GW pisze:Osiedle dziwo na przedmieściach Warszawy
Woda w bloku przy ul. Ogórkowej płynie ze studni wywierconych w piwnicach. Wywóz śmieci każdy organizuje sobie sam. Jest brama, ale nie wszyscy mają do niej pilota. Wtedy muszą pod nią "warować jak pies"
Zobacz powiekszenie
Ulica Ogórkowa, boczna od Wału Miedzeszyńskiego między Falenicą a Miedzeszynem. Typowe peryferia Warszawy. Między miedzami i chwastami majaczą nowe osiedla i domy. Powstały bez ładu i składu, bez planów zagospodarowania, na wąskich działkach ukośnie do drogi.
Za płotem przy Ogórkowej 45 stoi rząd dwupiętrowych bloków (na szambach). Pani Zofia właśnie wraca ze sklepu. Nie ma pilota, żeby otworzyć bramę. Nie zna kodu do furtki. Czeka, aż któryś z sąsiadów będzie wyjeżdżać z posesji. Z parkingu za płotem spod bloku rusza lexus (pani Zofia: "To pan Paderewski. Nazywa się tak samo jak premier II RP"). Brama jest wciąż zamknięta. Samochód staje. Kierowca uchyla drzwi. - I co? Nie chciało się zapłacić kilkuset złotych za bramę i teraz waruje się jak ten pies, aż ktoś otworzy, co? - pan Paderewski z lexusa zwleka, by pokazać, że kto ma pilota, ten ma władzę. W końcu otwiera bramę. Wyjeżdża, a pani Zofia przemyka. Wreszcie może się dostać do swojego mieszkania.
Pospolite ruszenie
Mieszkanka z Ogórkowej 45 zapowiada: - Zaczynam walkę o swoje prawa. To będzie precedens. Nie zgadzam się na tworzenie getta.
Uważa, że grupka sąsiadów, która zdecydowała o zamknięciu nieruchomości bramą, ograniczyła jej "wolność osobistą i swobodę poruszania się", co utrudnia "wykonywanie obowiązków służbowych" (nazwisko i zawód - do wiadomości redakcji). Dlatego zaalarmowała prokuraturę i "Gazetę". Zgłosiła popełnienie przestępstwa. - Bo nie mogę wyjść ani przyjść do domu, kiedy chcę, zaprosić gości, wpuścić pogotowia ratunkowego czy lekarza. W bramie i furtce nie ma bowiem domofonu - mówi.
- Na blisko stu mieszkańców tylko jedna osoba nie zapłaciła. Wszyscy pozostali dali na zamknięcie osiedla po 600 zł - mówi pan Ireneusz Karpisiak, którego żona Joanna społecznie działa na terenie osiedla.
Najpierw był koszmar budowy przy Ogórkowej, który zaczął się w 1997 r. Realizacja inwestycji zapowiadana na rok przeciągnęła się aż w XXI wiek. Lubelska firma Nova-Bud postawiła blok "z naruszeniem przepisów prawa budowlanego" - czytamy w doniesieniu do prokuratury. Mimo różnych uchybień nabywcy mieszkań zostali w Wawrze zameldowani, choć nie mają aktów notarialnych, a w bloku żyli jak na kempingu.
- Dom nie był skończony. Z kranów nie leciała woda. Ludzie zaczęli się skrzykiwać po klatkach i wiercić własne studnie w piwnicach. Tylko że w rurach płynie ciecz w kolorze herbaty - opowiada nasza czytelniczka. Szklankę z wrzątkiem oglądam pod światło. - Ale pani woda jest przezroczysta?
- Bo dla całego bloku była już wywiercona studnia głębinowa. Sąsiad podciągnął rurkę, zainstalował w swojej piwnicy pompę, podłączył się, a przy okazji moje mieszkanie. Dlatego mam lepszą wodę niż większość - zdradza.
- Woda jest płytko, na głębokości 8 m, bo blisko jest Wisła. Ale tę do picia przywozimy z miasta - mówi pan Karpisiak.
Organizowanie sobie życia przy Ogórkowej odbywało się na zasadzie pospolitego ruszenia. Dzięki temu popłynął prąd, powstała też droga osiedlowa. Ale do dziś nie zawiązała się wspólnota mieszkaniowa.
