Wstyd przed światem, czy ikona? Czytelnicy o Centralnym
Czy docelowo na miejscu obecnego powinien stanąć nowy, wielofunkcyjny Dworzec Centralny? Czy budynek ma szansę stać się nową ikoną architektoniczną miasta? Opinie czytelników o Dworcu Centralnym
Po tekście w "Gazecie Stołecznej" nasi czytelnicy piszą, co im się podoba, a co nie po remoncie Dworca Centralnego.
Średniowieczny ciemnogród płatniczy
Na Centralnym faktycznie widać zmiany wizualno-estetyczne. I dobrze, to cieszy oko (i nos).
Doświadczyłem tu jednak biegania w poszukiwaniu kasy, która przyjmuje karty płatnicze. Można już nimi płacić bezstykowo nawet za ciastko w kawiarni, ale PKP, choć to XXI wiek, pozostaje średniowiecznym ciemnogrodem, gdzie po bilet bez gotówki lepiej nie przychodzić. Za kilka biletów płaciłem naprawdę dużo, musiałem więc zafundować sobie wycieczkę w poszukiwaniu bankomatu, co też nie było łatwe.
Kartą można zapłacić w kasach w holu głównym, ale tam są dłuuugie kolejki. W korytarzach dworca jest wiele, mniej obłożonych kas, z których lubię korzystać, ale we wszystkich natkniemy się na informację, że płatności można realizować wyłącznie gotówką. Straszny wstyd.
T.U.
Więcej wind, schodów, przejść naziemnych
Moim zdaniem Dworzec Centralny po remoncie jest nadal niedoskonały. Ostatnio pisano o słabej przepustowości schodów i zatorach, które powstają, gdy przy jednym peronie staną dwa pociągi. Poza tym kiedy ostatnio tu byłam, w korytarzach nadal śmierdziało kebabami i zapiekankami - dawno zapowiadano usunięcie tych lokali z podziemi.
Tym niemniej jestem zdecydowanie przeciwna burzeniu Dworca Centralnego. Po pierwsze: duży remont kilka lat przed planowaną rozbiórką to zwykłe marnotrawstwo. I po drugie: dworzec ma swoje zalety - przede wszystkim łatwą rozpoznawalność. "Wpuszczony" w partner i podziemia jakiegoś biurowca przestałby się rzucać w oczy.
Natomiast warto stopniowo poprawiać teren wokół dworca, by nie był wyspą. Windy między korytarzami a przystankami, może więcej przejść naziemnych. Mówiło się ostatnio o tym, że warszawskie dworce w większości nie są przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Ja z kolei ostatnio jechałam tędy rowerem i miałam duszę na ramieniu, kiedy musiałam pokonać skrzyżowanie między samochodami. Znieść rower po schodach jest trudno (zwłaszcza duży i ciężki), przejściem dla pieszych nie można przejechać, bo go nie ma. Ogólnie: wiele jest do poprawy, ale to nie powód, żeby burzyć cały dworzec.
Ewa Ulińska
Ładny tylko na święta
Co do Dworca Centralnego - na pewno zmianie musi ulec fasada, która w miarę nowocześnie wygląda tylko w święta, gdy jest udekorowana - i to tylko od strony Al. Jerozolimskich. Niestety, nie obejdzie się chyba bez bardziej inwazyjnej rewitalizacji. Choć oczywiście dobrze, że i tak cokolwiek się dzieje - w końcu mieliśmy gromkie zapewnienia o całkowicie nowej budowli Dworca Centralnego.
Co do otoczenia - z pewnością powinny się znaleźć toalety, z którymi jest problem. Rzecz jasna z prawdziwego zdarzenia - w postaci lokali, osobnych budynków, a nie, jak widoczne na załączonym do tekstu widoku panoramicznym, przenośne budki popularnie zwane toi-toikami - od jednego z dostawców takich rozwiązań. Te dwie budki tuż przed Złotymi Tarasami to po prostu obrzydliwa farsa.
Kufel
Po Euro 2012 - nowy dworzec!
Należy rozwiązać problem meneli mieszkających na dworcu, może angażując ich do jakichś prac za wynagrodzeniem. Ponadto przydałby się gruntowny remont dworca WKD pod drugiej stronie al. Jana Pawła II. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że docelowo na miejscu obecnego powinien stanąć nowy, wielofunkcyjny Dworzec Centralny. Podstawowy cel remontu polega bowiem na uniknięciu wstydu przed światem w czasie Euro 2012.
Janek
Nawet nie pytać o burzenie!
Dziwię się, że na stronie warszawa.gazeta.pl stawia się pytanie o sens remontu Dworca Centralnego, jednego z budynków, który ma szansę stać się nową ikoną architektoniczną miasta, ba już nią jest! Wysuwanie tej kwestii cofa całą dyskusję o ładzie przestrzeni publicznej i jakości warszawskiej architektury o jakieś pięć lat. A wydawało się, że doszliśmy już do momentu, kiedy wszyscy się zgadzają, że nie można skreślać dorobku architektonicznego stolicy i wiele z budynków zaprojektowanych w PRL reprezentuje naprawdę dobry poziom. Pytanie to jest też niestosowne dlatego, że przed nami ciężkie czasy i warto dwa razy zastanowić się, czy ulegać obsesji niszczenia w imię rzekomo lepszej, "nowej architektury". Wydaje mi się, że w Warszawie powstaje cała masa naprawdę złej, "nowej architektury", a jednocześnie niszczy się i zohydza jedyne, pozostałe przy życiu zabytki przedwojenne i jakościowe budynki powojenne. Czy to nie absurd?
Paweł Kubara