Gazeta Praca pisze:
http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,4048485.html
Ponad 80 proc. homoseksualistów ukrywa w pracy swoje preferencje. 34 proc. z nich - przez cały czas i przed wszystkimi, dalsze 51 proc. ukrywa się, ale nie przed wszystkimi. Tylko 11 proc. może rozmawiać o życiu prywatnym tak swobodnie jak osoby heteroseksualne.
Bolesław K. pracował w Płocku jako sprzątacz. Został zmuszony do odejścia z pracy, twierdzi, że z powodu tego, że jest gejem. Zakazuje tego kodeks pracy, więc K. oddał sprawę do sadu. W pierwszej instancji przegrał, potem przez błąd pełnomocniczki (nie wniesienie opłaty) sąd nie przyjął apelacji. - To jedyna sprawa o dyskryminację w pracy z powodu orientacji seksualnej, o jakiej słyszałem - mówi Adam Bodnar z programu spraw precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która pomaga K.
A przecież problem istnieje. Statystyk zatrudnienia homoseksualistów nikt oczywiście nie prowadzi, a sami zainteresowani zazwyczaj ukrywają w pracy orientację seksualną. Ale - zakładając, że homoseksualiści to ok. 5 proc. populacji - można szacować, że w Polsce pracuje paręset tysięcy gejów i lesbijek.
Ofiarami dyskryminacji w pracy czuje się ok. 10 proc. ankietowanych - wynika z ogłoszonego w zeszłym tygodniu raportu z badań Kampanii przeciw Homofobii oraz stowarzyszenia Lambda nad sytuacją homoseksualistów w latach 2005-06. Najczęstsze przypadki to dodatkowe obowiązki, odmowa zatrudnienia, zwolnienie z pracy, odmowa awansu.
To wyniki niereprezentatywne. Ankiety dotarły przede wszystkim do tych gejów i lesbijek, którzy korzystają z internetu i chodzą do gejowskich lokali, a więc ludzi młodych, wykształconych, zamożnych, mieszkających w dużych miastach. Można więc założyć, że pozostali homoseksualiści są w jeszcze gorszej sytuacji.
A prawo dyskryminacji zakazuje. W styczniu 2004 r. weszła w życie nowelizacja kodeksu pracy, która zakazuje nierównego traktowania pracowników m.in. ze względu na orientację seksualną. Pracownik, którego prawa są naruszane, ma prawo domagać się odszkodowania. W ten sposób Polska dostosowała się do standardów unijnych. Ale w tej samej Polsce polityk szczebla rządowego - wiceminister edukacji - potrafi publicznie powiedzieć, że homoseksualiści nie powinni uczyć w szkołach, a jego partyjny kolega, także publicznie, wzywa do dyskryminacji homoseksualistów w pracy i nietolerancji wobec nich.
Ponad 80 proc. ankietowanych ukrywa w pracy swoje preferencje. 34 proc. z nich - przez cały czas i przed wszystkimi, dalsze 51 proc. ukrywa się, ale nie przed wszystkimi. Tylko 11 proc. respondentów mogło rozmawiać o życiu prywatnym tak swobodnie jak osoby heteroseksualne.
Jeśli nie chcą kłamać - milczą. Trudno im uczestniczyć w normalnych rozmowach kolegów i koleżanek o imprezach, wakacjach, dzieciach, wyjściach do kina, bo każda taka rozmowa grozi ujawnieniem. W rezultacie są na uboczu, izolują się od reszty pracowników. Czasem przeżywają koszmar. - Współpracownicy najpierw żartowali, że jestem gejem. Z czasem żarty zamieniły się w szturchnięcia, obmacywanie - co teoretycznie miało być śmieszne - i ataki słowne. Na porządku dziennym były zaczepki, później nawet groźby pobicia. Wszystko działo się na przestrzeni kilku tygodni. Rzuciłem tę pracę - wspomina pracę w magazynach firmy logistycznej jeden z badanych.
Po wypowiedzi wiceministra edukacji o nauczycielach homoseksualistach ich sytuację badał reporter "Dużego Formatu". Oto co usłyszał od 33-letniej Kamili, wychowawczyni w domu dziecka we Wrocławiu: - Kilka tygodni temu obcięłam włosy. Pani dyrektor wezwała mnie i powiedziała, że jej się to nie podoba, bo mam wygląd lesbijski. Nie zareagowałam, więc dodała, że muszę się liczyć z konsekwencjami. Zaproponowała rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron. Nie zgodziłam się i zagroziłam, że jeśli mnie zwolni, oskarżę ją o dyskryminację. Teraz czekam na jej reakcję. Boję się, że i tak mnie zwolni. Oczywiście nie za to, że jestem lesbijką, ale zawsze można znaleźć pretekst. Boję się, że jak zostanę zwolniona, to nigdzie nie znajdę pracy w swoim mieście, bo wszyscy dyrektorzy domów dziecka się znają.
Nasz dziennikarz zadzwonił też do pięciu szkół, które szukały nauczyciela. Wszędzie podał się za geja. Tylko w jednym miejscu nie stanowiło to problemu. W pozostałych czterech początkowy entuzjazm - że znalazł się nauczyciel - zniknął.