Podchodzę do okna. Na wewnętrznej ulicy stoją rozmaite pojemniki na śmiecie - z wymalowanym numerem mieszkania. Nie wszyscy chcą płacić za wywóz odpadków. Jakiś pan wrzuca właśnie worek ze śmieciami do bagażnika samochodu. Gdzieś się ich pozbędzie, w centrum albo po drodze.
Meldunek na budowie
- Ta brama przelała tylko czarę goryczy. Nie można całe lata żyć w budynku, w którym nic nie działa normalnie. Musimy wreszcie się zorganizować, uregulować sprawę gruntów i przeprowadzić sprawę wyłączenia lokali ze współwłasności w sądzie - uważa pani Zofia. W doniesieniu do prokuratury czytamy, że "osiedle nie zostało do tej pory odebrane zgodnie z przepisami prawa budowlanego, choć większość lokatorów została zameldowana na podstawie decyzji gminy Wawer". - Wystarczyło pokazać akt notarialny kupna mieszkania od dewelopera lub umowę z deweloperem z podaniem adresu - potwierdza rzecznik dzielnicy Andrzej Murat.
Podobnych przypadków jest w Warszawie więcej. W bloku przy ul. Bohdanowicza 19 Międzyzakładowa Spółdzielnia Zrzeszenia Budowy Domów Mieszkalnych "Ochota" wydała mieszkańcom klucze w 2001 r., choć formalnie jest to nadal plac budowy. Na dodatek już dwukrotnie zostało uchylone pozwolenie na budowę tej inwestycji, m.in. z powodu niezgodności realizacji z projektem. Na Rakowcu, podobnie jak w Wawrze, poczta dochodzi, a z kranów leci woda, wszystko jakoś działa.
PS
W nowym roku do "Gazety" nadeszła radosna wieść. Pani Zofia podpatrzyła, jak listonosz wstukuje kod do furtki, i teraz nie czeka już, aż któryś ze zmotoryzowanych sąsiadów otworzy bramę pilotem. Do czasu, aż ktoś postanowi zmienić kod.
Silnik forum został zaktualizowany.
Możliwe są utrudnienia w dostępie w najbliższych dniach. Raportowanie problemów: temat Błędy SQL w Sprawach Technicznych
Możliwe są utrudnienia w dostępie w najbliższych dniach. Raportowanie problemów: temat Błędy SQL w Sprawach Technicznych
Grodzenie miasta
Moderatorzy: Poc Vocem, Dantte
Miasto piętnastominutowe - czekaj piętnaście minut na przesiadkę.
Witam,
Czy ktoś byłby tak uprzejmy i zrobił zdjęcia osiedli zamkniętych? i przesłał mi na adres dzazur@wp.pl
Byłbym bardzo wdzięczny bo mieszkam w Rudzie Ślaskiej i do warszawy mam trochę daleko
Zdjęcia tak,żeby było widać szlabany, płoty, budki strażników ochroniaży, bo jest mi to potrzebne do pracy magisterskiej
Więc jeśli by to komuś nie sprawiło problemu to bardzo bym prosił:)
Czy ktoś byłby tak uprzejmy i zrobił zdjęcia osiedli zamkniętych? i przesłał mi na adres dzazur@wp.pl
Byłbym bardzo wdzięczny bo mieszkam w Rudzie Ślaskiej i do warszawy mam trochę daleko
Zdjęcia tak,żeby było widać szlabany, płoty, budki strażników ochroniaży, bo jest mi to potrzebne do pracy magisterskiej
Więc jeśli by to komuś nie sprawiło problemu to bardzo bym prosił:)
Dzazik, nie masz nikogo krewnego albo chociaż znajomego w Warszawie? Twoja prośba wymaga bardzo wiele czasu, pracy, a w dodatku mieszkańcy takich osiedli oraz personel ochroniarski nie życzyliby sobie zapewne takich zdjęć i nie dopuściliby do ich powstania. Prosisz o naprawdę bardzo dużo i myślę, że jednak dzień w Warszawie mógłbyś spędzić, jedyne co mógłbyś uzyskać od użytkowników to co najwyżej nazwy i adresy takich osiedli, nic więcej. Tu wszyscy focą stare sztrucle, bo trzeba zdążyć przed upadkiem MZA 
Mariow, czemu stereotypy? No tak, sam nie wiesz
Może Dennis to focił?
