Może jeszcze mieli zrobić badania DNA ?Tony pisze:Ja się zastanawiam czy ci rybacy byli świadomi że taki Ufoludek wcale nie musi się składać z białka, tylko z jakiś związków, które mogłyby zagrozić życiu człowieka np. takich których ludzki organizm nie trawi. Odważne chłopy, ciekawe jak się teraz mają?![]()
WÄ Ĺź w muszli klozetowej i inne opowiastki o zwierzÄ tkach :D
Moderatorzy: Wiliam, Szeregowy_Równoległy
- Paweł_K
- Taki ligowy Bełchatów
- Posty: 5048
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:12
- Lokalizacja: W-wa Gocławek (HQ)
- Kontakt:
And if the band you're in starts playing different tunes
I'll see you on the dark side of the moon
Richard Wright 1943-2008 - Shine on, you crazy diamond...
I'll see you on the dark side of the moon
Richard Wright 1943-2008 - Shine on, you crazy diamond...
GW pisze:Międzynarodowy Dzień Kota w stolicy
Karolina Kowalska, ostatnia aktualizacja 2007-02-16 21:30
Dwa uśmiechnięte przytulone koty zawisną w ten weekend nad głównym wejściem do Pałacu Kultury. Ich postaci wypełnią zdjęcia i portrety kotów namalowane przez warszawiaków. Wielki happening miasto organizuje z okazji Międzynarodowego Dnia Kota.
Po psach, które uhonorowano Pomnikiem Szczęśliwego Psa, władze Warszawy pochylą się nad kotami. Miauczące czworonogi nie doczekały się jeszcze własnego pomnika, ale ratusz postanowił uhonorować je happeningiem przed Pałacem Kultury i wielkim plakatem nad jego głównym wejściem. Z okazji przypadającego 17 lutego Międzynarodowego Dnia Kota w sobotę i w niedzielę nad głównym wejściem do Pałacu od strony ul. Marszałkowskiej zawiśnie ogromny (4 m x 7 m) billboard Bogny Czechowskiej. Ta sama artystka, prywatnie właścicielka czterech kotów, wcześniej zaprojektowała pomnik Szczęśliwego Psa. Billboard będzie wspólnym dziełem Bogny Czechowskiej i warszawiaków, których rysunki i zdjęcia wypełnią zarys postaci kotów. Od godz. 12 przed Pałacem Kultury organizatorzy happeningu czekać będą na gotowe portrety czworonogów i zachęcać do tworzenia ich na miejscu. - Każdy dostanie kartkę papieru, kredki i będzie mógł narysować swojego kota. Liczymy szczególnie na dzieci - mówi Dorota Szulc-Wojtasik, redaktor naczelna miesięcznika "Cztery Łapy", współorganizatora imprezy. Część prac dotarła do organizatorów już wcześniej, przez internet. Jarosław Gwoździk spod Warszawy przesłał cykl kilkunastu zdjęć kotów, a aktorka Olga Bończyk wycięty z kartonu portret swojego kocura Lucjana. Udział w sobotniej imprezie zapowiedziały też inne gwiazdy, m.in.: Krystyna Tkacz, Emilia Krakowska, Katarzyna Herman i Marysia Sadowska.
Gotowe kocie portrety zawisną na billboardzie w sobotę o godz. 14. Wtedy też miłośnicy kotów stworzą przed pałacem krąg i wypuszczą do nieba 200 balonów na cześć wszystkich kotów. Przez dwa dni w Sali Ratuszowej na parterze PKiN trwać będzie pokaz kotów rasowych i zbiórka darów dla kotów ze schroniska na Paluchu i Kociego Azylu w Konstancinie. - Zbieramy karmę, posłania, nawet pościel na wyścielenie schroniskowych boksów - mówi Katarzyna Biernacka z Stowarzyszenia Miłośników Kotów "Jedynka" i Międzynarodowego Towarzystwa Miłośników Kotów ICF.
