MeWa pisze:"[...]to będzie arbitralnie ustalona wartość, która zawsze będzie kwestionowana". Dziwię się, że tego mi nie wytknąłeś. Mimo tego stwierdzenia próbujesz mnie stawiać w opozycji, przypisujesz mi jakieś stanowisko. Jak mam odpowiedzieć na Twoje pytanie "kiedy" w momencie, gdy nie została zakreślona dokładna definicja podstawowych kategorii i pojęć?
Nie wytknąłem, bo to nuda mielona po tysiąckroć, mam litość. Prawo ogólnie osadza się na przyjmowaniu arbitralnych wartości liczbowych, takich jak np. dojrzałość wyznaczona 18. urodzinami, czy 250 zł jako kwota której przywłaszczenie oddziela przewinienie od przestępstwa. Takie wartości są kwestionowane cały czas, mogą być modyfikowane lub nie, ale co to zmienia dla samego mechanizmu prawnego? Nic, bo nie ma innego (oczywiście oprócz totalnego bana, ale przecież uznajemy go chyba za rozwiązanie błędne). Dlatego właśnie proszę, o podanie odpowiedzi na pytanie 'kiedy' - bez takich konkretnych propozycji to jest moim zdaniem mamlanie dla mamlania, a nie dyskusja.
Chciałbym, żebyś zrozumiał, że przedstawianie sprawy na twój sposób to po prostu nieangażujący rozumu wykręt. Coś w rodzaju 'będę modelem, ale najpierw zacznę być piękny', albo 'kupię sobie 5 domów i 20 samochodów, ale najpierw wygram w totka'. Czym jest to 'najpierw' w tych stwierdzeniach oprócz pustosłowia? Czy przybliża ono podmiot do osiągnięcia celu? Bynajmniej.
Chybiona, bo zacznijmy od tego, że nie znasz na tyle dobrze mojego stanowiska w tej sprawie, by wyciągać takie wnioski (chyba że chcesz mnie przekonać, że wiesz lepiej ode mnie, co wiem i myślę).
Chodziło mi tylko i wyłącznie o to co napisałeś (a konkretnie to pierwsze zdanie z 'najpierw'), to co masz w głowie mnie nie interesuje, bo nie wiem co tam jest.
Najwyraźniej jednak dyskusji prowadzić nie potrafisz, jeśli sobie nie nakreślisz / wykreujesz osoby, którą sobie postawisz w opozycji do siebie i swoich poglądów. Czasem jednak fajnie jest podyskutować "na temat" - bez budowania barykady czy konieczności stawania po którejkolwiek ze stron.
Nie wiem, czy nie potrafię, ale prowadziłem tu niekiedy dyskusje trwające dobry tydzień z adwersarzami z którymi naprawdę nie potrafiłem znaleźć ani jednego zbieżnego punktu w przekonaniach. Przepraszam, że mogłem być niemiły, jedyne o co jestem zły to brak wysiłku umysłowego. Za same poglądy jestem zły dopiero, kiedy są w moim mniemaniu naprawdę skurwysyńskie i szkodliwe, a twoje nie są.
Niby obiektywnie piszesz, a jednak kateogryzujesz - zapewne w domyśle chciałeś napisać w ogóle o cywilizowanych rozwiązaniach w cywilizowanym świecie. Zanim jednak przyjmiemy wszystkie dostępne rozwiązania z dobrodziejstem inwentarza, warto byłoby zastanowić się nad celowością i skutecznością. Masz może jakieś badania lub statystyki które by to pokazywały? O ile zmniejszyła się liczba niechcianych ciąż wśród biednych bądź zmniejszyło środowisko biedoty po wprowadzeniu aborcji ze względów społecznych?
Dobra, od początku. Za wprowadzeniem cywilizowanych rozwiązań jestem głównie dlatego, że ich brak prowadzi do życiowej uciążliwości i niedogodności. Życie bez tych rozwiązań jest po prostu gorszej jakości, brakuje w nim godności i poszanowania prawa człowieka do wyboru życiowej drogi. Zresztą podobnie brzmiał wyrok strasburski w ostatniej sprawie - głównym zarzutem było zwiększenie poziomu życiowej niedogodności ponad akceptowalne w cywilizowanym społeczeństwie normy. Najprostszymi słowami - życie stawało się uciążliwe, kiedy wcale nie musiało się takie stawać. To jest cel sam w sobie, jeśli chodzi o możliwość dokonywania aborcji. Niestety, w kraju, w którym życie realne jest sprowadzane do jakiejś tam ścieżki do życia wiecznego, a komfort kojarzy isę głównie ze skórzanym fotelem, bo życie to ma być pot, krew i łzy, takie argumenty często rozbijają się o ścianę.
Dalej, można przechodzić do szczegółów, konkretnych rozwiązań, zadając pytania: czy lepiej wprowadzać edukację seksualną w ramach lekcji biologii, czy oddzielnie? Od podstawówki, czy gimnazjum? Automaty z kondomami w szkołach, czy też może bezpłatne rozdawanie, ale bez anonimowości u szkolnego lekarza? Konsultacje 13-latek w sprawie ciąży bez wiedzy rodziców jak ostatnio w Anglii - tak czy nie? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, bo nie wiem nawet, czy statystyki porównawcze skuteczności każdego z tych rozwiązań ktoś przeprowadził. Moim zdaniem w kraju o tak kiepskiej wiedzy seksualnej konieczne są regularne lekcje na podręcznikach napisanych przez prawdziwych seksuologów, oraz stworzenie całego kierunku na studium nauczycielskim; prezerwatywy dostępne z poziomu szkoły, oraz tabletka 'po' u lekarza szkolnego. Oczywiście zniesienie jakiejkolwiek klauzuli sumienia w jakiejkolwiek dziedzinie - praca to nie dziecinada. To powinno być załatwiane tak, jak ten pajac aplikujący na ASP - najpierw statut do podpisania z listą wykonywanych obowiązków i deklaracją etyczną, a jak nie pasuje, to fora ze dwora. Komfort ma mieć ogół obywateli w korzystaniu z danej usługi, a nie jakiś egocentryczny fagas w pojękiwaniu, że mu rąbek u spódnicy.
Natomiast co do obszarów biedy - aborcje przeprowadzane W CELU zmniejszenia biedy byłyby czymś baardzo wątpliwym etycznie. Chodzi tylko i wyłącznie o danie reprezentantom niższych warstw takiej możliwości, kiedy taka myśl się u nich pojawi. Bez żadnego nakłaniania, nawet z odwodzeniem przez psychologa od takiej decyzji. Ale z ostatecznym wyborem. Co do samych pomysłów na radzenie sobie z biedą, to jest już temat na zupełnie inną dyskusję.