http://www.youtube.com/watch?v=OY-1cybT6p8 tu link do wypowiedzi missRzeczpospolita pisze:Gej kontra miss
Piotr Zychowicz 22-04-2009, ostatnia aktualizacja 22-04-2009 08:15
Faworytka do tytułu Miss Ameryki przegrała konkurs, bo przyznała, że wierzy w tradycyjne małżeństwo.
Do skandalu, o którym mówi cała Ameryka, doszło podczas finału konkursu na najpiękniejszą Amerykankę. Miss Kalifornii Carrie Prejean, murowana kandydatka do tytułu, miała odpowiedzieć na pytanie znanego homoseksualisty Pereza Hiltona. Zapytał ją, czy amerykańskie stany powinny, jej zdaniem, zalegalizować małżeństwa osób tej samej płci.
Ku zaskoczeniu Hiltona 21-letnia kandydatka na Miss Ameryka odpowiedziała, że wierzy w małżeństwo będące związkiem kobiety i mężczyzny. – Tak zostałam wychowana. Taki pogląd panuje w moim kraju i w mojej rodzinie – powiedziała, wywołując grymas niezadowolenia na twarzy rozmówcy.
Perez Hilton, który był jednym z jurorów, zablokował kandydaturę kalifornijskiej piękności. Tytuł najpiękniejszej Amerykanki otrzymała Miss Karoliny Północnej, a Miss Kalifornii musiała się zadowolić drugim miejscem. Kilka godzin później w swoim blogu Perez Hilton otwarcie przyznał, że pogrążyła ją „niepoprawna odpowiedź”. Przy okazji nazwał ją głupią suką i napisał, że gdyby mimo wszystko została wybrana, wskoczyłby na scenę i zerwał jej z głowy koronę.
Co ciekawe, organizatorzy konkursu z rodzinnego stanu Carrie, zamiast wziąć w obronę swoją kandydatkę, przyznali w pełni rację Hiltonowi. – Jestem zasmucony i urażony tym, że Miss Kalifornii uważa, iż prawo do małżeństwa jest zarezerwowane tylko dla mężczyzny i kobiety – powiedział, cytowany przez telewizję ABC, Keith Lewis.
Poglądów reprezentowanych przez Hiltona i Lewisa nie podziela większość mieszkańców USA. Carrie Prejean w ciągu kilku godzin stała się bohaterką Amerykanów. Zaraz po emisji programu dostała 1000 wiadomości z poparciem na Facebooku, a kolejne 2000 osób chciało ją umieścić wśród swoich internetowych przyjaciół.
W sieci roi się od wyrazów poparcia dla młodej Kalifornijki, która nie dała się zastraszyć przedstawicielowi wpływowego lobby i stanęła w obronie tradycyjnych wartości.
– Liberalne media i show-biznes są całkowicie oderwane od rzeczywistości. Ameryka to wciąż konserwatywny i chrześcijański kraj. Zwykli ludzie są po stronie Miss Kalifornii, bo powiedziała to, co wszyscy myślimy – mówi „Rz” konserwatywny działacz Peter LaBarbera. – Najgorsze jest to, że chociaż Hilton powiedział o tej dziewczynie „głupia suka”, uszło mu to na sucho. Cały dzień udziela dziś wywiadów. Ale gdyby ktoś powiedział o nim „głupia ciota”, byłby skończony. Nikt nie chciałby z nim rozmawiać.
Carrie Prejean zapewnia, że nie żałuje swojej odpowiedzi. – Wiem, że kosztowało mnie to koronę. Powiedziałam jednak to, w co wierzę i co jest prawdziwe. Wpojono mi, żeby nigdy nie iść na kompromis z własnymi przekonaniami – mówiła wczoraj.
– Myślę, że to pytanie było testem, któremu poddał mnie Bóg. To był test mojego charakteru i mojej wiary. Czuję się jak prawdziwa zwyciężczyni – oświadczyła.
I tak chyba jest, bo amerykańskie media pisały wczoraj głównie o niej, całkowicie ignorując nową Miss Ameryki.
