A teraz o polityce... (tej krajowej)

Moderator: Szeregowy_Równoległy

Awatar użytkownika
person
(geograf)
Posty: 9872
Rejestracja: 15 gru 2005, 2:45
Lokalizacja: z szafy

Post autor: person » 20 gru 2006, 15:47

Jeszcze jedna święta krowa cytowana przez Wyborczą
Abp warszawsko-praski i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu Leszek Sławoj Głódź, odnosząc się do inicjatywy poselskiej, powiedział: - Niech murarz buduje mieszkania, krawiec szyje ubrania, a posłowie niech nie wtrącają się do tego, na czym się nie znają.

- Posłowie powinni się modlić i pokutować, to im na dobrze wyjdzie - dodał.
Przypominam, że mamy konstytucyjny rozdział Państwa od Kościoła.
A próbę tłumaczenia obecnych poczyniach "przedwojennymi apelami" uważam za dobry żart. Apele monopolizacji i nacjonalizacji polskiej gospodarki (i inne) też mamy wcielać w życie? O, przepraszam. Przecież to już sie dzieje;)

Awatar użytkownika
Emdegger
Posty: 1687
Rejestracja: 24 wrz 2006, 12:30
Lokalizacja: z kobiety
Kontakt:

Post autor: Emdegger » 21 gru 2006, 0:53

Niezłe jajca :D . Ja tylko przypominam, że strącenie Stanisława Augusta Poniatowskiego z nie intronizowanego powtórnie tronu nie tak dawno już wałkowano w sejmie. Mam na myśli oczywiście koncept Krzaklewskiego, który w czasie opracowywania Konstytucji RP domagał się właśnie takiego zapisu. Kołom konserwatywno-monarchistycznym, jak i środowisku "TS" nie za bardzo pasowała chyba narodowość kandydata ;-) . Prymas Hlond nie ma tu nic do rzeczy. Zresztą i tak już raz w historii wyszło na jego. Uporczywie molestował Walerego Sławka dzięki czemu konstytucja kwietniowa zawiera znany i nie stosowany w ustawach zasadniczych krajów cywilizowanych passus...(a że Sanacji to było na rękę w celu uniknięcia odpowiedzialności legislacyjnej to już insza sprawa).
"Coś ci powiem chłopcze! Gdy będziesz wracał do domu dziś wieczór, a jakiś psychopata rzuci się na ciebie z garścią malin, nie przyłaź mi tutaj skomleć." - John Cleese

Awatar użytkownika
person
(geograf)
Posty: 9872
Rejestracja: 15 gru 2005, 2:45
Lokalizacja: z szafy

Post autor: person » 21 gru 2006, 22:15

Okazuje się, że najpewniej Marcinkiewicz zostanie prezesem banku PKO BP, a właściwie p.o. prezesa.
Partia nie daje swoim członkom zginąć. Tylko ile życia można być p.o.?

Awatar użytkownika
Paweł_K
Taki ligowy Bełchatów
Posty: 5048
Rejestracja: 13 gru 2005, 23:12
Lokalizacja: W-wa Gocławek (HQ)
Kontakt:

Post autor: Paweł_K » 22 gru 2006, 9:05

Oj można. A z jaką swadą wczoraj pan Obiecankiewicz w programie "Co z tą Polską" udowadniał swoje doświadczenie i kompetencje predysponujące go do objęcia tego stanowiska... Podejrzewam że umiałby taką śpiewkę rzucić przy okazji każdego stanowiska, które miałby objąć. Prezes TVP - nie ma problemu, przecież jest fizykiem i wie jak się rozchodzą fale telewizyjne. Prezes PKP - proszę bardzo, przecież sam uruchomił pociągi do Gorzowa. Prezes Jakiejkolwiek Innej SSP, Minister Jakiegokolwiek Resortu - oczywiście, przecież Kazik to skarb istny, nieskończone źródło kompetencji, skarbnica wiedzy.... ](*,)
And if the band you're in starts playing different tunes
I'll see you on the dark side of the moon

Richard Wright 1943-2008 - Shine on, you crazy diamond...

Awatar użytkownika
MZ
Słońce Radomia
Posty: 8450
Rejestracja: 15 gru 2005, 14:25
Lokalizacja: Radom
Kontakt:

Post autor: MZ » 09 sty 2007, 13:09

:arrow: Wassermann, Gosiewski, a teraz Suski...
GW pisze:Czy poseł PiS Marek Suski pomoże w elektryfikacji gospodarstwa Janusza Rewińskiego?

Iwona Szpala, ostatnia aktualizacja 2007-01-08 21:53

Janusz Rewiński, "aktor, rolnik i poseł na Sejm I kadencji III Rzeczpospolitej", chce, by Marek Suski, poseł PiS, pomógł w elektryfikacji jego gospodarstwa. Zanim zdecydował się prosić o pomoc przedstawiciela partii rządzącej, przez dwa lata zmagał się z zakładem energetycznym.

