KK po prostu bym olał, nie bił. W znaczeniu, traktowałbym jego przedstawicieli jak każdego innego obywatela, bez żadnych przywilejów. Państwa nie powinny obchodzić tzw. dogmaty wiary - jeśli pojawiłoby się doniesienie, że na mszy ksiądz nawołuje do nienawiści, tj. przedstawia w jednoznacznie negatywny sposób całe grupy społeczne, to powinna się nim zająć prokuratura. O tym marzę i mam nadzieję, że kiedyś tego dożyję.drja pisze:Po trzecie ekoterroryści. A na boku, w osobnym konkursie, bo mieszają się w całokształt życia społecznego, starając się mącić ludziom w głowach w każdym aspekcie ich życia, KK.
Co do ekoterrorystów, to stanowią oni na szczęście garstkę w stosunku do ekologów naprawdę robiących wiele dobrego, dzięki którym często unikamy międzynarodowych kar za niefrasobliwość w podejściu do tej dziedziny. Z podobnej dziedziny zgodziłbym się co do szkodliwości NIMBów, ale na nich wystarczy specustawa, pałka niepotrzebna.
Nigdy nie nazwę tego kompromisem - jako że kompromis w prawie może odzwierciedlać układ między stronami reprezentującymi analogiczne frakcje w społeczeństwie, nie przez aktualny skład parlamentu. Z punktu widzenia czysto politycznego mógłbym tę sytuację nazwać co najwyżej patem.Glonojad pisze:W kraju, w którym w parlamencie mamy trzy partie mniej lub bardziej prokościelne (PO, PiS, PSL), jedną otwarcie z Kościołem dzielącą się wpływami i jedną, której antyklerykalizm ma wiele wspólnego z "liberalizmem" gimanzjalistów Korwina (czytaj: brak poważnego programu i poważnych ludzi), obecne rozwiązanie trzeba, niestety, nazwać kompromisem.