Trwa lustracja Pałacu Kultury
Dominika Olszewska, Tomasz Urzykowski2007-01-19, ostatnia aktualizacja 2007-01-19 20:15
Wicewojewoda Jacek Sasin (PiS) bada akta Pałacu Kultury po tym, gdy jego przełożony zablokował decyzję o wpisie "daru Stalina" do rejestru zabytków, bo "to sprawa kontrowersyjna". Lewica zapowiada pikiety, by "bronić Pałac przez zakusami polityków PiS".
Fot.Bartosz Bobkowski / AG
O tym, że górujący przez pół wieku nad Warszawą socrealistyczny wieżowiec znajdzie się w rejestrze zabytków, piszemy od kilku dni. Wojewódzki konserwator miał podpisać stosowną decyzję do 18 stycznia. Jednak nowy wojewoda Wojciech Dąbrowski (PiS) wstrzymał w czwartek całą procedurę. Teraz akta sprawy bada jego zastępca Jacek Sasin. - Są w nich poważne braki. Nie ma opinii właściciela, czyli miasta - mówi z niepokojem.
Bitwa o Salę Kongresową
Zachowanie Jacka Sasina może dziwić, bo był dotychczas gorącym orędownikiem uznania PKiN-u za zabytek. Teraz dopadły go wątpliwości. - Mam prawo zbadać dokumenty. Kilka dni opóźnienia nie zrobi różnicy. Przecież Pałac ma się doskonale i nic mu nie grozi - argumentuje. - Prywatnie uważam, że nie powinno się zmieniać jego wnętrz. Ale jako wojewoda nie mówię ani tak, ani nie.
Takiego obrotu sprawy nie spodziewał się Maciej Czeredys, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków (od kilku miesięcy kieruje urzędem). - Jestem zaskoczony. Decyzja o wpisie Pałacu do rejestru jest solidnie uzasadniona - mówi. - Ale skoro mój przełożony chce się zapoznać z aktami sprawy, nie mogłem odmówić. Jednak moje decyzje może oceniać tylko minister kultury, a w sprawie Pałacu Kultury stanowiska nie zmienię.
Zdenerwowania nie kryje prezes zarządu PKiN-u: - Sytuacja jest patowa. Muszę szybko przygotować remont widowni Sali Kongresowej i ogłosić przetarg, by prace mogły zacząć się w lipcu. Całe to zamieszanie grozi tym, że ta inwestycja nie uda się w tym roku.
Gdyby Pałac Kultury znalazł się w rejestrze zabytków, Sala Kongresowa byłaby pod ochroną, a jej widownia zachowała oryginalny wygląd. W innym przypadku musiałaby być przebudowana według unijnych norm - oznaczałoby to rozsunięcie rzędów, powiększenie foteli, likwidację 500-700 miejsc, a w rezultacie zniszczenie Sali Kongresowej.
Dzieło sztuki czy popłuczyna?
Za nadaniem pałacowi rangi zabytku opowiedziała się Społeczna Rada Ochrony Dziedzictwa Kulturowego przy prezydencie Warszawy. Jej szef prof. Andrzej Tomaszewski argumentuje: - To wybitny przykład architektury socrealizmu. Nawet w dawnym Związku Radzieckim trudno znaleźć obiekty równie wysokiej klasy. We wnętrzach znajdziemy dzieła polskich artystów: malarstwo ścienne, meble projektowane m.in. przez Jana Bogusławskiego, ceramiczne żyrandole i szklane kinkiety z polskich hut.
Wstrzymanie decyzji przez wojewodę ucieszyło za to grupę profesorów związanych z Komitetem Architektury i Urbanistyki PAN. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, urząd wojewódzki zapewnił ich wczoraj, że PKiN zabytkiem na pewno nie będzie. - Jesteśmy gorącymi przeciwnikami ochrony tego gmachu. Architektura Pałacu Kultury to popłuczyna po przedwojennych amerykańskich wieżowcach przyrządzona na radziecką modłę - mówi prof. Krzysztof Pawłowski.
Walkę o PKiN zapowiadają politycy SLD. - Będziemy pikietować i obronimy Pałac przed zakusami polityków PiS. Muszą pogodzić się z tym, że dar Józefa Stalina jest jednym z symboli Warszawy - zapowiada stołeczny radny Tomasz Sybliski, szef warszawskiego Sojuszu.
Do sprawy bez emocji podchodzi tylko prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO). - Nie mam zdania na ten temat. Trochę martwią mnie plany wpisania Pałacu do rejestru, bo rozważałam przebudowę wnętrz na biura open-space, by przenieść tam ratusz. Pogodzę się jednak z decyzją konserwatora.
Jacek Sasin zapowiada, że badanie dokumentów zakończy w poniedziałek. - Wtedy porozmawiam z konserwatorem. Nie zamierzam jednak wpływać na jego decyzję - zapewnia.