Sprawa wygląda tak: znany satyryk Janusz Rewiński od dwóch lat jest też rolnikiem. Gospodarzy 50 km od Warszawy. Jako "polski rolnik" zabiega w mińskim Zakładzie Energetycznym Warszawa Teren o to, by ten podłączył jego działkę do prądu. Bez efektów.

"W odległości 200 m od mojej działki rolnej stoi słup zasilający sąsiednie gospodarstwo" - pisze do posła Marka Suskiego, i dalej: "W ciągu dwóch lat ponoszę nieuzasadnione moim zdaniem koszty na rzecz spółki Orlen oraz spółek sprzedających gaz w butlach". Jak nam wyjaśnia, by utrzymać w gospodarstwie bez prądu krowy, konie, kozy oraz owce, musi korzystać z agregatu i promienników gazowych.

Dlaczego zwrócił się z interwencją do posła mazowieckiego PiS? - Pan Marek Suski zasiada w komisji skarbu, której podlegają państwowe spółki - wyjaśnia Janusz Rewiński.

Suski nie był pierwszym adresatem. Rewiński próbował się wcześniej dostać do Michała Krupińskiego, podsekretarza stanu w Ministerstwie Skarbu. Ale poniósł fiasko. Wszystko przez sekretarki. - Spotkałem się z ich zaporową działalnością - opisuje.

O problemach z elektryfikacją poinformował także Kancelarię Prezydenta. Tam potraktowano go lepiej, bo dostał odpowiedź, że pismo przyjęto.

Główne zadanie ma teraz przed sobą Marek Suski oraz resort skarbu, któremu podlegają państwowe spółki. Autor pisma chce, by sprawdzić, czy zakład energetyczny nie łamie prawa, nie występują "w tym wypadku mechanizmy korupcyjne", zaś cała sprawa "nie nosi znamion działania na szkodę spółki". - Skoro od dwóch lat nie chcą na mnie zarobić, a ja kupuję od Orlenu rosyjską ropę - argumentuje satyryk.

Marek Suski nie kryje, że ze względu na okoliczności początkowo podszedł do sprawy z dystansem.

- Zadzwonił pan Janusz Rewiński i domagał się natychmiastowej pomocy, tak bez kolejki, ponad innymi obywatelami. Po nim odezwali się dziennikarze. Podejrzewałem, że jestem wkręcany w program satyryczny typu "Mamy cię". Zresztą ciągle wietrzę jakiś podstęp. No, nie wiem...

Mimo tych obiekcji zdecydował się Rewińskiego przyjąć. Tyle, że przed ewentualną interwencją w zakładzie energetycznym musi zobaczyć dokumenty historii walki o elektryfikację. A tych nie dostał.

Ostrożnie też traktuje sugestię o korupcji.

- Poseł jest częścią administracji. Przecież nie będę kąsał na ślepo - mówi. - Czy może mam zadzwonić do zakładu energetycznego i powiedzieć: "Janusz ma u was problem"?

- To panowie są na "ty"? - pytam. - Nie, ale pana Rewińskiego znają wszyscy. Zresztą on może mówić mi na "ty", jeśli chce - deklaruje się poseł.

Dziś jeszcze nie potrafi powiedzieć, czy rzecz załatwi po myśli "polskiego rolnika". Ale zgłoszenie traktuje z pełną powagą. - To jak na wojnie - ktoś strzela, Pan Bóg kule nosi. Tu poseł nosi pisma - stwierdza filozoficznie. - A co będzie, zobaczymy.

Ze swojego doświadczenia wie, że argumenty na swoją obronę mają dwie strony sporu. Czasami ludzie żądają rzeczy niemożliwych. - Tak jak jedna pani, która chciała, bym pomógł jej w problemach z niewiernym mężem - wspomina.

Tm
Posty: 7492
Rejestracja: 13 gru 2005, 21:27
Lokalizacja: Boskie Buenos

Post autor: Tm » 10 sty 2007, 18:53

wklejam tyleż długi co ciekawy artykuł (felieton?) z pierwszej strony dzisiejszego Dziennika
Dziennik pisze:Maciej Rybiński oskarża ojców III RP
2007-01-09 22:07 Aktualizacja: 2007-01-10 09:07

Koniec Polski Kiszczaka i Michnika

W niedzielę 7 stycznia 2007 roku skończyła się III Rzeczpospolita. Skończyła się Polska postkomunistyczna, tymczasowe rusztowanie zbudowane przy Okrągłym Stole, a może w Magdalence, a może jeszcze gdzie indziej - pisze w DZIENNIKU publicysta Maciej Rybiński.

