Nie, po prostu marudzenie na komunikację na Tarchodworach jest nieznośne. Tak, to prawda, że wszędzie jest daleko.
Czy ja marudziłem na komunikację?
Powiedziałem komunikacja zbiorowa jest na Białołęce dobra i jest fajną alternatywą dla pewnego segmentu mieszkańców - tych którzy mogą poświęcić czas na dojazdy.
To jest dalekie od marudzenia. KwZ cały czas nie odbierasz że są pewne grupy ludzi dla których zbiorkom nie będzie ofertą. Nie można tych ludzi traktować jako mieszkańców 2-3 kategorii tylko z tego powodu że korzystają z samochodu a nie zbiorkomu (a tu na forum często jest to wręcz lobbowane - "wyrzućmy ich z miasta", "uniemożliwmy im dostęp", "maskom jest świętością").
Bądźmy realistami.
Wolfchen
Masz 503, 509, 510 - to z samych Nowodworów. Do tego jeszcze 126 dookoła świata, ale jednak. Dojeżdżając 516 na Żerań czy 101 na Młociny masz bardzo dużo możliwych kombinacji.

Wolfchenie. Powiem otwarcie. Ja pracuję na 2 etatach i mam 3 kursy w międzyczasie.
Naprawdę nie mam czasu na "kombinacje komunikacyjne".
W ciągu 30 minut które czekałbym na przesiadkach mogę wystawić ludziom faktury, wysłać towar na poczcie, umówić sobie rozmowę z klientem.
I co w takim wypadku?
Gdybym pracował na 1 etat i czysty grafik to prawdopodobnie ta stracona godzina dojazdu z Białołęki do centrum nie miałaby dla mnie znaczenia, niestety jest inaczej...
Dziś się cieszę (mam w sumie wolne przedpołudnie) ale co z tego skoro wiem że za 2 godziny muszę jechać do klienta, a do tego mam świadomość że ok 16 muszę jechać do innej części miasta do pracy na 4 godziny żeby móc się ogarnąć z pracą którą muszę wykonać dla klienta w poniedziałek?
I powiedz mi w jaki sposób miałbym hipotetycznie (bo mieszkam w innym miejscu) podróżować komunikacją zbiorową z Białołęki? (godzina do śródmieścia, później kolejna godzina do kolejnego miejsca, żeby koniec końców z Okęcia po 21 w sobotę wlec się na Nowodwory?). Samymi dojazdami i przesiadkami straciłbym ok 3-3,5h z dnia (czyli drugie tyle ile posiedzę w firmie).
Póki co w Centrum jest eldorado dla kierowców. Znalezienie miejsca do parkowania to max 10 min.
Zależy dla jakich kierowców. System parkometrów najczęściej "czesze" małych przedsiębiorców realizujących usługi w centrum - i w skali miesiąca potrafią być to konkretne pieniądze (co jest chore w sytuacji gdy lawinowo rośnie bezrobocie i zamykane są firmy), duże koncerny mają parkingi w budynkach biurowych więc Ci ludzie praktycznie nie płacą za parkowanie w ciągu dnia (z kolei po 18 panowie managerowie i prezesi parkują pod knajpami za free).
Tak więc eldorado dla jednych, koszty dla drugich.
Na razie nie mamy obwodnic, a wbrew pozorom nie wszyscy jadą do Centrum. Wiele osób przejeżdża codziennie pół miasta, a przez brak obwodnic jeżdżą często przez Centrum.
Tutaj bardzo poważny problem z którym miasto nic w sumie nie robi. Warszawa jest miastem podzielonym przez torowiska. Wola-Ursus, Okęcie-Mokotów., Ochota-Włochy, wspomniana Marsa.
Efektem czego ktoś kto chce dojechać np. z Okęcia na Mokotów czy nawet na Ochotę musi się pchać w 1-2 wąskie gardła i ruch się zapycha - jedyne co słychać to bluzganie na samochody, ale nikt nie wspomni że przydałby się kolejny wiadukt nad torami...