Mariow, czemu stereotypy? No tak, sam nie wiesz
Może Dennis to focił?
"Coś ci powiem chłopcze! Gdy będziesz wracał do domu dziś wieczór, a jakiś psychopata rzuci się na ciebie z garścią malin, nie przyłaź mi tutaj skomleć." - John Cleese
A temu stereotypy, że ktoś przyjeżdża właśnie do Warszawy a nie gdzieś indziej, żeby focić zamknięte osiedla
Poszwendaj się po Katowicach, albo Wrocławiu - znajdziesz kupę materiału do pracy na miejscu.dzazik pisze:Byłbym bardzo wdzięczny bo mieszkam w Rudzie Ślaskiej i do warszawy mam trochę daleko
Jožin z bažin kouše, saje, rdousí.... -
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
Powyższy post jest tylko i wyłącznie moim prywatnym zdaniem z którym inni dyskutanci nie muszą się zgadzać.
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
Powyższy post jest tylko i wyłącznie moim prywatnym zdaniem z którym inni dyskutanci nie muszą się zgadzać.
To by nawet było lepsze dla jego pracy, gdyby to samo zjawisko opisał z perspektywy mieszkańców kilku miast, nie tylko samej stolicy. Lub - jeśli nie jest pozbawiony cwaniactwa i uroku osobistego - odbył kilka rozmów z mieszkańcami takich miejsc na temat motywów, jakie towarzyszyły podjęciu decyzji o zamieszkaniu tam, czy oczekiwania nie rozminęły się z rzeczywistością oraz na jakiej płaszczyźnie zawodowej lokują się ci ludzi. Prośba sfoćcie i przyślijcie to beznadziejna forma pracy i nad wyraz złudna droga na skróty.
"Coś ci powiem chłopcze! Gdy będziesz wracał do domu dziś wieczór, a jakiś psychopata rzuci się na ciebie z garścią malin, nie przyłaź mi tutaj skomleć." - John Cleese
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36246
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,9519 ... odza_.html
Dlaczego na Żoliborzu osiedla się grodzą?
Wojciech Karpieszuk
2009-08-31, ostatnia aktualizacja 2009-08-30 18:38
- To będzie przestrzeń dobrze zamknięta. Kluczyk na czip i domofony - zapowiada radny osiedla Zygmunt Stanowski. Na Żoliborzu wyrastają płoty wokół podwórek między blokami. - To zamach na publiczną przestrzeń - alarmują przeciwnicy grodzenia.
"Jestem zbulwersowany tym, co dzieje się na Żoliborzu w okolicach placu Grunwaldzkiego. Grodzone jest podwórko za urzędem pocztowym, choć ludzie chodzą tędy z przystanków do szkoły, kościoła, na pocztę. Przy ul. Boguckiego ogrodzono pas trawników z chodnikiem pomiędzy budynkiem Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej a parkanem podstawówki. To prymitywne niszczenie przestrzeni publicznej" - napisał do nas Jacek Eychler, który mieszka nieopodal ulicy Boguckiego.
- Jaka przestrzeń publiczna? To nasza własność i to my decydujemy, co tu będzie - stanowczo stwierdza Zygmunt Stanowski, mieszkaniec Żoliborza i osiedlowy radny.
Ogrodzić postanowili się lokatorzy trzech starych bloków - przy ul. ks. Popiełuszki 1, 3 oraz ul. Broniewskiego 4. - Od września każdy mieszkaniec dostanie klucz, brama będzie na chip, jeszcze tylko domofony zmienimy z analogowych na cyfrowe, bo stare często się psują, i będzie spokój - zapowiada radny Stanowski.
Podkreśla, że wśród mieszkańców przeprowadzono ankiety i wynika z nich, że zdecydowana większość (70 proc.) chce płotu. A dlaczego się odgradzają? Sądzą, że tak będzie bezpieczniej. Bo obok jest całodobowy kiosk z alkoholem. Bo liceum blisko i uczniowie pod blokiem palą papierosy, a po lekcjach, zamiast wracać do domów, przesiadują na ich klatkach. Bo ludzie z sąsiednich bloków pod ich okna z psami przychodzą i brudzą. - Były też napady i kradzieże - twierdzi Stanowski.