Twór tymczasowy, przejściowy i pokraczny, trwający nad miarę długo, urągający swym istnieniem logice, poczuciu moralnemu i zwykłej przyzwoitości. Pozorna demokracja, w której jednym z najważniejszych instrumentów nacisku i władzy były informacje ukryte przed obywatelami dokonującymi pozornie demokratycznych wyborów. Informacje na temat nieodległej przeszłości naszych biskupów, polityków, sędziów... Ludzie, którzy dysponowali kompromitującymi informacjami, mogli mieć na naszych reprezentantów większy wpływ niż my, którzyśmy ich wybierali, albo którzy traktowaliśmy ich jako nasze duchowe autorytety – jeśli byli np. hierarchami polskiego Kościoła.

Wstyd przyznać, ale nie zburzyliśmy tej konstrukcji sami. Może byliśmy zbyt bojaźliwi, zbyt słabi, a na pewno omamieni. Jednym dekretem Polskę opartą na zrównaniu komunistów i antykomunistów, równouprawnieniu ofiar i katów, moralnej równości zdrajców i niezłomnych zburzył z dalekiego Watykanu Ojciec Święty Benedykt XVI, orzekając, że agent SB nie może być arcybiskupem metropolitą warszawskim.

Mamy za sobą 17 lat kłamstwa, przeciw którym wystarczyła jedna noc papieża studiującego dokumenty Stanisława Wielgusa zachowane w Instytucie Pamięci Narodowej i wydającego natychmiastowy werdykt moralny: agent bezpieki nie może być następcą Wyszyńskiego na tronie metropolitalnym stolicy kraju, który wydał Karola Wojtyłę i Jerzego Popiełuszkę. Kraju, który był ojczyzną "Solidarności", nadzieją wolnego świata, a który po 17 latach III RP zdegenerował się w ubecki skansen, gdzie życie moralne i intelektualne zastąpiła świecka kazuistyka politycznych krętaczy.

Niedobitki inteligencji polskiej, tej rozstrzelanej w Katyniu, poległej w Powstaniu Warszawskim, puszczonej z dymem w kacetach i zamęczonej w piwnicach UB i Informacji Wojskowej nie znalazły w sobie dość siły, aby przeprowadzić po 1989 roku operację najprostszą i najbardziej konieczną przy tworzeniu zrębów wolnościowej demokracji - operację "Prawda". Kto się wyłamywał ze zmowy i ugody z kłamstwem, był stygmatyzowany jako wróg pokoju społecznego, postępu, cywilizacji i kultury.

Od ostatniej niedzieli powrotu do tej sytuacji już nie ma. Polska stoi w przede dniu rewolucji. Nie rewolucji szubienic, krwi, odwetu, niewinnych ofiar rozszalałych szwadronów śmierci, jak nam to wmawiano, tylko rewolucji moralnej polegającej na odkrywaniu prawdy, przywracaniu właściwej hierarchii wartościom i prawdziwego znaczenia słowom. Tylko tyle i aż tyle. Polska, jaka się z tej rewolucji wyłoni, nie musi być IV Rzeczpospolitą, ale na pewno nie będzie już PRL i pół. Starajmy się i wierzmy, aby była po prostu Rzeczpospolitą, prawowitym dzieckiem naszej tysiącletniej historii.

Młodzi ludzie patrzą na nasze pokolenie, pokolenie ich rodziców i dziadków, którzy przeżywszy świadomie PRL, współkształtowali ostatnie 17 lat. Patrzą na nas i pytają coraz głośniej: jak to się stało, że niedawna przeszłość, nasz ciągle żywy fragment historii Polski została przed nimi utajniona tak głęboko? Że zepchnięto ją w poświadomość do tego stopnia, iż uchylenie małego rąbka wiedzy tajemnej otwiera dzisiaj czeluście piekielne. Wywołuje skandal na skalę nie tylko Polski, ale na skalę Kościoła powszechnego. Jak to się stało, że podstawowa wiedza o komunistycznej przeszłości, działalności bezpieki, dziejach zdrad i upodlenia została zrównana z pornografią. Zohydzona i zakazana.

Boję się, że młodzi ludzie niczego z tej sytuacji nie rozumieją. A należy im się prawdziwa i rzetelna odpowiedź. Do jej udzielenia nie potrzeba, jak do lustracji, ani ustawy, ani instytutu naukowego, ani podpisu prezydenta. Potrzeba autorefleksji, uczciwości i nazwania osobiście odpowiedzialnych za zbudowanie chorej, wypaczonej atmosfery moralnej. Ludzi, którzy nie są na szczęście chronieni jak dawni TW przepisami prawa.

