To nei idealistyczne ząłożenie, to fakt. I nie zakłądam że podatki będą na 100% niższe, lecz że mogłyby. Nie daję gwarancji bo wiem jak wygląda budżet Warszawy - deficyt w ubiegłym roku na 2 mld pln i zadłużenie na 50% rocznego budżetu (przeszło 5 mld pln).i stąd ideliastyczne założenie, że gdyby komunikacja była prywatna, to podatki byłyby mniejsze?
Wiem jednak jedno, obecne rozpasanie i obdarowywanie ludzi nakładami na ZTM kosztowało miasto sprzedaż SPEC-u. I w najbliższych latach będzie kosztować kolejne "klejnoty rodowe".
A podwyżki cen biletów i tak będą. Skąd to wiem? Bo banki odmawiają Warszawie kredytowania i żądają spłaty długów.
Piszesz jakby w Warszawie ludzie jak sardynki nie jeździli. Sorry MeWa nie bądź hipokrytą. W Warszawie nie ma "upychaczy", ludzie upychają się sami...to co szwankuje w tamtych systemach, że ludzi trzeba upychać jak sardynki?
Lwów wygląda jak wygląda nie z powodu prywatnych środków ale z powodu tego że tam są "zaświaty". Jeśli myślisz że cokolwiek pomógłby tam wpływ samorządu czy państwa to jesteś BARDZO naiwny. Ukraina, Białoruś, Rosja, czy inne "postsoviety" to kraje 4 świata. Stąd i komunikacja jest na poziomie 4 świata i tutaj nie ma znaczenia czy to prywaciarz czy transport publiczny (we Lwowie na publicznym jeździłby taki sam szrot i z taką samą częstotliwością).I skąd przeświadczenie, że prywatyzacja komunikacji (w Twoim rozumieniu: jej całkowita deregulacja) przyjmie uporządkowaną formę? A nie będzie tak jak u wschodnich sąsiadów - tysiące marszrutek tylko na obleganych trasach, często nieodpowiadającym żadnym standardom ("busiarstwo").
A co do Warszawy, tutejszy "splendor" to nie zasługa magistratu lecz kredytów które się narobiło. Kredyty będzie trzeba spłacić. Obecny poziom komunikacji jest robiony na kredyt, a miejska linia kredytowa się kończy.
Tak czytam i odpowiedziałem. Żeby lobby mogło walczyć musiałoby mieć warunki.a czytasz co napisałem? Gdzie są lobbiści? Gdzie jest nacisk na opinię publiczną? Jeśli to takie opłacalne, to czemu tego nie ma?
Natomiast w Polsce tych warunków nie ma, tutaj jak powiesz "prywatyzacja" albo "zmiana systemu" to pojawi Ci się stado "należymisię".
W Polsce jest tak silny lobbing socjalny (w dużej mierze oparty właśnie na lemingach "należymisię" albo "państwomazadbać") że każdą ideę prywatności i prywatyzacji odbiera się jako zamach na święty i niepodważalny socjalny charakter państwa.
W bardzo prosty sposób. Główne arterie uznaję za ciągi komunikacyjne o dużej przepustowości i na tych arteriach puszczam komunikację miejską. Komunikacja miejska to nie taksówka, to tańsza alternatywa podróżowania i tak powinna być traktowana, a nie jako "tania taryfa door to door".konkretnie, zejdź na ziemię, dość nieokreślonej abstrakcyjności. Opisz jak sobie to wyobrażasz - na konkretnych przypadkach. Jak chcesz stworzyć w Warszawie nowy system komunikacyjny w oparciu o istniejące arterie. Konkretne ulice (Marszałkowska, Jerozolimskie itp.)
Gwiazdę uzupełniam liniami okrężnymi i schemat jest gotowy.
Jeśli ktoś chce mieć "door to door" to niech zamówi "taxi", chce skorzystać z maskomu to musi do niego dojść tych kilkaset metrów.
Jedno ale, Tokio jest jak na swoją wielkość bardzo mało ludne. Gęstość zamieszkania jest w wielu dzielnicach tylko pozorem. Tokio jest miastem właśnie o stosunkowo małym zaludnieniu - na co jawnie skarży się magistrat. Z resztą najlepszym dowodem na to jest właśnie ilość podróżnych w komunikacji zbiorowej - przeciążenie jest spowodowane właśnie tym faktem że ogromne rzesze ludzi codziennie wyjeżdżają nawet po 60 km poza samo miasto.Przede wszystkim porównania do Tokio są mocno nie na miejscu - przede wszystkim miasto to charakteryzuje się zwartą, gęstą zabudową (a w Warszawie mamy spore placki rzadkiej zabudowy jednorodzinnej) i niejako żyje 24 h na dobę. Warszawa - nie.
i jeszcze jedno, mylisz się jeśli myślisz że nie boirę tego pod uwagę.