Jacek Eychler: - Nic takiego nie słyszałem. To spokojna okolica, rzut beretem do komisariatu policji.
Podpytuję Staniewskiego, czy podwórka powinny zmieniać się w całkowicie zamkniętą zonę. - I to dobrze zamkniętą. Po co inni mają wchodzić? - pyta. - Jak ktoś kogoś zaprosi, to go wpuści. Ochrony nie zatrudnimy, bo to za drogi biznes. Płot nam wystarczy.
Bloki należą do Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. - A dlaczego ich mieszkańcy mają się nie odgrodzić? Zwłaszcza że sami za płot płacą - mówi Witold Ruczka z WSM. - Nie ma mowy o żadnym getcie i zawłaszczaniu przestrzeni publicznej. To nie pierwsze grodzone domy na Żoliborzu. Ludzie stawiają płoty, bo dają im poczucie bezpieczeństwa.
Zjawiskiem ogrodzonych osiedli od lat zajmuje się prof. Bohdan Jałowiecki, socjolog miasta. - Ludzie myślą tak: bogaci w apartamentowcach mają płot, to i my postawmy. Grodzą się dla prestiżu - uważa. I dodaje: - Za płotem na pewno nie będzie bezpieczniej. Mogą powstrzymać sąsiada, który przyprowadzał na podwórko psa, żeby tam się załatwił. Ale nie zatrzymają złodzieja. Domofon jest wystarczającą ochroną.
Jacek Eychler: - Najgorsza jest świadomość, że z pewnością ogrodzą się kolejne podwórka. Wszystkie. Bo ludzie będą się ich domagać na zasadzie: jeśli oni mają, to my też. Pora chyba uciekać z Żoliborza, skoro okazuje się, że żyją tu tacy "prospołeczni warszawiacy", a spółdzielnia z tradycjami godzi się, by stawiać ludziom płoty na drodze do domu, pracy, szkoły.
Komentarz
Znam dobrze nowo odgrodzony fragment Żoliborza, bo moja córka chodzi tu do szkoły. Właśnie tej, której uczniowie ponoć tak lubią przesiadywać na klatkach schodowych. Wystarczyło zamontować nowe domofony - na pewno byłoby taniej. Jednak zaraza stawiania płotów przeskakuje z jednego żoliborskiego podwórka na drugie. Hulaj dusza, bo nie ma planu zagospodarowania z zakazem grodzenia wygodnych przejść. Płoty wyrastają i na przedwojennych koloniach WSM, i między PRL-owskimi blokami na tyłach pl. Wilsona. Co się dzieje ze starym spółdzielczym Żoliborzem otwartym na potrzeby innych? Najpierw nawpuszczaliście tu banków, a teraz się grodzicie. Taka to spółdzielczość od siedmiu boleści.
Jarosław Osowski
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
- a/p TALENT
- Posty: 1749
- Rejestracja: 31 sie 2007, 19:06
- Lokalizacja: Flughafen Bemowo
Problem kontrowersyjny jak diabli. Akurat komentarz mija się lekko z prawdą.
Przedwojenne budownictwo spółdzielcze akurat w zdecydowanej większości było realizowane w formie kolonii / patrz zabudowania wzdłuż ul.Krasińskiego /. Pierzeja budynków od frontu, zamknięte podwórka wewnątrz. Podobnie budowano sławne budynki - późniejsze powstańcze reduty przy ul. Wawelskiej. Tylko małe ale, budynki i zespoły budynków były starannie "wpisane" w siatkę ulic i placów miejskich. Istniał czytelny podział na strefy - prywatną i publiczną. Po wojnie nastąpił totalny bałagan i bezhołowie w tkance miejskiej. Powstały osławione blokowiska z hektarami ziemi niczyjej, bez czytelnej siatki ulic a za to z osławionymi ciągami pieszo-jezdnymi. Dalszą konsekwencją owego bezhołowia jest radosna i beztroska moda na grodzenie obszarów blokowisk. Wiem co piszę, pamiętam pierwsze zebrania wspólnot - główny temat wałkowany bez końca to grodzenie - zawsze na złość sąsiadom. Powszednim grzechem władz miejskich jest niekontrolowana i niczym nie ograniczona "pomysłowość" inwestorów wznoszących nowe osiedla - prawie zawsze grodzonych. Radni i urzędy miejskie nigdy nie są w stanie przygotować miejscowych planów zagospodarowania a te które powstaną są zadziwiająco przychylne dla wybranych inwestorów.