Koci billboard zniknie z Pałacu Kultury w niedzielny wieczór. Organizatorzy chcą go przekazać na przyszłoroczną licytację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36250
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4466102.html
W mrowisku jak w Sejmie
Rozmawiała Joanna Bosakowska, Poznań
2007-09-07, ostatnia aktualizacja 2007-09-06 17:36
Stosują podstępy, urządzają wyprawy wojenne, porywają niewolników i bezlitośnie grabią inne kolonie. Nie cofają się przed zdradą i zakradaniem się w cudze szeregi. - By mrówcze społeczeństwo działało bez zarzutu, nie obejdzie się bez polityki, czasami krwawej - opowiada prof. Wojciech Czechowski*, znawca mrówek z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie
Joanna Bosakowska: Mrówki to dla nas symbol pracowitości, ale chyba także wśród nich są takie, które żerują na pracy innych?
Prof. Wojciech Czechowski: Na świecie żyje ok. 12 tys. gatunków mrówek, z czego ok. 2 proc. to tzw. pasożyty społeczne tymczasowe lub stałe, które wykorzystują pracę innych mrówek. Młode królowe tymczasowych pasożytów społecznych nie zakładają swoich gniazd samodzielnie. Wchodzą po prostu do cudzego gniazda, a zauroczone miejscowe robotnice nie dość, że je akceptują, to czasem nawet zabijają własną królową lub przestają ją karmić. Albo zabija ją pasożytnicza królowa. Potem składa jaja, stare robotnice stopniowo wymierają, a ich miejsce zajmują mrówki gatunku pasożytniczego. Ze 103 stwierdzonych w Polsce gatunków mrówek 20 uprawia ten proceder.
Kilka innych stosuje tzw. sublokatorstwo, pasożytnictwo stałe. Ich królowe zachowują przy życiu miejscowe królowe, ale cały czas są zdane na opiekę ze strony robotnic gospodarza, bo własnych nie mają lub mają ich niewiele, skupiając się na produkcji osobników płciowych: samic - potencjalnych królowych, i samców.
Że też obce robotnice dają się tak wrobić... Przecież powinny bez skrupułów zabić intruza?
- Często zabijają. Pasożytnictwo gniazdowe to proceder ryzykowny, ale w ostatecznym rachunku opłacalny. Działa na zasadzie, kto kogo przechytrzy. Pasożytnicza królowa wydziela zapach, który z jednej strony osłabia agresję robotnic, a z drugiej jest dla nich atrakcyjny. Królowe niektórych gatunków, zanim podejmą próbę dostania się do cudzego mrowiska, zabijają miejscową robotnicę i trzymając ją w żuwaczkach, przez jakiś czas krążą w pobliżu wejścia. Przepajają się zapachem kolonii gospodarza. To zwiększa ich szanse na przyjęcie w obcej kolonii.
Podstęp to, okazuje się, nie tylko ludzka rzecz. Co jeszcze mrówki mają na sumieniu?
- Niewolnictwo. W Polsce uprawia je pięć gatunków, najpospolitszym jest zbójnica krwista. Robotnice tego gatunku normalnie pracują na rzecz swojej kolonii, ale by zwiększyć jej siłę roboczą, napadają na gniazda pewnych gatunków mrówek, skąd porywają poczwarki, wychowując sobie w ten sposób "janczarów".
Czyli porwania też...
- Tak, ale takich niewolnic w koloniach zbójnic zwykle bywa nie więcej niż kilkanaście procent. Za to w gniazdach innej naszej krajowej mrówki, amazonki, nawet 80 proc. robotnic to niewolnice. Amazonki mają sierpowate żuwaczki, bardzo ostre na końcu, świetnie nadające się do przebijania głowy lub tułowia przeciwnika, a z drugiej strony do przenoszenia poczwarek. Ale poza tym już niczego innego tymi żuwaczkami nie mogą robić - ani zbierać pożywienia, ani budować gniazda. Dlatego nie mogą się bez niewolnic obyć.
Jak wygląda wyprawa po poczwarki? Są ofiary?