Tolerancja i mniejszości
Moderator: Szeregowy_Równoległy
To teraz z drugiej strony.
აბგდევზთიკლმნოპჟრსტუფქღყშჩცძწჭხჯჰ
абвгґдеєжзиіїйклмнопрстуфхцчшщюяь
ابتثجحخدذرزسشصضطظعغفقكلمنهويةى
абвгґдеєжзиіїйклмнопрстуфхцчшщюяь
ابتثجحخدذرزسشصضطظعغفقكلمنهويةى
Brawa za odwage dla tej pani. Ważne że potrafiła otwarcie powiedziec to o czym w dobie politycznej porawności nie wypada juz mówic.
Dobrze się stało że sprawa została nagłośniona, może pare osób z tamtego zachodniego świata wreszcie się otrząśnie i zobaczy że poglady głoszone w gazetach, tv czy przez politykow rozmijaja się z pogladami większości ludzi.
Dobrze się stało że sprawa została nagłośniona, może pare osób z tamtego zachodniego świata wreszcie się otrząśnie i zobaczy że poglady głoszone w gazetach, tv czy przez politykow rozmijaja się z pogladami większości ludzi.
Mnie tylko zastanawia, co robił homoseksualista w jury wyborów Miss Ameryki.
A tak w ogóle to wielkie brawa dla tej kobiety. Nawiasem mówiąc, gdy Perez Hilton zwrócił się do niej (po jej wypowiedzi o małżeństwie), per "Głupia suka", jakoś cały oświecony świat nie zareagował na to.
Aha, świetny komentarz do tej sprawy Pana Ziemkiewicza:
http://fakty.interia.pl/felietony/ziemk ... et,1295511
A tak w ogóle to wielkie brawa dla tej kobiety. Nawiasem mówiąc, gdy Perez Hilton zwrócił się do niej (po jej wypowiedzi o małżeństwie), per "Głupia suka", jakoś cały oświecony świat nie zareagował na to.
Aha, świetny komentarz do tej sprawy Pana Ziemkiewicza:
http://fakty.interia.pl/felietony/ziemk ... et,1295511
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36261
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
Ja się - o dziwo! - zgodzę z przedmówcami. Skandal. Przede wszystkim skandalem zaś jest mieszanie jakichkolwiek innych kryteriów tam, gdzie ich nie trzeba.levar pisze:Cała afera jest dla mnie śmieszna.
A to (z Wikipedii) jest najlepsze:
No dobra... to po co było to pytanie?Keith Lewis, director of the Miss California pageant that Prejean had won to obtain entry into the Miss USA pageant, also released a statement commenting:
"I am personally saddened and hurt that Miss CA USA 2009 believes marriage rights belong only to a man and a woman. … Religious beliefs have no place in politics in the Miss CA family."
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
To dla równowagi wkleję ciekawy moim zdaniem artykuł, na który natrafiłem dzisiaj.
Nie każdy ma bowiem tyle szczęścia, żeby mieć odpowiednią pozycję, by móc narzucać swoje zdanie. Historia może przyziemna, nie tak spektakularna, nie dotyczy zdegenerowanyhch gwiazd i bardziej smutna.
Nie każdy ma bowiem tyle szczęścia, żeby mieć odpowiednią pozycję, by móc narzucać swoje zdanie. Historia może przyziemna, nie tak spektakularna, nie dotyczy zdegenerowanyhch gwiazd i bardziej smutna.
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,42699, ... &startsz=xRomeo i Julian
Joanna Jałowiec, Piotr Hamarnik
2009-04-24, ostatnia aktualizacja 2009-04-28 18:27
Mają po 21 lat. Nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Zaręczeni są od pół roku. Jeśli wezmą ślub, to tylko symbolicznie, bo w Polsce nie pozwala na to prawo, a do Holandii uciekać nie zamierzają
Spotykamy się w jednej z krakowskich kawiarni. Wyglądają na młodszych niż w rzeczywistości. Dalibyśmy im najwyżej 18 lat. Obaj szczupli, krótkie fryzury, żadnych kolczyków ani zniewieściałych gestów. Dwójka zwyczajnych, przystojnych chłopaków. Mogą podobać się płci pięknej. Tyle że płeć piękna nie podoba się im.