Nie mam zamiaru, dłużej już nie można, jeśli Polska ma być normalnym krajem, stosować wykrętów - głównym udziałowcem budowy tego gmachu zakłamania jest redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik. Autor napisanej w więzieniu i wydanej w PRL-owskim podziemiu książki "Z dziejów honoru w Polsce", który w wolnej Rzeczpospolitej uznał za ludzi honoru swoich oprawców. Niestety, nie tylko swoich. Oprawców nas wszystkich. Uznał ich za takich, bo postanowił podzielić się z nimi władzą nad III RP.

Po tym, jak ludzie generała Kiszczaka zniszczyli część archiwów - przy tym je kopiując dla własnego użytku, to właśnie Adam Michnik zamykał usta wszystkim, którzy domagali się prawdy o przeszłości swoich politycznych i duchowych autorytetów. To on wbijał w głowy Polaków kilka lustracyjnych kłamstw: że teczki nie są ważne, że materiały, które mogą zniszczyć i skompromitować najważniejsze autorytety nowej Polski - w ogóle nie istnieją. Że przeszłość w żaden sposób nie oddziałuje na polityczne i etyczne wybory współczesnych polskich elit.

Powtarzał tezy, o których wiedział, że są fałszywe. Ale powtarzał je, bo w ten sposób mógł uczestniczyć w sprawowaniu władzy nad III RP. I wszystkie te dogmaty fanatycznej, antylustracyjnej wiary zostały obalone jedną decyzją. Decyzją Benedykta XVI w sprawie abp. Wielgusa. Prawda o przeszłości powróciła i obaliła fałszywe autorytety.

Fundamentem postkomunistycznej Polski przez ostatnich 17 lat były piętrowe kłamstwa. Naczelnym z nich było kłamstwo o nieważności historii, o konieczności patrzenia tylko w przyszłość, która jest możliwa bez poznania prawdy o przeszłości, bez uwolnienia się od jej ciężaru. Była to teza postawiona z całkowitym cynizmem, z pełną świadomością, że ten, kto ma władzę nad historią, ma też władzę nad teraźniejszością i przyszłością.

Ci, którzy nawoływali do powszechnej amnezji, sami dysponowali wiedzą o przeszłości, wiedzą teczek, która umożliwiała im panowanie. Bo gra teczkami nie była wynalazkiem "pokątnych historyków" jak nazywano (a to określenie jeszcze najłagodniejsze) historyków z Instytutu Pamięci Narodowej. Ludzi lepiej wykształconych, lepiej przygotowanych do badania przeszłości niż oskarający ich i obrzucający wyzwiskami publicyści "Gazety Wyborczej" - łącznie z jej redaktorem naczelnym.

Tymczasem esbeckimi teczkami w III RP grano od początku jej istnienia. Teczki miały być narzędziem wymuszania posłuszeństwa u wszystkich, których życiorysy lub ich fragmenty były tam zawarte. Skuteczność tej gry teczkami mogło gwarantować tylko ich wiekuiste utajnienie. Z wyłączeniem grupy wtajemniczonych, mogących dzięki temu zastępować w przypadku polityków normalny, demokratyczny, selekcyjny tok wyborów, ocen obywatelskich i odpowiedzialności przed społeczeństwem.

A co myśmy robili przez te 17 lat? Cierpieliśmy. Jęczeliśmy - mam na myśli te setki, może tysiące artykułów o niemożności, niewłaściwości i amoralności lustracji. Nauczyliśmy się żyć w niewoli neurotycznych lęków i fobii grupy maniaków ideowych, zwanej środowiskiem "Gazety Wyborczej", której przywódca uroił sobie, że dekomunizacja i lustracja otworzą drogę do zawładnięcia Polską przez najbardziej obskuranckie i ksenofobiczne siły wstecznego katolicyzmu. Albo lustracja, albo Ciemnogród, stosy, polowania na czarownice - taki był prostacki manicheizm Adama Michnika. Albo Europa i postęp, albo kruchta i teczki.

Bo władza sprawowana za pomocą teczek, za pomocą powszechnej amnezji, za pomocą strachu przed przeszłością była tylko środkiem do ideologicznego celu. Michnikowi zamarzyła się wolna Polska jako społeczeństwo homogeniczne ideowo. Bez podziałów, bez dyskusji, bez fermentu, a przede wszystkim bez ocen historycznych. W drodze do tego ideału po drodze było mu z każdym, kto go uznał za Arcykapłana i dzielił z nim jego wiarę. Był to przede wszystkim dawny aparat partyjny i aparat bezpieczeństwa. Dla nich ideologiczny fanatyzm był polisą na życie. A właściwie nie na życie, bo w 1989 nikt nie chciał stawiać w Polsce szubienic. Antylustracyjny fanatyzm Michnika był dla dawnych esbeków i aparatczyków polisą na zachowanie przez nich władzy i własności. Dawał im gwarancję, że pozostaną elitą III RP.