Problem rodzi się nie na węźle a często na skrzyżowaniach przed/za. Co z tego, że na Marsa są piękne przelotówki i pasy jak zaraz masz wiadukt nad torami i dwa wąskie pasy?
Problemem na Marsa nie są dwa pasy, problemem jest to że nie ma w pobliżu praktycznie alternatywnej trasy.
A co do skrzyżowania. Nie budowano go dla Al. Marsa ale przez wzgląd na to że w tym miejscu były koszmarne korki na wylotówce z Wawy.
Proponuję chwilę refleksji, co by było, gdyby z transportu zbiorowego wszyscy nagle przenieśli się do tego "najszybszego" samochodu
Glonojadzie. Obawiam się że Twoja propozycja zaskoczyłaby nawet Ciebie.
Opisana sytuacja spowodowałaby praktycznie rewolucję w obecnym okładzie ekonomicznym miasta - byłby to koniec sytuacji podziału na centrum i sypialnie. Firmy wychodziłyby ze śródmieścia w stronę swoich odbiorców a ludzie nie jeździliby bezsensownie przez całe miasto - na co obecnie trwa moda (w dużej mierze dzięki nielimitowanemu dostępowi do zbiorkomu jaki oferują bilety abonamentowe)...
Generalnie miasto w ciągu 2-3 lat byłoby kompletnie inne i ludzie zaczęliby myśleć innymi schematami (bo nie opłacałoby się nikomu jeździć do pracy np. z Białołęki na Mokotów czy Ursynów).
Osobiście wiele z tych konsekwencji bardzo chętnie bym zobaczył.
Wracając jednak do rzeczywistości Glonojadzie. Nikt nie mówi o kasowaniu komunikacji zbiorowej, ale nie można rzucać skrajnościami (równie dobrze ktoś mógłby zacząć gdybać co by było gdyby uniemożliwiono wjazd do miasta samochodom - a byłby monopol komunikacyjno-dostawczy ZTM i drożyzna nieproporcjonalna do oferowanych usług).
O tym wszystkim świadczy zresztą efektywność licznych, kosztownych a boleśnie realizowanych inwestycji drogowych, które nie rozwiązały żadnego problemu ostatnio a wydane na inny środek transportu pomogłyby wiele.
Jeśli lat 30 nie zrobiło niczego w kwestii inwestycji drogowych poza kosmetycznymi poprawkami i stawianiem świateł to takie są konsekwencje.
Węzły takie jak Marsa czy Łopuszańska są potrzebne, problemem jest tylko to że są one budowane wybiórczo - jak choćby na Modlińskiej, gdzie przy okazji mostu północnego zbudowano wiadukty tylko po to by samochody stały w korku 100m dalej na Ekspersowej.
Więc to zbiorkom powoduje, że samochód jest szybszy: to zasługa istnienia zbiorkomu, a nie zaleta samochodu!
I tak i nie. Nie da się ukryć. Komunikacja ma swoje plusy i nikt im nie zaprzeczy. Nie sądzę jednak by był to powód do licytowania się co dzięki czemu i dlaczego...
Każdy z tych środków transportu ma swoje plusy i minusy. To użytkownik decyduje co jest dla niego priorytetem.
Potrzebne są jednak porządne i dobrze przemyślane drogi, a nie węzeł Łopuszańska, który nie wiadomo po co wybudowano, skoro korki jak były, tak są nadal.
Wybudowano go choćby dlatego że za rok bedzie tam jeszcze węzeł z obwodnicą miasta i poprawi to wyjazd do Pruszkowa, pomijając już fakt że zmniejsza on znacznie problem z wjazdem w Łopuszańską, dziś da się tam przejechać, zanim to wybudowali na tym skrzyżowaniu potrafiłem stać 4 cykle zanim dojechałem do skrętu.
A jednak jeździ.
KwZ - ze wszystkim można powiedzieć że "jednak jeździ".
Co jeśli zobaczysz "tylny numerek"? Czekasz na następny?
To kosztuje czas.