Nie chcą podawać nazwisk. Nie chodzi o znajomych, bo większość z nich i tak wie. Gorzej z rodzicami. - Od pół roku ukrywamy nasz związek. Mamusie i tatusiowie myślą, że powoli się z tego leczymy. Na razie nie zamierzamy wyprowadzać ich z błędu - tłumaczy Julian.
Zagubieni - Książę - jesteśmy*
Romeo: - Miałem 15 lat, kiedy uświadomiłem sobie, że prędzej zachwycą mnie owłosione nogi faceta niż damskie łydki. Zaakceptowanie tego faktu zajęło mi pół roku. Podchodziłem do lustra i mówiłem sobie prosto w twarz: "Tak, jestem gejem".
Julian: - To staje się jasne już w okresie dojrzewania, gdzieś na przełomie podstawówki i gimnazjum. Od razu przychodzi bunt, problem z akceptacją siebie. "Przecież ja jestem normalny, mam ojca, matkę, zwyczajny dom. To jest nie do pomyślenia, w życiu!".
Romeo: - W gimnazjum spotykałem się z paroma dziewczynami, ale dopiero na studiach miałem poważniejszy związek. Ona dawała sygnały, że się jej podobam, a ja uznałem, że warto spróbować. Nie czułem do niej nic poza koleżeństwem. Z tego wszystkiego najśmieszniejsze było to, że mój pierwszy pocałunek odbył się w tym samym dniu i z dziewczyną, i z chłopakiem. Jak się rozstawaliśmy, nie powiedziałem jej prawdy. Nie chciałem, żeby myślała, że byłem z nią "na siłę" i tak naprawdę nic poważnego do niej nie czułem.
Julian : - Pierwszą dziewczynę miałem w liceum. To nawet nie była terapia, raczej próba udowodnienia sobie męskości. Ona była jedną z ładniejszych dziewczyn w szkole, akurat rzucił ją facet, więc wykorzystałem moment. Wystarczyło napisać wierszyk o miłości, żeby ją zdobyć. Nie pociągała mnie. Gdy się wycofała, odetchnąłem z ulgą. Jeśli miałbym z nią być, to bardziej na zasadzie "stykania się głowami", niż czymkolwiek innym.
Kiedy niebo cię olśni
Julian: - Poznaliśmy się w dzień imienin Romea na jakiejś domówce u naszych wspólnych znajomych. A że lubię sobie wypić, tego wieczora ledwie stałem na nogach. Julian podszedł do mnie i poprosił o papierosa. Wyciągnąłem paczkę diarumów, a on jakiś czas temu przyznał, że pomyślał wtedy: "O, jakie pedalskie papierosy".
Romeo: - Już wtedy mi się podobał. Podświadomie czułem, że jest taki jak ja. Zaprzyjaźniliśmy się. Nasze relacje zmieniły się po imprezie u znajomych z roku. To była typowa studencka posiadówa. Gitara, wino, wygłupy. Miał przyjść na godzinę, został do rana. Koleżanka wymyśliła grę. Taką zmodyfikowaną butelkę. Mieliśmy przekazywać sobie korek z ust do ust.
Julian: - Wtedy jeszcze myślałem, że jestem "normalny". Traktowałem go jak kumpla. Pech chciał, że zawsze albo ja losowałem jego, albo on mnie.
Romeo: - Czułem się jak wilk w owczej skórze, ale grałem dalej. Pierwszy raz byliśmy tak blisko siebie. Kilka dni później podszedł do mnie i wypalił: "Wydaje mi się, że jesteś gejem". Zacząłem się wtedy zastanawiać, czy widać to po mnie. Nie jesteśmy typami "czajniczków" (gest dłonią). Od dłuższego czasu chciałem mu powiedzieć o swojej orientacji. Zrzucić ten ciężar. Ale co innego powiedzieć koleżance, nawet jeśli jest zagorzałą katoliczką, a co innego kumplowi. Stuprocentowemu macho, bo wydawało mi się wtedy, że właśnie taki jest.