Religia wymaga przynajmniej pozorów jakiejś konstrukcji etycznej. I Michnik ją stworzył: w sylwestrowym numerze "GW" z roku 2000 dał jej wykład, opierający się na dwóch zasadach. Po pierwsze prawda jest relatywna. Po drugie postępki ludzkie należy oceniać wyłącznie po ich deklarowanych motywach, nigdy po skutkach. Jasne, że skoro donosicielstwo i zdrada są tylko relatywne, a poczciwe intencje usprawiedliwiają tragiczne skutki, lustracja nie ma żadnego sensu. Zwłaszcza moralnego.

Religia potrzebuje też dogmatów. W słynnym wspólnym artykule Michnika i Włodzimierza Cimoszewicza autorzy zaproponowali ustalenie zestawu dogmatów, wedle których będzie się na wieki wieków amen opisywać dzieje PRL. W imię pokoju społecznego i miłości bliźniego przestanie się oddzielać ziarno od plew, zdrajców od bohaterów, wszystko stanie się szare. A ponieważ szlachetny apel nie odniósł spodziewanych skutków, Michnik dobrawszy sobie do pomocy znawcę tematu generała Czesława Kiszczaka, dał w kwietniu 2001 na 14 stronach bitego druku w "Gazecie Wyborczej" kodeks dogmatyczny najnowszej historii Polski.

Najważniejsze paragrafy: orientacja akowska nie miała żadnej realistycznej propozycji dla Polski, a wobec komunistów nie było alternatywy; są chwile, kiedy władza musi strzelać do robotników, aby ocalić społeczny porządek; w Polsce międzywojennej więźniów politycznych było więcej niż w PRL; lustracja krzywdziłaby uczciwych ludzi.

W tych czasach arcykapłaństwo Michnika sięgało już świętości. W maju roku 2000 Adam Michnik, wezwany na świadka do Sądu Lustracyjnego, odmówił wypowiedzi dla prasy w obecności dziennikarza PAP, gdyż PAP nie stosowała się dość dokładnie do zasad kultu. Mając religię, Arcykapłana, dogmaty i zasady etyczne, ten kościół antylustracyjny atakował bez litości każdego, kto pozwolił sobie podważać kanony nowej wiary. Wiary w lepszą przyszłość bez archiwów, lustracji i bez historii. Kto oponował przeciwko kolektywizmowi myślenia, a przede wszystkim jego najobrzdliwszej odmianie, mieszance kolektywizmu z egocentryzmem był potępiany za herezję i niszczony.

Dzisiaj, w dniach afery abp. Wielgusa, całe pokolenie wychowane przez "Gazetę Wyborczą" zobaczyło, że świat zbudowany dla nich przez Czesława Kiszczaka i Adama Michnika był kłamstwem. Nie otwierał nas na zachodnią demokrację, ale od niej izolował. Dzisiaj cały świat - począwszy od dziennikarzy lewicowego "Liberation" po publicystów konserwatywnego "Corriere de la Sera" - pyta Polaków: jak było możliwe, by w kraju "Solidarności" i Jana Pawła II ktoś mógł za wszelką cenę bronić agenta SB jako moralnego autorytetu, jako człowieka godnego, by przewodzić polskiemu Kościołowi? To nie są pytania do nas, to są pytania do Adama Michnika i Czesława Kiszczaka. Niech na nie odpowiedzą. Bo to oni bronili honoru i pozycji takich ludzi w polskim Kościele, w polskiej polityce, w polskiej kulturze. Bronili agentów SB, niszcząc ich akta, manipulując nimi, zabraniając zadawania pytań o ich przeszłość.

Jaki jest efekt tych działań, mogliśmy usłyszeć w niedzielę w katedrze Świętego Jana i zobaczyć przed katedrą. Najgorliwszymi zwolennikami kościoła antylustracyjnego, gotowymi poprzebijać parasolami Żydów i masonów ośmielających się grzebać w teczkach, są ci, przeciwko którym całą tę ideologię budowano. Ciemnogród, tłum dewotek i dewotów, niektórzy w kontuszach, uosabiając to, co w polskiej tradycji najgorsze: lęk przed prawdą, złamanie charakterów. Po 17 latach wielkiej manipulacji, jedynymi sojusznikami Kiszczaka, Michnika i "Gazety" pozostali ksiądz Rydzyk z "Naszym Dziennikiem" i Roman Giertych na czele Młodzieży Wszechpolskiej.