I generalnie nie mam nic przeciwko takiemu rozwiązaniu. Jeśli ktoś mieszka na wsi to ponosi tego konsekwencje, nie może być tak że lokalna społeczność ma płacić w podatkach za linię komunikacyjną dla 5 ludzi. Tak naprawdę Ci ludzie ponoszą konsekwencje tego że mieszkają tu a nie gdzieś indziej, jeśli przeszkadza komuś autobus co godzinę to zmienia miejsce zamieszkania albo jest przygotowany na podwyższone wydatki - np. na taxę raz na jakiś czas kiedy nie trafi się autobus.Zasadniczym następstwem tych różnic byłby fakt, że komunikacja w Warszawie budziłaby się o 6.30 i zamierała o 19.30, za wyjątkiem może kilku ulic typu Marszałkowska. "Po wsiach'' (przepraszam za to określenie, ale nie chce mi się szukać lepszego) komunikacja przestałaby praktycznie istnieć, bo ciężko nazwać taką busa raz na 2h.
01. Nikomu nie bronię jeździć samochodem - Ty też nie powinieneś bo to objaw chorej zazdrości o to że ktoś korzysta z samochodu.Oczywistym następstwem tego byłoby masowe przesiadanie się mieszkańców "wsi" do samochodów prywatnych. W efekcie pojawiłyby się jeszcze większe korki na drogach dojazdowych do centrum, czyli konieczność podniesienia ich przepustowości. A kto za to zapłaci? - miasto. Jednym słowem na pełnej prywatyzacji straciliby wszyscy: kierowcy (korki), pasażerowie (bezpośredni wzrost cen biletów, nieznaczny, ale jednak), piesi (mniej przestrzeni dla nich) i oczywiście miasto (na budowy dróg), co oznacza, że podatki mogłyby w długiej (kilkuletniej) perspektywie wzrosnąć, a nie spaść.
02. Drogi w Warszawie to muszą zostać rozbudowane tak czy siak. Należało to zrobić już dwie dekady temu - tylko się to zaniedbało. Każde normalne miasto w Europie ma system obwodnic. W Warszawie tego zaniechano i efektem tego mając stosunkowo niską ilość samochodów mieścimy się w pierwszej piątce najbardziej zakorkowanych miast starego kontynentu. Budowy obwodnic i przebudowy sieci dróg i tak nie unikniesz, możesz ją odwlekać, ale prawdę powiedziawszy samochodów nie ubędzie, aglomeracja rośnie i ilość pojazdów wraz z nią.
Pamiętaj że nawet miasta o bardzo rozwiniętych sieciach komunikacji - jak wspominane przeze mnie Tokio mają pokaźny udział samochodów w ruchu więc jakiekolwiek stwierdzenia że maskom wszystko rozwiąże możesz między bajki włożyć - to brednie usprawiedliwiające niegospodarność.
Toś po bandzie pojechał.Zapraszam do Lwowa, szczególnie wieczorem - zobaczysz, jak wygląda prywatna komunikacja. O czymś takim, jak rozkłady można pomarzyć (no, akurat w tym przypadku, to i miejski przewoźnik się nie postarał).
To zwykła utopia. Żadnemu prywaciarzowi nie opłacałoby się jeździć np. na Kępę Zawadowską czy Olesin. A jak już, to kilka kursów w okolicy 6, 8, 14 i 18.
W przeciwieństwie do Ciebie ja jestem w stanie dostrzec jedno, Lwów to zaświaty, region biedy na Ukrainie która sama w sobie jest krajem 4-go świata. I jak sam zauważyłeś tam sytuacja nie jest winą kapitału prywatnego, lecz tego że tam tak funkcjonuje wszystko.
To ja Ciebie zapytam. Czy bycie beneficjentem należy ograniczać jedynie do gotówki?Sorry, ale to zdanie pokazuje mi, że nic, ale to nic nie rozumiesz. Po pierwsze, twierdzenie że Warszawa (władze miasta) jest beneficjentem Warszawy (ZTM), to bełkot w czystej postaci. ZTM jest instytucją miejską - równie dobrze mógłbyś napisać, że państwo jest głównym beneficjentem urzędów skarbowych. Jakim głównym, jakim beneficjentem?! Po drugie - no właśnie, zdecyduj się: co znaczy "beneficjentem" w przypadku działalności dotowanej? Miasto według ciebie dotuje zbiorkom, czy na nim zarabia?