Julian: - Widziałem, że coś go trapi. Umówiliśmy się na wiśniówkę pod garażami. Podejrzewałem, że chce to wyznać. Wypiliśmy całą butelkę, a on nic. Bał się. W końcu wykrztusił: "Jestem gejem".
Romeo: - Wydusiłem to z siebie i chciałem uciekać. Zatrzymały mnie jednak jego słowa: "A myślisz, że ja to co?". Ustaliliśmy, że jesteśmy przyjaciółmi, i się rozstaliśmy. Było mi dużo lżej.
Wiesz, że zaczął się wielki taniec
Romeo: - Przez tydzień się do siebie nie odzywaliśmy. Zero kontaktu. Nie wytrzymałem. Napisałem, że idę na spacer z psem do lasu. Wybrał się z nami. Na początku było gorzej, niż gdybyśmy się wcale nie znali. Wstyd nam było jak cholera.
Julian: - W końcu usiedliśmy i zaczął opowiadać, jak widzi nasze relacje. Zaskoczył mnie, bo wcześniej nie było o tym mowy. Zresztą wciąż traktowałem bycie gejem jako chorobę. W głowie mi się kotłowało: "Przecież to jest nienormalne, Bozia zakazuje, co ja bym powiedział rodzicom...". Rozterki przerwał Romeo.
Romeo: - Chciałem przeprowadzić eksperyment. Pocałować go po prostu. Myślałem tak: "Jeśli go odwzajemni, to nie kłamie i naprawdę jest gejem". Nie pozwolił mi spróbować.
Julian: - Nie że nie chciałem, ale wszystko działo się za szybko.
Romeo: - Byłem pewien, że już nic z tego nie będzie. W końcu Julian zaproponował zapalenie papierosa "po studencku" (polega to na przekazywaniu sobie dymu z ust do ust). To było prawie jak pocałunek. I tak się zaczęło.
Julian: - Przychodziliśmy w to miejsce jeszcze kilkakrotnie. Siadaliśmy na tym samym kamieniu i on mnie oswajał, jak Mały Książę Lisa. Wciąż nie potrafiłem sobie powiedzieć, że jestem gejem.
Romeo: - Tak naprawdę to poszło mu lepiej niż mi, bo ja oswajałem się z tą myślą rok. On zaledwie trzy dni.
Julian: - Szczerość wobec samego siebie jest w tym wszystkim najtrudniejsza. Trzeba stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie: "Jesteś gejem...". Potem otwiera się nowy rozdział w życiu. Na samym początku nie mówiliśmy o wszystkim. Miałem paczkę kolegów z pracy. Chodziliśmy razem na typowe męskie imprezy. Do klubu ze striptizem też się kilka razy zajrzeć udało. Nic specjalnego. Potem zacząłem opuszczać niektóre wypady. Dowcipny kumpel żartował, że pewnie zamieniłem ich towarzystwo na jakiegoś Roberta. Nawet nie podejrzewał, ile było w tym prawdy. Potem już co drugi dzień pytali: "Co u Roberta?". Strasznie mnie to wkurzało. Na którejś imprezie w końcu przyznałem: "Z tym Robertem to nie żarty, tyle że ma inaczej na imię". Chłopaki pękli ze śmiechu, myśleli, że biorę odwet i robię sobie z nich jaja. Prawda dotarła do nich dwa tygodnie później. Przyjęli to bardzo dobrze. Gorzej było z "prawicową" organizacją studencką, w której działałem. Kiedy okazało się, że redaktorem naczelnym ich pisma ma być "pedał", szybko się ze mną pożegnali.
Romeo: - Pierwszą osobą, której o tym powiedziałem, była moja koleżanka. Wyszliśmy na papierosa po wykładzie i ona zapytała: "Co słychać u twojej dziewczyny", na co ja odpowiedziałem: "Nie u niej, ale u niego". Objęła mnie i powiedziała, że bardzo się cieszy.
