BJ pisze:Co do postów Delfina...
Co do postów Delfina, to widać że ma on nabytą wielką kulturę poszanowania przepisów. Generalnie to bardzo dobrze, sam staram się w sobie zaszczepić coś takiego (nie przechodzę na czerwonym świetle, nie wyrzucam śmieci gdzie indziej niż do kosza, przestrzegam ograniczeń prędkości).
Właściwie powinienem jednak powiedzieć, że mi to nie wychodzi - w takim ujęciu, w jakim odbiera to Delfino. Po prostu - widzę dwie ważne sprawy:
- za pomocą przepisów nie można zdefiniować wszystkiego, czasem trzeba się kierować zdrowym rozsądkiem (mówię tu na przykład o tym, że przejście na czerwonym świetle gdy na horyzoncie nie widać ani śladu samochodu nie wykracza w żaden sposób poza normy, które staram się sobie narzucać);
- przepisy często są idiotyczne. Tak, można na to odpowiedzieć "frazesy", lecz niestety to prawda. Szczególnie jeśli chodzi o ograniczenia prędkości. Właśnie te idiotycznie ustawiane ograniczenia sprawiają, że w skrajnych sytuacjach zdarzało mi się przekraczać prędkość niemal o 50km/h mimo że mam ochotę przestrzegać przepisów.
BJ pisze:Dużo natomiast jeżdżę samochodem jako pasażer z wieloma osobami - od osób 30 lat ode mnie starszych do moich ~rówieśników - i jedyne, co zauważyłem to to, że większość z nich w ogóle nie patrzy na ograniczenia prędkości, tylko po prostu to oczywiste, że na Wąwozowej nie jedzie szybciej niż 60-70 (jeśli jest pusto), a na Przyczółkowej - jeśli warunki pozwalają - jedzie te 100-120.
Nie pamiętam, czy jechałeś ze mną samochodem, w każdym razie - trudno mi określić, czy zaliczam się do tej większości, czy może jednak nie.
Gdy jadę ulicą, której nie znam, zwykle przestrzegam ograniczeń, bo nie wiem, czy przypadkiem nie jest ono akurat ustawione sensownie. Inaczej ma się rzecz w przypadku dróg, którymi jeżdżę często, które całkiem nieźle znam. Gdy mi się nie spieszy, staram się przestrzegać ograniczenia i nie przekraczać go nawet o 1km/h (choć w niektórych przypadkach jest to cholernie trudne, np. jazda tunelem Wisłostrady 50km/h w środku nocy...). Gdy się spieszę, pozwalam sobie na więcej, choć i tak prawie nigdy nie jadę więcej niż +20 do ograniczenia.
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że samochodem poruszam się często w godzinach 22-6, a więc wtedy, kiedy część sygnalizacji nie działa a ruch jest minimalny. Wtedy, gdy wszyscy wokół szaleją, czuję się jak jeden jedyny przepisowy człowiek w okolicy i daje mi to jakąś satysfakcję. Nie zmienia to oczywiście faktu, że często chętnie pojechałbym więcej i nie uważam tego za niebezpieczne (np. Wisłostrada, gdzie nocą bez problemu mogłoby być ograniczenie nawet do 100km/h). Aha, często to właśnie ja swoją wolną jazdą - wybijaniem się z normy - zwracam uwagę Policji (choć jeszcze nigdy mnie z tego powodu nie zatrzymano).