Teoretycznie (poprawcie mnie jeśli się mylę) gender to nauka o roli płci w kulturze,
Ja rozumiem to dokładnie odwrotnie: wpływu kultury na kształtowanie się "płci społecznej", czyli "gender" (w odróżnieniu od "płci biologicznej", zdeterminowanej z grubsza przez chromosomy XX/XY).
Natomiast już sam ten termin spotyka się z gwałtownym protestem. Bo skoro "płeć" nie musi być "biologiczna", to może można tę ostatnią zmienić i dopasować do tej właściwej? A czekaj, przecież obecnie istnieje ścieżka do zmiany płci (tylko do niektórych to nie dociera)...
Wprowadzanie nierówności żeby doprowadzić do równouprawnienia to moim zdaniem sprawa raczej dyskusyjna. Bo chyba zgodzisz się, że kobieta ze wsi jest w stanie wymyślić projekt równie dobry jak mężczyzna z miasta/ być bardziej zdolna intelektualnie i w uczciwy sposób dostać się na interesujący kurs/ cokolwiek. W przypadku różnego rodzaju stypendiów i rzeczy uzależnionych od osiągnięć naukowych faktycznie osoby z miast mają prościej, ale płeć znowu nie ma tu nic do rzeczy.
Może mieć. Po pierwsze, kobiety i mężczyźni mają inne zdolności intelektualne (kobiety kojarzą, mężczyźni analizują; ile mamy informatyczek?). Po drugie, mogą mieć wpływ stereotypy (profesorem miałby zostać mężczyzna, kobieta kojarzy się z nauczycielką w szkole, najlepiej niższej). Po trzecie, aby wymyślać projekt, trzeba dać się rozwinąć temu intelektowi. Mieć zaplecze doświadczeń, wykształcenia, może wiedzy, w jakie ramy ten projekt włożyć. Zwracam natomiast uwagę, że "dyskryminacja" tutaj nie będzie (albo: niekoniecznie) przebiegać po linii kobieta-mężczyzna, tylko wieś-miasto, biedny-bogaty.
Problem z "dyskryminacją pozytywną" jest taki, że nie wiemy, na ile obecne różnice wynikają z niepożądanej(?) dyskryminacji/uprzedzeń, a na ile są wynikiem naturalnych procesów. Np. organizacje feministyczne podnoszą, że kobiety na tych samych stanowiskach zarabiają mniej (o kilka %).
1. Może pracodawcy wolą mężczyzn, bo sami są mężczyznami (męskimi szowinistycznymi świniami)?
2. A może dlatego, że kobieta w każdej chwili może uciec na kosztowny urlop macierzyński?
3. A może dlatego, że kobieta osiągnęła stanowisko później, bo po drodze wychowywała dziecko? Albo wychowuje, i będzie brała wolne na jego chorobę?
4. A może szybciej odejdzie na emeryturę, więc mniej opłaca się w nią inwestować (to akurat eliminujemy)?
5. A może kobieta raz w miesiącu pracuje mniej wydajnie?
6. A może męski szef ma problem z dogadaniem się z kobietami?
itd. itp. Może nawet nie wszystkie te nierówności chcielibyśmy eliminować.
Jestem np. przeciwnikiem parytetów na listach wyborczych. Uważam, że parametry mężczyzn podlegają większemu odchyleniu standardowemu (np. IQ [
wiki]). Co oznacza, że w grupach mocno odstających od średniej (in plus, ale także in minus) będzie ich procentowo więcej. Będzie zatem więcej mężczyzn wybitnych (profesorów, polityków, sędziów, członków Mensy) i złych (przestępców, sprawców wypadków drogowych, upośledzonych psychicznie).
Skoro zatem chcielibyśmy, żeby posłami zostawali obywatele wybitni, to łatwiej wybierać spośród mężczyzn.