Niespokojnie - Książę - żyjemy
Romeo: - Z dnia na dzień coraz lepiej się poznawaliśmy. Nasz związek rozkwitał. Obaj studiowaliśmy wtedy historię. Julian przyjeżdżał do mnie pod przykrywką korepetycji. Na jednej z takich domowych lekcji przez przypadek dowiedzieli się o nas rodzice. Głupia sprawa. Matka zobaczyła, jak na pożegnanie pocałował mnie w policzek. Moi rodzice od razu chcieli wiedzieć, o co chodzi. Zastosowali wybieg, bo powiedzieli, że kochają mnie bez względu na wszystko. Wtedy powiedziałem im prawdę. "Kochamy cię, ale zrobimy wszystko, żeby cię wyleczyć" - usłyszałem.
Oczywiście musieliśmy się ukrywać, ale raz mój ojciec usłyszał, jak rozmawialiśmy razem przez telefon. Wyrwał mi słuchawkę i zaczęła się ostra awantura. Groził mi też, że zadzwoni do rodziców Juliana, bo "nie będzie brał odpowiedzialności za nie swoje dziecko".
Julian: - A ja po drugiej stronie umierałem z przerażenia. Słyszałem ich kłótnię, bo Romeo się nie rozłączył. Jego ojciec wpadł w taką furię, że nie wiedziałem, czy nie dzwonić na policję! Po prostu bałem się, że dojdzie tam do jakichś rękoczynów. Połączenie się urwało. Odchodziłem od zmysłów! Dwie minuty później zadzwonił. Odebrałem i usłyszałem zdyszany głos: "Biegnę do ciebie". To był jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu. Oczywiście wyszedłem po niego. Wtedy też pierwszy i ostatni raz szliśmy razem za rękę, nie liczyło się, czy ktoś na nas patrzy...
Potem pojawił się nowy problem. Bałem się, że ojciec Romea spełni swoje groźby i faktycznie powiadomi moich rodziców. Postanowiłem go uprzedzić. Ciężko było mi nawet wykręcać numer, ale musiałem to zrobić. "Mamo, pamiętasz tego kolegę, co był u mnie ostatnio?... To mój chłopak". Rozłączyła się po minucie milczenia. Gdy trochę ochłonęła, nękała mnie telefonami. Powtarzała, że mamy się leczyć.
Romeo: - Mnie rodzice wysłali do psychologa. Ku ich zdziwieniu usłyszeli od niego, że gejostwo nie jest chorobą. Nie przyjęli tego do wiadomości. Zrezygnowali także z proponowanej przez niego terapii rodzinnej. Pojawił się pomysł, żeby mnie wysłać do kliniki w Lublinie. Tam podobno z tego leczą. Dostałem ciężkiej nerwicy. Zawaliłem studia, praktycznie nie wychodziłem z domu. Kilka miesięcy psychiatra faszerował mnie mocnymi lekami.
Julian: - Pochodzę z innego miasta. Mam ten komfort, że nie mieszkam z rodzicami. Gdy tylko przyjechałem do domu, zaczęły się "poważne rozmowy". Przygotowałem się wcześniej. Poczytałem dosyć sporo o homoseksualizmie, jak to wygląda z biologicznego punktu widzenia, że to nie jest mój wymysł ani choroba, nawet o tych chorych metodach "leczenia". Matka próbowała wywrzeć na mnie presję, głównie płaczem. Rodzice zagrozili, że nie będą mnie utrzymywać. Musieliśmy im obiecać, że przestajemy się spotykać.
Nasze wieczne ucieczki - wycieczki
Julian: - Kombinowaliśmy na wszystkie strony, jak się spotkać.
Romeo: - Kiedyś czekałem trzy godziny, żeby zobaczyć się z nim 30 sekund. Wpadłem w ciężką depresję i nerwicę. Przestałem wychodzić z domu. Miałem myśli samobójcze, tiki nerwowe. W końcu rodzice zorientowali się, że jest ze mną bardzo źle. Mój ojciec uznał wtedy, że ważniejsze niż jego ideologia jest moje zdrowie. Skończył się szlaban, choć o spotkaniach z Julianem ciągle nie ma mowy.
