fik pisze:Swoją drogą, wychodząc z pracy o 15.30 jestem we Wrocławiu:
- jadąc pociągiem o 20.57, syty i wypoczęty
- jadąc PB o 21.30, głodny i obolały.
Rewelacja

Wysiadasz na rozkopanej stacji, bo nie uznałeś za stosowne podać czasu przyjazdu na Główny, żeby porównanie z PB było sensowne. Zapewne 21:06 brzmiała brzydko, 5:11 w podróży z Centralnego licząc, więc nie pasuje do koncepcji. Cena EIC jest absolutnie z dupy. Jeśli podróż nie jest planowana na tyle wcześnie, żeby kupić bilet w ramach weekendowej biletomanii, to bilet normalny kosztuje jedyne 134zł. Porównując PB z pociągiem, porównuj z TLK. Inaczej możesz równie dobrze porównywać z wynajętym Bentleyem z kierowcą. Też bez sensu. Ja właśnie świeżutkie porównanie mam, w piątek punkt 10:00 opuściłem Warszawę w autobusie PB, 15:10 (5:10 jazdy, kwadrans postoju w jakiejś czarnej dupie przy okazji zmiany kierowców) wysiadłem we Wrocławiu. Klima (dzisiaj mi tego bardzo w pociągu brakowało) hulała aż miło, z toalety skorzystałem raz, bo więcej nie musiałem (nie jeżdżę, żeby srać, nie wiem jak ty), dostałem drożdżówkę, soczek i herbatniki. Po wyjściu musiałem zrobić parę kroków, żeby zastane nogi ruszyć, bo jest ciasno. Obiad zjadłem po przyjeździe za 13,40. Dwie minuty piechotą od rynku. Obiad z dwóch dań. I nie był to bar mleczny (z tego, co wiem, we Wrocławiu został aż jeden, "Miś"), ale widocznie inaczej pojmujemy sensowne restauracje. Za podróż zapłaciłem 40zł, bilet kupiony dwa dni przed wyjazdem.
Wracałem natomiast dzisiaj, TLK Pogoń. Wyjazd i przyjazd o czasie, kibel był, skorzystałem tak samo raz, jak w PB. Może i luźniej, za to w PB czyściej. Albo inny podgatunek ludzki PB jeździ, albo przewoźnik bardziej dba o takie detale, jak czystość, mydło, papier toaletowy i możliwość wysuszenia rąk. Obstawiam jednak to drugie. Klima - brak. Wyszedłem spocony, bo 7 osób w przedziale i jazda "do tyłu" (nie ogarniam numeracji miejsc w przedziałach, bo nie jestem pierdolnięty, więc to zawsze jest loteria) sprawiły, że o komforcie termicznym można zapomnieć. Plus słońce. Ciężko zasłonkę zaciągnąć przy otwartym oknie. O panu konduktorze "Nie wie, że bilet imienny i dokument ma dać!?!" nie wspominam, miałem pecha, buractwo trafia się wszędzie. W PB jest tępione, ale widocznie to bonus, nie standard i tego oczekiwać nie należy. Detale techniczne (co mówił gość w głośniku nie wiem. Głośniej się go ustawić nie dało, a pikacz zapowiadający zapowiedź był naprawdę głośno) również pomijam, bo to mało istotne. Przynajmniej dopóki nie trzeba nakazać ewakuacji, ale jestem urodzonym optymistą. A, jeszcze o toalecie: Jeśli pociąg zatrzymuje się w jakichś zadupiach pokroju Twardogóry Sycowskiej, gdzie nie wsiada nikt, nie wysiada nikt, ale wyszczać się nie można, to to nie jest komfortowe dla pasażera. Jedziesz przez las, nagle wioska, trzy domki, postój. Zwieraj zwieracz i czekaj minutę, aż ruszymy. No, kurde, super.
Tak, pociąg ma zalety, chociaż gdyby nie cena (29zł, dwa tygodnie przed podróżą) to pewnie wracałbym również PB, bo jadący dłużej i kosztujący więcej pociąg by mnie jakoś nie zachęcił. Odrobinę, naprawdę odrobinę obiektywizmu w porównaniu.