Antylustracyjna ideologia, która połączyła w katedrze Ciemnogród z Postępem, a której rezultatem były także polityczne i gospodarcze afery ostatnich lat i legion ponurych kreatur na wysokich stanowiskach w administracji i gospodarce jeśli nie skończyła się jeszcze, to dogorywa. Nic nie może jej uratować. Jest to najlepsze, co mogło nam się zdarzyć, bo od prawdy, od samowiedzy, od znajomości historii zależymy my sami i cała nasza przyszłość.
აბგდევზთიკლმნოპჟრსტუფქღყშჩცძწჭხჯჰ
абвгґдеєжзиіїйклмнопрстуфхцчшщюяь
ابتثجحخدذرزسشصضطظعغفقكلمنهويةى

Dennis
Posty: 2302
Rejestracja: 09 sty 2006, 15:25
Lokalizacja: Bemowo niegdyś

Post autor: Dennis » 11 sty 2007, 8:24

Przeczytałem 1/3 tego "dzieła" i dalej nie dałem rady :sick: Dawno gromady takich "natchnionych" dyrdymałów i steku naciąganych bzdur, podszytych maniakalnym rewizjonizmem nie czytałem #-o Do tego autor jest na tyle nawiedzony, iż widzi to, co chce widzieć. Na przykład, że abp Wielgus został odwołany przez Watykan z powodu przeszłej działalności (tfu, żadnej działalności nie było przecież, była jedynie lojalka), a nie kłamstw. Daję sto do jednego, że Watykan od początku jego kwity widział. I jakoś to Papieżowi nie przeszkadzało, bo i obiektywnie żadną przeszkodą być nie może :roll: Pamiętajmy, że sam Ratzinger był kiedyś członkiem hitlerjugend, co również nie jest w żadnym stopniu czynnikiem dyskwalifikującym go jako Papieża i powinno być złożone jedynie na karb ówczesnych uwarunkowań i/lub młodzieńczej głupoty (nie od początku miałem takie zdanie - dojrzałem doń za Kaczek). Zresztą Papież mówił, apelował do nas, Polaków, abyśmy "unikali aroganckiej postawy sędziów minionych pokoleń", jako że nie znamy, bo i nie możemy znać, ówczesnych realiów w stopniu do takiej "działalności" uprawniającym. Natomiast postawa moralna arcybiskupa w ostatnich tygodniach - owszem, może być i jak najbardziej powinna, elementem przesądzajacym o niemożności piastowania przez tego człowieka tak ważnego stanowiska kościelnego. Wielokrotne kłamstwa i zatajanie prawdy, czynione także pod przysięgą - oto, co było IMHO rzeczywistą przyczyną odwołania abp. Wielgusa. A w naszym kraju żadnej odnowy moralnej nie będzie - patrząc chociażby na młodych ludzi jestem o tym głęboko przekonany: to społeczeństwo ma taką moralność, jaką ma (czytaj katolicką w najgorszym, obłudnym i ksenofobicznym wydaniu) i innej mieć nie będzie. Nawet kwestie lustracyjne nie zostaną wyjaśnione. Nie to żebym tego nie chciał (choć raczej 17 lat temu powinno to być zrobione, kiedy archiwa były jeszcze kompletne i zawierały rzeczywiste materiały SB/UB). Ale same Kaczki rządzą już ponad rok. Jeśli one nie są w stanie kwestii "ubekistanu" rozwiązać - a jest to ich idee-fixe - mając pełnię władzy w tym kraju, to nie zrobi już tego nikt. Choćby i Pan Rybiński napisał sto takich, a może i nawet bardziej zapalczywych felietonów.

Awatar użytkownika
pawcio
Posty: 24995
Rejestracja: 16 gru 2005, 13:53
Lokalizacja: Os. Wilga

Post autor: pawcio » 11 sty 2007, 11:18

Mnie się jeszcze rzuciło jedno przy czytanie tego artukułu. Dziennik wali w GW niczym PO w PiS (tudzież odwrotnie). Dla walenia i pognębienia przeciwnika.
Niekoniecznie zgadzam się ze wszystkim, co napiszę. (C) Marshall McLuhan
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem

Awatar użytkownika
person
(geograf)
Posty: 9872
Rejestracja: 15 gru 2005, 2:45
Lokalizacja: z szafy

Post autor: person » 11 sty 2007, 14:01

Po raz kolejny okazuje się, że najlepszymi obserwatorami są Ci, którzy stoją z boku, są zza granicy. Szkoda, że nie umieszczono linku do cytowanego artykułu. Z chęcią przeczytałbym w całości i w oryginale...

Obrazek
Guardian: Polska prawica katolicka sama się zdemaskowała

Dążąc do zdemaskowania komunistycznej przeszłości, polska prawica katolicka sama się zdemaskowała - pisze w czwartkowym numerze dziennika "Guardian" brytyjski historyk i publicysta Timothy Garton Ash.

Ash ocenia, że skutkiem skandalu wokół arcybiskupa Stanisława Wielgusa jest "rozbicie w drobny mak spłyconej, czarno-białej wizji przeszłości stworzonej przez bliźniaków Kaczyńskich, Radio Maryja i im podobnych".