Julian: - Gdybym się otwarcie zdeklarował, że z nim jestem, to musiałbym sam zacząć się utrzymywać w Krakowie. Rodzice już by mi nie pomagali. A Romeo musiałby się wyprowadzić z domu. I tak miał wystarczająco dużo problemów. Z powodu depresji zrezygnował z uczelni. Rodzice są przekonani, że się nie spotykamy. Kontaktujemy się jedynie przez telefon. O tym wiedzą, bo sprawdzają billingi. Cały czas mamy świadomość, że najmniejszy błąd albo chęć ujawnienia się czy po prostu życia ze sobą poskutkuje tym, że rodzice przestaną nas utrzymywać. Rozmawiamy o tym, co będzie później, ale na razie są to jeszcze mgliste rzeczy. Wiemy na pewno, że taka sytuacja nie może trwać wiecznie. Zdajemy sobie sprawę, że po przyznaniu się do naszego związku kontakty z rodzicami dramatycznie się pogorszą. Zresztą Romeo już kilkakrotnie był bliski spakowania się i przeniesienia się do mnie. Ale na razie nie jesteśmy w stanie żyć na własną rękę. Najważniejsze jest to, że nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Odnaleźliśmy swoją drugą połówkę. Mamy szczęście. Zresztą obrączki, które nosimy, o tym świadczą.
Nasze niebo to jednak coś więcej
Romeo: - Obrączki były pewną deklaracją. W pewnym momencie Julian dużo pracował i nie miał dla nas tyle czasu co wcześniej. Postanowiłem się oświadczyć, a on się zgodził.
Julian: - Żartowałem sobie, że zakolczykował mnie jak krowę, że obrączka to GPS i wykrywacz kłamstw w jednym, a w moim przypadku jeszcze alkomat... A tak poważnie: nigdy nie wpadliśmy na pomysł, żeby jechać do Holandii i nasz związek zalegalizować, chcieliśmy tylko udowodnić sobie, że to, co nas łączy, jest czymś więcej niż chwilową przygodą.
Romeo: - Mnie nigdy wizja ślubu specjalnie nie pociągała. Jestem antyklerykałem. Niepotrzebne mi są papiery. Wystarczy sam symbol.
Julian: - Legalizacja pomogłaby w wielu rzeczach formalnych, ale nie jest niezbędna. Jeżeli ktoś chce być razem, to będzie. Koniec kropka. Dodatkowo cały czas planujemy symboliczne zaślubiny.
Romeo: - Chciałbym, żeby były kameralne.
Julian: - Ja wręcz przeciwnie. Nasze coming out wyglądały całkiem inaczej. Romeo przyznawał się tylko niektórym znajomym, ja mówiłem dziesiątkom ludzi, byłem otwarty, zresztą ciągle tak jest. Mam mnóstwo znajomych, których chciałem zaprosić na ślub. Musi być oficjalnie. Wyobrażam to sobie tak: jest lato, wymieniamy się obrączkami, mówimy sakramentalne "tak", rzucamy kieliszki za siebie i zaczynamy nowe wspólne życie.
Romeo: - Ja zaproszę góra cztery, pięć osób.
Julian: - To mi powiesz, ilu mogę zaprosić i zrobię selekcję, OK?
Romeo: - Wbrew pozorom nie mamy wielu kolegów w środowisku gejowskim. Mamy oczywiście paru znajomych, wiadomo, że się ma.
Julian: - Czytałem kiedyś książkę "Lubiewo" i nie potrafię sobie wyobrazić siebie w roli "spedalonej cioty", bo taki właśnie świat gejów przedstawiał tam Michał Witkowski. Z całym szacunkiem dla autora, ale dla mnie coś takiego jest ohydne. Osobiście mam duży dystans do siebie i tych wszystkich "przegiętych czajników". Nie byłem nawet nigdy w typowym klubie dla gejów i nie czuję takiej potrzeby. Zawsze chciałem tworzyć prawdziwy, monogamiczny związek i udało mi się. Miałem mnóstwo szczęścia, że trafiłem właśnie na Romea.