Przedwojenne budownictwo spółdzielcze akurat w zdecydowanej większości było realizowane w formie kolonii / patrz zabudowania wzdłuż ul.Krasińskiego /. Pierzeja budynków od frontu, zamknięte podwórka wewnątrz. Podobnie budowano sławne budynki - późniejsze powstańcze reduty przy ul. Wawelskiej. Tylko małe ale, budynki i zespoły budynków były starannie "wpisane" w siatkę ulic i placów miejskich. Istniał czytelny podział na strefy - prywatną i publiczną. Po wojnie nastąpił totalny bałagan i bezhołowie w tkance miejskiej. Powstały osławione blokowiska z hektarami ziemi niczyjej, bez czytelnej siatki ulic a za to z osławionymi ciągami pieszo-jezdnymi. Dalszą konsekwencją owego bezhołowia jest radosna i beztroska moda na grodzenie obszarów blokowisk. Wiem co piszę, pamiętam pierwsze zebrania wspólnot - główny temat wałkowany bez końca to grodzenie - zawsze na złość sąsiadom. Powszednim grzechem władz miejskich jest niekontrolowana i niczym nie ograniczona "pomysłowość" inwestorów wznoszących nowe osiedla - prawie zawsze grodzonych. Radni i urzędy miejskie nigdy nie są w stanie przygotować miejscowych planów zagospodarowania a te które powstaną są zadziwiająco przychylne dla wybranych inwestorów.
Idiokracja nas otacza
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95 ... niej_.html![]()
Grodzą osiedla na potęgę. Żeby było bezpieczniej?
Jest tragicznie, wszędzie płoty! - skarży się część mieszkańców osiedla Iskra. - Wreszcie czujemy się bezpiecznie - cieszą się inni.
"Niemal wszystkie wspólnoty mieszkaniowe odgradzają się od siebie. Trudno gdziekolwiek się przemieścić, dojść normalnie z przystanku, bo na drodze spotyka się same bramy" - napisała do nas zdenerwowana czytelniczka Anna Tomaszewska.
Położone na Gocławiu osiedle to kilkanaście bloków z wielkiej płyty. Kiedyś należały do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. - Jakiś czas temu musieliśmy wykupić od niej mieszkania i grunty - tłumaczy Jerzy Król, prezes wspólnoty z bloków przy Kwiatkowskiego 10 i 12.
Wtedy zawiązały się wspólnoty mieszkańców. To one decydują dziś o stawianiu kolejnych płotów.
Cały czas powstają kolejne płoty. Łatwo się zgubić, wejść nie przez tę furtkę.
- Nawet mieszkańcy mają czasem problem - śmieje się mieszkająca przy ul. Horbaczewskiego 9 Hanna Grabowska. - Starsza sąsiadka wyszła ostatnio z bloku bez klucza do furtki i nie mogła się wydostać.
- W naszej klatce mieszka niewidoma dziewczyna - opowiada mieszkająca w tym samym bloku Małgosia. - Kilka lat temu nauczyła się na pamięć ścieżki, którą ma dotrzeć na przystanek. Radziła sobie świetnie - do momentu, kiedy zaczęli grodzić. Uczyła się systematycznie kolejnych tras, ale co chwila wyrastały przed nią kolejne przeszkody. Teraz już zupełnie sobie nie radzi.
Denerwują się też starsi ludzie, którzy muszą nadrabiać ok. 400 metrów, obchodząc zagrodzone osiedle, by dostać się na przystanek.
- Najgorsza jest jednak chyba samowolka zarządów wspólnot mieszkaniowych - ostatnio została wycięta część drzew, trawniki zastąpiono kostką i przestrzeń między blokami zajęły parkingi. Oczywiście odgrodzone od siebie siatkami - każda wspólnota ma swój. Wygląda to koszmarnie! - opowiada Hanna Grabowska.