Jak podkreśla publicysta, Kaczyńscy opierali w ostatnich latach swoje credo polityczne na dwóch przesłankach: że siła i moralna integralność polskiego narodu opiera się na skale polskiego Kościoła katolickiego oraz że słabość i korupcja polskiego życia publicznego wynika z tego, iż nie pozbyto się byłych współpracowników komunistycznego reżimu.

"Dla nich każdy człowiek ubrany w klerykalną czerń był bielszy od bieli, a każdy, kto kiedykolwiek, choćby na krótko, nosił komunistyczną czerwień, był czarny jak węgiel. Teraz arcybiskup w czerni okazał się czerwonym szpiegiem i kolory się wymieszały" - czytamy w dzienniku "Guardian".

Zdaniem Asha, skandal wokół Wielgusa jasno pokazuje, jak ważne - dla Polski, ale nie tylko - jest sumienne, uczciwe i pełne wyjaśnienie w porę dyktatorskiej przeszłości w całej jej złożoności.

"Szczątkowe, sensacyjne, oparte na przeciekach doniesienia prasowe nie są najlepszym sposobem zabierania się do tego zadania. Niepełna wiedza to rzecz niebezpieczna. Ale lekarstwem na niepełną wiedzę jest jej stopniowe uzupełnianie, aż ludzie zobaczą prawdę historyczną we wszystkich odcieniach szarości" - pisze Ash.
Nic dodać, nic ująć.

Dennis
Posty: 2302
Rejestracja: 09 sty 2006, 15:25
Lokalizacja: Bemowo niegdyś

Post autor: Dennis » 11 sty 2007, 14:20

On i tak "nie przekona nas, że białe jest białe" ;) Swoją drogą, skoro nawet Ash takie rzeczy o prawicy pisze, to musi o czymś świadczyc.

Tm
Posty: 7492
Rejestracja: 13 gru 2005, 21:27
Lokalizacja: Boskie Buenos

Post autor: Tm » 11 sty 2007, 16:39

T. G. Ash pisze:Ash ocenia, że skutkiem skandalu wokół arcybiskupa Stanisława Wielgusa jest "rozbicie w drobny mak spłyconej, czarno-białej wizji przeszłości stworzonej przez bliźniaków Kaczyńskich, Radio Maryja i im podobnych".
to jednak za dlaeko idące uogólnienie, akurat w tej sprawie Duumwirat stanął po przeciwnej stronie niż Rydzyk, jednak patrząc sie na polskiego publikatora tego artykułu przestaje byc to dziwne
აბგდევზთიკლმნოპჟრსტუფქღყშჩცძწჭხჯჰ
абвгґдеєжзиіїйклмнопрстуфхцчшщюяь
ابتثجحخدذرزسشصضطظعغفقكلمنهويةى

JaBaal
Posty: 740
Rejestracja: 09 lis 2006, 21:06

Post autor: JaBaal » 12 sty 2007, 0:13

Generalnie jestem głęboko zniesmaczony. Przed chwilą w TVP skończył się (na szczęście) program publicystyczny, który miał przekonać lud, że zdrajca Kukliński był większym bohaterem od Jaruzelskiego. W 1981 roku śpiewałem z entuzjazmem piosenkę 'karuzela, karuzela, pognębimy Jaruzela - i nienawidziłem Go, bo byłem wychowany 'antykomunistycznie' - co jest teraz zjawiskiem 'oczywistym'. Teraz łatwo się mądrzyć, ale ciekaw jestem, czy istnieje osoba, która napisze, że gdyby Jaruzelski w 1981 roku pozwolił na eskalację słusznych skądinąd dążeń i w efekcie demokrakcję parlamentarną (bo podskórnie i niejawnie przecież wszystko do tego zmierzało) to Związek Radziecki powiedziałby 'proszę bardzo'... Teraz to łatwo pluć na Jaruzela, ale wtedy? Co On miał zrobić? Okrągły stół w 1981?
Proszę o to, żeby do mojego postu nie odnosiły żadnych wypowiedzi osoby urodzone po 1970 roku.
PS. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy pisać o polityce na Wawkomie. Ale to co napisałem nie zostało opublikowane na 'onecie' z powodów niejasnych (cenzura?) i na 'www.gazeta.pl' choć według obecnych rządzących Gazeta Wyborcza (dla niektórych 'Wybiórcza') powinna podzielać mój punkt widzenia.
No dobra, pozwolę sobie na naprawdę niezależnym forum zapytać poza cenzurą, skoro istnieje taki wątek:
1. Czy Jaruzelski w roku 1981 powinien pozwolić na wolne wybory i demokrację olewając ówczesne realia?
2. Czy ówczesny Związek Radziecki ograniczyłby się do 'not pisemnych, wezwania przywódców, słownego opier***olu' i pozwoliłby (przypominam: w roku 1981) na niezależność od ówczesnego imperium 'zewnętrznego' i nie byłoby żadnej interwencji?
3. Czy fakt, że w tym czasie trwała radziecka interwecja w Afganistanie oznaczał, że Towarzysze Radzieccy odpuszczą sobie Polskę - bo był dla nich geostrategicznie ważniejszy niż My, więc będą woleli mieć wpływy w środowej Azji niż w Europie? Tam mieli siłę interweniować wojskowo, a w Polsce nie?
3a. Nie wiem, czy tak było, czy nie. W świetle powyższych 3 punktów, co do których nikt (zwłaszcza 3.) nie może mieć wątpliwości, zagrożenie interwencją było ze wszech miar przewidywalne. Wręcz pewne. A z jakichś-tam-źródeł słyszałem/czytałem, że gdyby wówczas doszło do interwencji 'sojuszniczej' to gen. Jaruzelski miał powiedzieć, że wyda rozkaz strzelania do najeźdźcy (sowietów) przez podległe Mu POLSKIE WOJSKO. Ten wątek ostatnio jakoś medialnie nie istnieje.
I teraz odpowiedzcie na pytanie: Jak WY zachowalibyście się na miejscu Jaruzela w 1981 roku? Co Ty (każdy z Was) zdecydowałby?
Jeśli ktokolwiek wypowiada się o komunikacji w Pruszkowie, niech nie zapomina, że na północ od torów (Gąsin, Żbików, Bąki) też mieszkają ludzie.
Śp. 714 Ożarów - os. Staszica = to były piękne dni...