- Początkiem jest zwiad lokalizujący kolonię ofiary w promieniu zwykle do 100 metrów od własnego gniazda. Atak zbójnic rozpoczyna się po powrocie zwiadowców, a liczba uczestników wyprawy zwiększa się stopniowo. Tworzy się dwukierunkowy, dość luźny szlak napastników łączący oba gniazda. Z kolei amazonki zwiad przeprowadzają rano, wyprawa wyrusza po kilkugodzinnej przerwie, a atakują zwartą, zorganizowaną kolumną.
Zbójnice postawiły na rozwiązania siłowe. Oblegają gniazdo, mordując obrońców, dopóki nie zmuszą całej kolonii do ucieczki. Dopiero wtedy wchodzą do gniazda po pozostawione poczwarki. Może to trwać godzinami, nawet kilka dni. Amazonki są pod tym względem sprawniejsze. Gwałtowność ataku wszystkimi siłami naraz, w połączeniu z chemiczną "propagandą" - działaniem feromonów dezorganizujących obronę - wywołuje panikę w napadniętej kolonii. Tym samym straty po stronie obrońców są znikome, za to ich gniazdo wraz z zawartością staje otworem przed napastnikami.
Na takie napady są narażone wszystkie gatunki mrówek?
- Nie, ofiarami są tylko mrówki z podrodzaju Serviformica, najczęściej pierwomrówka łagodna. Co ciekawe, porwane mrówki, które się wyklują w obcym gnieździe, uznają je za swój dom, mimo że żyją wśród innego gatunku. Zdarza się im nawet uczestniczyć razem ze swoimi porywaczami w wyprawach przeciw koloniom własnego gatunku.
Jak więc pierwomrówki mogą spokojnie żyć? Przecież ciągle na nie napadają...
- Ale ich mrowiska nie są niszczone do cna, większości dorosłych mrówek udaje się uciec, często z pewną liczbą poczwarek. Co ważne, łupem napastników padają prawie wyłącznie poczwarki - larwy i jaja są zostawiane, napadnięte mrówki mogą więc odbudować kolonię.
Ofiary napaści mogą też zawrzeć koalicję z silniejszym partnerem. Pierwomrówki łagodne są ustępliwe wobec konkurentów. Ta postawa pozwala im gniazdować na terytoriach dominantów, jakimi są rude mrówki leśne, chociaż wymaga to wyrzeczeń. Gdy znajdą pokarm, a zjawią się gospodarze terenu, muszą wszystko zostawić i odejść. Lepiej by im się wiodło poza zasięgiem wymagającego "koalicjanta", ale wówczas narażone byłyby na napady zbójnic, które na terytoria silnych kolonii rudych mrówek leśnych nie mają wstępu. Koszty ochrony są wysokie, ale widać warto je ponosić.
Ale zupełnie jak u ludzi wystarczy włożyć kij w mrowisko, a zacznie się bijatyka. Pan sam kiedyś zainicjował walkę mrówek o karmniki z syropem, w której jeden z żołnierzy: "jednym ruchem żwaczek miażdżył głowy rywali". Brrr...
- Owym "żołnierzem" była duża robotnica któregoś z gatunków gmachówek, największych mrówek europejskich. Chociaż "krwawe" walki pomiędzy obcymi koloniami mrówek zdarzają się i spontanicznie. W przypadku rudych mrówek leśnych dochodzi do nich zwykle wiosną, bo wtedy odnawiane są i ponownie ustalane granice terytoriów. Ofiar jest dużo, trupy zabierane są z pola bitwy i zjadane, bo wiosną mrówkom brakuje cennego białka niezbędnego do rozrodu królowych i karmienia larw. Ale nie demonizujmy stosunków między mrówkami. Działają one w myśl ewolucyjnie wypracowanych reguł. Konflikty prowadzą do ustalenia relacji konkurencyjnych między partnerami stosownie do ich aktualnych sił i możliwości, po czym przez resztę sezonu panuje względny spokój - bez nikomu niepotrzebnego wzajemnego wyniszczania się.
