Andrzej pisze:Nie czuję się od nikogo lepszy, ani nie jestem na tyle zorientowany, by znać różnicę między homoseksualizmem a homoseksualnością, jeżeli taka jest.
I nawet nie chcę się wgłębiać w to.
Bo nie jestem naukowcem i zostawiam to naukowcom.
I w ogóle Szamocie, to proponuję już zakończyć tą dyskusję.
Jak ktoś mądrze powiedział, w kraju są ważniejsze rzeczy jak geje i becikowe.
Mydli się tym oczy żeby odwrócić uwagę od spraw naprawdę ważnych na tę chwilę (np. stan służby zdrowia - tu trzeba maksymalnie nagłaśniać problem i robić coś z tym).
A ludziom wszelkie parady gejów proponuję najzwyczajniej w świecie zignorować, bo tak to się nakręca i media z tego żyją.
Z mojej strony wszystko.
Pzdr.
Też uważam, że są w Polsce dużo ważniejsze sprawy. Też uważam, że skierowywania na nia uwagi przez
polityków, jest mydleniem oczu. Tylko jest to mydlenie oczu
kosztem pewniej grupy społecznej.
Inna sprawa, że osobiście nie odejmuję wartości również temu konkretnie zagadnieniu społecznemu. Gdyż stosunek władzy, do właśnie niego, postawa społeczna, wybiórczy sposób informowania jest elementem większej całości. Objawem prowadzania polityki zafałszowań i niedomówień. Dla mnie w szczególności wyraźnie rysuje sie w kwestii gejów, gdyż akurat jest to tematyka, która z pewnych przyczyn kiedys tam zdecydowałem sie poznać i zdobyłem do dziś dość sporą wiedzę. W związku z nią ten mechanizm jest dla mnie szczególnie widoczny własnie tu (choc nie tylko)
Ale co dalej...
Taki np. Andrzej i Szamot, bądź Giertych i Lepper, powiedzmy stają po dwóch stronach jakiejś (sztucznie wyśrubowaniej) barykady. Czy dotyczyć będzie ona polityki, czy światopoglądu, czy sztuki kulinarnej. No i słuchacz slucha, czytacz czyta. I wyrabia sobie opinię.
Natomiast przerażające jest to, że w przypadku braku rzetelnego przedstawiania informacji, tą opinią przeważnie będzie stosunek do oponentów, nie do meritum sprawy. Wygra ten co głośniej i zrozumialej krzyczy i wali w oponenta, nie ten który temat bardziej szczegółowo drąży. Ludzie odwykli od informacji.
A wspólnym mianownikiem powinna być właśnie informacja, a nie barykada. I w tej kwestii w RP staje sie coraz gorzej. Przykład - polityka opierająca się na sloganach i walce. Nie dyskusji. Ale nazywamy to dyskusją. Bo społeczeństwo już od dawna nie wie co to takiego dyskusja. To juz skutek omawianego przeze mnie mechanizmu ogłupiania.
Nie mam zwyczaju wypowiadać się na temat rzeczy, ktorych nie rozumiem i o których nie mam pojęcia. Natomiast póki co mam taki feler, że zawsze walczę z nieścisłościami, zafałszowaniami niewiedzą i sterotypami w każdej kwestii w której mam cos do powiedzenia/wyjaśnienia. I niezależnie, czy będzie to dotyczyło metod wychowawczych, koordynacji rozkładów jazdy, filozofii, inzynierii ruchu drogowego, czy homoseksualizmu - jak będę miał coś do napisania, napiszę.
Bo ja w ten mechanizm nie chcę wejść, nie wejdę dopóki będę mógł.
I niespecjalnie sobie go zyczę w swoim otoczeniu. Moje prawo!
Również pozdrawiam.