Najpierw ogrodzili się mieszkańcy z bloków przy ulicy Kwiatkowskiego 10 i 12. Pięć lat temu naprzeciwko ich domów powstało ogromne zamknięte osiedle. Na jego terenie nieomal nie ma zielni, mieszkańcy przychodzili więc na podwórka przy ul. Kwiatkowskiego.
- Wykupiliśmy grunty i mieszkania za niemałe pieniądze - tłumaczy prezes wspólnoty mieszkaniowej przy Kwiatkowskiego 10 i 12 Jerzy Król. - Odkąd w nowych blokach zamieszkała masa ludzi, zaczęli przychodzić pod nasze okna z psami, śmiecić. Skoro zapłaciliśmy za grunty i są nasze, to postanowiliśmy się odgrodzić. Każdy mieszkaniec ma klucz do furtki.
Wyprowadzanie psów i parkowanie samochodów przez mieszkańców nowych osiedli to częsta przyczyna grodzenia się tych starszych - "Gazeta" pisała o tym nieraz.
Ci, którzy są za grodzeniem, podkreślają, że dzięki płotom czują się bezpieczniej.
- Teraz mamy spokój - zapewnia mieszkająca w bloku przy Kwiatkowskiego 12 kobieta. - Na początku inne wspólnoty mieszkaniowe z naszego osiedla psioczyły na nas, że się odgrodziliśmy. Ale kilka miesięcy później zaczęły się odgradzać od siebie kolejne bloki. To była fala. Teraz już prawie wszystkie bloki z osiedla Iskra między innymi przy Horbaczewskiego 3, 5, 7, 9 są ogrodzone.
- Mieszkam tu od 25 lat, wcześniej wszystkie wspólnoty żyły w zgodzie. Przez to grodzenie powstają co chwila nowe konflikty - mówi Hanna Grabowska.
Opowiada np., że pod blokiem przy Horbaczewskiego 3 zbudowano plac zabaw. Bardzo nowoczesny, z dużą liczbą sprzętów, oczywiście ogrodzony.
- Dzieci z innych wspólnot są z niego przepędzane. Ci mieszkańcy wydali na plac swoje pieniądze, ale żal patrzeć na dzieci, które stoją pod furtką i mogą sobie tylko popatrzeć - dodaje mieszkająca przy Kwiatkowskiego 10 kobieta. - Zresztą nieważne, my też dla naszych chcemy postawić pod blokiem huśtawkę.
102,105,109,115,157,183,500,514,N21,N24,N63,N71,723,731,736,L-9,L10,L11,S2,S3,S9,RL,R2,R9
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36246
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Wiem, będę niepoprawny i antyspołeczny, ale ja tych ludzi akurat rozumiem - może dlatego, że mam porównanie życie bez płotu i życie z płotem. O ile sam wzrost bezpieczeństwa był na poziomie "zadowalającym", o tyle, po założeniu ogrodzenia komfort życia naprawdę się poprawił.
Gdy nie było płotu, standardem byli bezdomni/żule na klatkach - nie muszę chyba rozpisać się na temat tego, z czym to się wiązało (obsikane ściany, kiepy, smród, wiecznie porozsypywane śmietniki i temu podobne historie). Budynek zamieszkiwali głównie ludzie starsi i kilka rodzin z małymi dziećmi, oni naprawdę bali się czasem wracać do domu.
Moje podwórko, było również "ciągiem komunikacyjnym" na osiedlu, ot taki "skrócik", efekt był taki, że istniejący tam kawałek klombu zmieniono w zadeptane klepisko (klomb, w którego stworzenie mieszkańcy włożyli sporo energii i który "obcy" wydeptali, bo szkoda było poświęcić 10m drogi na obejście).
Problem z wyprowadzaniem do nas psów "obcych" pomijam, pies nawalił, właściciel się nie poczuwał. To wszystko naprawdę koszmarnie utrudniało życie.
Po wybudowaniu płotu... jasny gwint, problemy się skończyły, kup psich nie ma, żuli nie ma, ruchu tranzytowego też już nie ma i klombik odrósł - obecnie mamy tuje i żywopłocik.