*Prof. dr hab.Wojciech Czechowski
ma 57 lat. Jest myrmekologiem, czyli specjalistą od mrówek. Współautor "Monografii mrówek Polski", teraz z trojgiem innych autorów pracuje nad kolejnym opracowaniem monograficznym "Mrówki Polski na tle myrmekofauny europejskiej"
Źródło: Gazeta Wyborcza
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Znalazłam śliczny filmik z królikami, są cudowne
http://www.youtube.com/watch?v=z4wSZJGGPq0
I dwie rzeczy, które mnie zszokowały:
wąż "zwracający" hipopotama: http://www.youtube.com/watch?v=SJCM-sdf ... ed&search=
i hipopotam "ratujący" sarenkę ("kochanie, on jej wcale nie odgryza główki, on jej chucha, żeby jej było cieplej") : http://www.youtube.com/watch?v=HZppMG-Pms8
Warto obejrzeć. Szczególnie filmik z wężem- ja byłam w szoku, że "tak się da"
http://www.youtube.com/watch?v=z4wSZJGGPq0
I dwie rzeczy, które mnie zszokowały:
wąż "zwracający" hipopotama: http://www.youtube.com/watch?v=SJCM-sdf ... ed&search=
i hipopotam "ratujący" sarenkę ("kochanie, on jej wcale nie odgryza główki, on jej chucha, żeby jej było cieplej") : http://www.youtube.com/watch?v=HZppMG-Pms8
Warto obejrzeć. Szczególnie filmik z wężem- ja byłam w szoku, że "tak się da"
ankieta i zdjęcia: http://www.tvn24.pl/26086,1520524,wiadomosc.htmltvn24.pl pisze:Tajemnicza kobra w Tesco
WĘŻA ZNALEZIONO NA STOISKU Z ARBUZAMI
Grzegorz Chrobok
Nietypowy "produkt" katowickiego hipermarketu wytropił i sfotografował nasz internauta. Przy stoisku z owocami i warzywami, wśród arbuzów znalazł, jak twierdzi, martwego węża.
Zobacz infografikę Na szczęście wąż był martwy (fot. Grzegorz Chrobok)
Znaleziska dokonano pierwszego dnia września. Pan Grzegorz natychmiast zgłosił swoje odkrycie do działu obsługi klienta.
- Zachęcenie pracowników obsługi do interwencji nie było łatwe - pisze nasz internauta. Udało się dopiero po długich namowach i zapewnieniach o szczerości doniesienia. Pracownicy nie kryli zdumienia, ale natychmiast podjęli stosowne działanie, dzięki którym wąż, czyli jedyny dowód w sprawie, wylądował w śmietniku.
- Kiedy dowiedziałem się o tym po raz pierwszy, byłem przekonany że to dowcip - mówi w rozmowie z tvn24.pl rzecznik prasowy Tesco Przemysław Skory. - Przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy okazało się, że wąż faktycznie nie był sztuczny - dodał. Zapewnił też, że władze Tesco skontaktowały się już z włoskim dostawcą arbuzów, w celu wyjaśnienia sprawy.
Zobacz infografikę Znalezisko szybko wyrzucono na śmietnik (fot. Grzegorz Chrobok)
- Próbujemy ustalić, jak to możliwe, że wąż przedostał się do transportu i czy doszło do tego we Włoszech, czy w Polsce. Sprawę utrudnia fakt, że gad został wyrzucony do kompaktora (śmietnika) i nie mam możliwości zbadania, co to był za gatunek i skąd pochodził - informuje rzecznik sieci Tesco.
Wyjaśnienie sprawy trwa, ale Przemysław Skory nie ukrywa, że najprawdopodobniej okaże się ono bezowocne. - Trudno będzie dociec, skąd wziął się wąż. Nie wróżę tu sukcesu - komentuje.
Zdaniem portalu tvn24.pl uwieczniony na załączonych fotografiach gad jest jednak gumową zabawką, jakie kupuje się na bazarach. Świadczy o tym kaptur - jest mało prawdopodobne, żeby rozłożył go konający z wycieńczenia lub przygniecenia arbuzami wąż, na dodatek wysuwając język. A co Państwo o tym sądzą? Zapraszamy do udziału w ankiecie!
