbań ostatnich 20 lat - problem w tym że teraz wszyscy zwalają winę na wszystkich - ZTM, na samochody, kierowcy na buspasy, kierowcy autobusów na samochody itd. itp.
Niestety jest to do czego dopuszczono i ciężko oczekiwać poprawy prowizorycznymi rozwiązaniami - a takimi w obecnej sytuacji są buspasy, czy wielkogabarytowe autobusy.
No i co wtedy? Pewne jak słońce, że będzie ryk, bo korki samochodowe wzrosną znacznie. Więcej się przesiądzie do autobusów, czy pozostanie w samochodach i będzie nadal wrzeszczeć? Łatwiej byłoby myśleć o takiej decyzji, gdyby można było zakładać, że tych pierwszych będzie więcej, ale kto by zaryzykował? Wielu jest takich, którzy otwarcie twierdzą, że z samochodu nigdy nie zrezygnują, bo... (i tu litania argumentów, od czasem rozsądnych, po z dupy wzięte).
Tylko widzisz jak dla mnie powody dla których ktoś jeździ samochodem to jego własna sprawa mogą być dla Ciebie czy mnie irracjonalne ale akurat dla niego ważne.
Ostatnio znajomy stwierdził że woli jechać godzinę w korku samochodem niż ten sam czas autobusem (mimo że wychodzi go drożej) - woli tak postąpić dlatego że widzi co dzieje się w autobusach i w życiu nie chciałby podróżować w takich warunkach - woli dopłacić ale mieć komfort - muzyka, brak tłoku, wygodne miejsce siedzące. I w sumie co mi do tego??
A to że będą krzyczeć to oczywiste, a czy zwolennicy maskomu i miejskich dopłat do ZTM nie krzyczeli gdy proponowałem urealnienie cen biletów bo byłoby im to pod górkę?