Goście, przyjeżdżający do lokatorów, mogą spokojnie zostawić przykute do słupka rowery, bez obawy, że ktoś przechodząc zabierze je ze sobą. Jedna osoba parkuje sobie skuter, inna zostawia rower praktycznie na 24h na zewnątrz, śmieci nie walają się już po podwórku, tylko leżą w swoich kontenerach.
Jak dla mnie, komfort mieszkania zdecydowanie poszedł do góry - pomijając fakt, że jednak zacieśniła się więź między lokatorami (niewielka kamienica, zamknięta, więc ludzie się znają z widzenia).
I teraz pytanie, czy należy ludzi za to winić? Oni chcą normalnie żyć, zamiast cierpieć poświęcenia, na rzecz czyjejś kolektywnej wygody.
Gdy ktoś ma obejście na wsi, bądź bliźniak/domek jednorodzinny, to nikomu do głowy nie przychodzi, żeby ganiać tę osobę, za posiadanie płotu, co więcej, dla wszystkich jest zrozumiałe, że ten człowiek na swojej działce chce mieć spokój, własny porządek. Ludzie szanują ten fakt i o dziwo wcale nie są z tego powodu mniej towarzyscy.
Dlaczego zatem, inaczej mamy traktować osiedla? Żyjemy w wielkiej 3 mln termitierze, zrozummy, że ktoś może chcieć zachować jakąś dozę prywatności, zamiast ganić go, za brak społecznych odruchów.
Gdy nie było płotu, standardem byli bezdomni/żule na klatkach - nie muszę chyba rozpisać się na temat tego, z czym to się wiązało (obsikane ściany, kiepy, smród, wiecznie porozsypywane śmietniki i temu podobne historie). Budynek zamieszkiwali głównie ludzie starsi i kilka rodzin z małymi dziećmi, oni naprawdę bali się czasem wracać do domu.
Moje podwórko, było również "ciągiem komunikacyjnym" na osiedlu, ot taki "skrócik", efekt był taki, że istniejący tam kawałek klombu zmieniono w zadeptane klepisko (klomb, w którego stworzenie mieszkańcy włożyli sporo energii i który "obcy" wydeptali, bo szkoda było poświęcić 10m drogi na obejście).
Problem z wyprowadzaniem do nas psów "obcych" pomijam, pies nawalił, właściciel się nie poczuwał. To wszystko naprawdę koszmarnie utrudniało życie.
Po wybudowaniu płotu... jasny gwint, problemy się skończyły, kup psich nie ma, żuli nie ma, ruchu tranzytowego też już nie ma i klombik odrósł - obecnie mamy tuje i żywopłocik.
Goście, przyjeżdżający do lokatorów, mogą spokojnie zostawić przykute do słupka rowery, bez obawy, że ktoś przechodząc zabierze je ze sobą. Jedna osoba parkuje sobie skuter, inna zostawia rower praktycznie na 24h na zewnątrz, śmieci nie walają się już po podwórku, tylko leżą w swoich kontenerach.
Jak dla mnie, komfort mieszkania zdecydowanie poszedł do góry - pomijając fakt, że jednak zacieśniła się więź między lokatorami (niewielka kamienica, zamknięta, więc ludzie się znają z widzenia).
I teraz pytanie, czy należy ludzi za to winić? Oni chcą normalnie żyć, zamiast cierpieć poświęcenia, na rzecz czyjejś kolektywnej wygody.
Gdy ktoś ma obejście na wsi, bądź bliźniak/domek jednorodzinny, to nikomu do głowy nie przychodzi, żeby ganiać tę osobę, za posiadanie płotu, co więcej, dla wszystkich jest zrozumiałe, że ten człowiek na swojej działce chce mieć spokój, własny porządek. Ludzie szanują ten fakt i o dziwo wcale nie są z tego powodu mniej towarzyscy.
Dlaczego zatem, inaczej mamy traktować osiedla? Żyjemy w wielkiej 3 mln termitierze, zrozummy, że ktoś może chcieć zachować jakąś dozę prywatności, zamiast ganić go, za brak społecznych odruchów.
"Spóźniony pociąg przyspieszony relacji xyz, przyjedzie z opóźnieniem ok. 25 minut. Opóźnienie może ulec powiększe... zmianie"