1 10 20 22 24 26 103 109 151 157 171 180 190 507 520 645 691 695 KM2 KM7 KM8 KM26 KM31 IC3 IC4 IC7 IC8 IC10
To, że pracuje tam gdzie pracuję nie oznacza, że zawsze zgadzam się z decyzjami swojej firmy, a wszystko co tu wyprodukuje jest moim własnym zdaniem.
a poza tym zgadzam się z maksymą pawcia!
To, że pracuje tam gdzie pracuję nie oznacza, że zawsze zgadzam się z decyzjami swojej firmy, a wszystko co tu wyprodukuje jest moim własnym zdaniem.
a poza tym zgadzam się z maksymą pawcia!
Nie wrzucę tego linka do tematu "humor', bo znów się ktoś przyczepi, że cieszą mnie dziwne rzeczy i że się śmieję ze zwierzątek czy coś- filmik śmieszny nie jest, ale za to bardzo sympatyczny. Ulica Sezamkowa i aardvark czyli po polsku mrównik (a po czesku- hrabacz
) http://www.youtube.com/watch?v=tDJe4gmxlbI Ta piosenka jest wspaniała!!! A to zwierzątko takie sympatyczne
.
Na tę informację naprowadziła mnie moja mama. Poszukałam, poszukałam i znalazłam: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... 14987.html .
Jestem zachwycona
Jestem zachwycona
gronostaj pisze:Na tę informację naprowadziła mnie moja mama. Poszukałam, poszukałam i znalazłam: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... 14987.html .
www.rmf.fm pisze:Samolot z 25 pasażerami, startujący z lotniska w Bangalore na południu Indii, tuż przed oderwaniem się od pasa zderzył się z bezpańskim psem - donoszą indyjskie media. Na szczęście nie doszło do katastrofy.
< Lotnisko w Bangalore, fot. basf-cc.co.in
Uderzenie było tak silne, że złamało się przednie podwozie turbośmigłowego samolotu ATR. Na szczęście pilot w ostatniej chwili przerwał start i skierował maszynę na trawiastą płytę lotniska. Załoga i pasażerowie najedli się strachu, ale nikomu nic się nie stało. Nie wiadomo co stało się z psem.
Linie Kingfisher, do których należał samolot, zwracają uwagę, że bezpańskie psy i inne zwierzęta na płytach lotnisk są w Indiach poważnym problemem. W zeszłym roku lotnisko międzynarodowe w Delhi na wiele godzin sparaliżowała małpa. Powinno się uważać również na krowy, które w Indiach uchodzą za święte.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36250
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
http://deser.gazeta.pl/deser/1,83453,52 ... k_sie.html
Papuga wróciła do właściciela, bo wiedziała jak się nazywa
Gdy papuga o imieniu Yosuke uciekła z klatki i zgubiła się właścicielowi, zrobiła dokładnie to, czego ją nauczono - wyrecytowała znalazcy swoje imię, nazwisko i adres.
Dwa tygodnie temu policjanci ściągnęli popielatą papugę afrykańską z dachu budynku w miejscowości Nagareyama, niedaleko Tokio. Ptak spędził noc na komisariacie, ale tam nie był zbyt rozmowny. Rozgadał się dopiero po przeniesieniu do pobliskiej kliniki weterynaryjnej; w tym czasie policjanci szukali wskazówek mogących doprowadzić do właściciela zguby - wyjaśnił Shinjiro Uemura z policji.
"Nazywam się Yosuke Nakamura" - powiedziała po kilku dniach papuga weterynarzowi. Wyrecytowała też swój pełny adres domowy, a policjanci od razu ustalili, że we wskazanym miejscu faktycznie mieszka rodzina Nakamura.
W wolnych chwilach zguba zabawiała personel kliniki śpiewając piosenki. Właściciel Yosuke powiedział, że nauczenie papugi nazwiska i adresu trwało około dwóch lat.
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