Romeo: - Obaj mieliśmy! Najfajniej było nam usłyszeć komentarz od znajomych dziewczyn, że w całej naszej paczce to właśnie nasz związek jest najnormalniejszy.
Julian: - Tak naprawdę największym problemem są w tym wszystkim rodzice. Oni po prostu nie potrafią tego zaakceptować, a ja nie chcę ich skrzywdzić. Z drugiej jednak strony nie mogę przecież zrezygnować ze swojego szczęścia. Pozostaje nadzieja, że wszystko kiedyś się ułoży, ale to pewnie potrwa jeszcze parę ładnych lat.
* śródtytuły to cytaty z piosenki Starego Dobrego Małżeństwa "List do Małego Księcia"
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
-
Gacek
- Posty: 1445
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Loża Sadystów- marquis de Sade. Gare Centrale
- Kontakt:
A ja, o dziwo, też uważam, że MAŁŻEŃSTWO, to związek kobiety i mężczyzny. A wszystko pozostałe pozostaje po prostu związkiem. Z ta różnicą w stosunku do części przedmówców, ze ja jestem za legalizacja tychże związków.
A ponadto szacun dla tej Pani, że potrafi stać na straży swoich przekonań i nie przypodobowuje się kapłanom politycznej poprawności, która po cichu zabija szczerość i wolność wyrażania swoich poglądów.
[ Dodano: |30 Kwi 2009|, 2009 13:56 ]
Osobiście uważam (co powtarzam po raz setny), że największy problem z przegiętością innych maja ci, którzy sami nie czują się w pełni mężczyznami.
A ponadto szacun dla tej Pani, że potrafi stać na straży swoich przekonań i nie przypodobowuje się kapłanom politycznej poprawności, która po cichu zabija szczerość i wolność wyrażania swoich poglądów.
[ Dodano: |30 Kwi 2009|, 2009 13:56 ]
A mnie sie artykuł nie podoba. Bo chłopcy chcą równego traktowania przez pozostała część społeczeństwa, jednocześnie nie traktując równo swoich homobraci (ta kwestia o przegiętych ciotach)levar pisze:Historia smutna, ale piękna... A może nawet bardziej piękna, niż smutna... No i niestety jest w niej samo życie...
Osobiście uważam (co powtarzam po raz setny), że największy problem z przegiętością innych maja ci, którzy sami nie czują się w pełni mężczyznami.
Całuję Was w Wasze małe serduszka.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36261
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
Czemu zaraz "o dziwo", bardzo mądre słowaGacek pisze:A ja, o dziwo, też uważam, że MAŁŻEŃSTWO, to związek kobiety i mężczyzny. A wszystko pozostałe pozostaje po prostu związkiem. Z ta różnicą w stosunku do części przedmówców, ze ja jestem za legalizacja tychże związków.
A ponadto szacun dla tej Pani, że potrafi stać na straży swoich przekonań i nie przypodobowuje się kapłanom politycznej poprawności, która po cichu zabija szczerość i wolność wyrażania swoich poglądów.
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
-
Gacek
- Posty: 1445
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Loża Sadystów- marquis de Sade. Gare Centrale
- Kontakt:
Były osoby na tym forum, które przypisywały mi promocję małżeństw homoseksualnych (pomimo tego, ze bardzo zwracam uwage na terminologię w tej materii), gejowski styl życia (cokolwiek to nie oznacza). Dobrze, ze nie oskarżono mnie o zjadanie dzieci...Bastian pisze:Czemu zaraz "o dziwo", bardzo mądre słowa
Całuję Was w Wasze małe serduszka.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36261
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
A nie nie, zjadaczom (szczególnie skrytym) dzieci mówimy stanowcze "nie!" 
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
I właśnie chyba to zrozumiałem ,bo niestety choć mam sporo lat nie wiedziałem skąd są te ataki na p... .Gacek pisze:
Osobiście uważam (co powtarzam po raz setny), że największy problem z przegiętością innych maja ci, którzy sami nie czują się w pełni mężczyznami.
Dzięki Gacek .
Przegubowce ,to sól tej ziemi .