Awatar użytkownika
Bastian
Sułtan Maroka
Posty: 36261
Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...

Post autor: Bastian » 12 sty 2007, 0:36

Ciekawe pytanie - też jestem ciekaw waszego zdania. Proszę więc o sensowne odpowiedzi, a nie wdawanie się - przynajmniej na razie - w polemiki z z góry postawioną tezą.

Pozwolę sobie jednak anulować poniższy warunek:
JaBaal pisze:Proszę o to, żeby do mojego postu nie odnosiły żadnych wypowiedzi osoby urodzone po 1970 roku.
W ten sposób nawet ja bym się nie mógł wypowiedzieć, a jastem na forum jednym ze starszych userów... ;) Więc proszę raczej o głosy osób, które coś o tym wiedzą, nawet jeśli nie z własnego doświadczenia.
Honi soit qui mal y pense... Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow

JaBaal
Posty: 740
Rejestracja: 09 lis 2006, 21:06

Post autor: JaBaal » 12 sty 2007, 1:22

No to tylko jest takie hasło mające na celu powstrzymanie 'dzieci neostrady' od powielania opinii rodziców i bełkotu. Przecież:
1. Nie jestem modem, więc jeśli ktoś młodszy napisze to tego nie usunę.
2. Gdy ktoś młodzy napisze coś z sensem, to też ma to jakąś wartość.
Jeśli ktokolwiek wypowiada się o komunikacji w Pruszkowie, niech nie zapomina, że na północ od torów (Gąsin, Żbików, Bąki) też mieszkają ludzie.
Śp. 714 Ożarów - os. Staszica = to były piękne dni...

Dennis
Posty: 2302
Rejestracja: 09 sty 2006, 15:25
Lokalizacja: Bemowo niegdyś

Post autor: Dennis » 12 sty 2007, 9:06

Jestem młodszy, ale (chyba) nie jestem dzieckiem neostrady, więc pozwolę sobie na wpis ;) Naprawdę tak mądrego posta nie czytałem dawno =D> Ani na tym forum, ani na jakimkolwiek innym. Ten post niczego nie przesądza i IMHO nie stawia żadnych tez. Jedynie podaje garść mocnych faktów, będących ówczesnymi uwarunkowaniami politycznymi i zapytuje. Zapytuje odważnie i wbrew obecnie panującej koniunkturze politycznej :!:
Nie odpowiem na to pytanie, bo i tak już jestem trollem i nie chcę wzniecać kolejnych awantur. Powiem jedno. Jak w 1998 byłem na Ukrainie, spotkałem pewnego profesora w przedziale pociagu, którym jechałem i nawiązałem z nim rozmowę (mieliśmy tłumacza, ale i tak nie trudno jest się Ukraińcowi dogadać z Polakiem, nawet gdy żaden z nich nie zna języka tego drugiego ;) ). I ten profesor powiedział mi, że w 1981 na granicy Polsko-Radzieckiej stały już wojska gotowe do wkroczenia. To tak celem dopełnienia obrazu narysowanego przez Jabaala.

ODPOWIEDZ