Władze miasta są jak najbardziej beneficjentami ZTM. Ponieważ organ ten jest wykorzystywany do tworzenia kapitału wyborczego. Oczywiście nie jest to nic nowego, bowiem większość inwestycji publicznych czy organów dofinansowanych z budżetu służy przede wszystkim celom politycznym. Tak politycznym Bastianie a nie społecznym, ponieważ służą one kupieniu sobie głosów wyborców. Tak było z M Pl. Wilsona, tak było z liniami autobusowymi na Tarchominie, tak samo było ze wspólnym biletem i medialnymi obietnicami z Piaseczna czy Jabłonny.
ZTM to twór ewidentnie polityczny i sam powinieneś się zastanowić czy to ja źle pisze czy to Ty nie chcesz zaakceptować prawdy jaką jest to że ta organizacja służy kupowaniu głosów plebsu na wybory.
Sorry nie rozśmieszaj mnie. Jakim tylko ciałem wykonawczym? ZTM jest aktywnym narzędziem politycznym. Rozumiem że ZTM nie brał udziału w medialnej awanturze w Jabłonnej, Rozumiem że ZTM nie wpływał na to by Piaseczno włączyć do wspólnego biletu?Zrozumcie, że ZTM (jako organizator transportu) jest w zasadzie tylko ciałem, które właśnie przekazuje kasę przewoźnikom, zamawiając usługi. Zlikwidujmy ZTM, nie płaćmy przewoźnikom, niech miasto przeznaczy tę kasę np. na ulice. A co z tego będzie miał pasażer? On tych pieniędzy nie dostanie, nie ma takiego instrumentu, który pozwoliłby przekazywać miejskie pieniądze obywatelom do ręki. Chyba, że chcecie rozmontować to na szczeblu ogólnokrajowego systemu podatkowego, ale ja się w takim razie wypisuję z tej dyskusji
Czy to nie Pan Ruta z ZTM gromił radnych podwarszawskich miejscowości gdy wahały się nad wejściem do wspólnego biletu?
Bastianie, ja mam oczy i uszy, widzę i słyszę co dzieje się wokół i nie wmówisz mi że ZTM jest tylko apolitycznym ciałem do przelewania pieniędzy - na marginesie tym mógłby się zająć jakikolwiek bank albo najemna firma i miasto nie musiałoby tworzyć samodzielnego i zbiurokratyzowanego podmiotu do tak odpowiedzialnego zadania jak rozdzielanie pieniędzy.
A wiesz MeWa? Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak dużo w tych słowach prawdy.no - widać, Europa to jeden wielki zakład pschatryczny
Ja problemu nie widzę. problem rozwiązują japońskie systemy SUICA i PASNET. Doładowujesz kartę prepaid i wchodzisz do jakiego chcesz środka komunikacji, odpowiednie środki są ściągane z konta karty i przelewane na konto przewoźnika.Ale to jest cena wygody. W tej chwili, mając ten sam bilet, możesz wsiąść do dowolnego autobusu, jaki pojawi się na przystanku. W warunkach warszawskich, gdzie nigdy do końca nie da się przewidzieć rzeczywistego czasu przejazdu, jest to szczególnie ważne. Prywatny transport doprowadziłby do tego, na co teraz wszyscy narzekają na kolei, czyli masz bilet, ale nie możesz wsiąść, bo twój pociąg ma literki IR, a nie TLK (swoją drogą to całkiem logiczne, ale dla pasażerów jednak niewygodne).
System prosty jak z kartami płatniczymi. Masz jedną kartę ale możesz nią zapłacić wszędzie - choć prawdopodobnie nie zdajesz sobie sprawy w ciągu jednego dnia korzystasz z usług kilku różnych operatorów i pośredników posiadających własne systemy, a mimo to problemu nie masz prawda?
Odpowiedź prosta, karta prepaid doładowywana i rozliczana z podróży na bieżąco. Kasownik wysyła do systemu komputerowego info że wsiadłeś do pojazdu konkretnego operatora. System oblicza dystans przejechany i ściąga Ci z konta kwotę za przejazd przelewając ją przewoźnikowi - jak wspomniałem nic specjalnego, w ten sposób działa każda karta płatnicza.Jestem ciekaw, jak wyglądają kwestie taryfy - ceny oraz integracja
To będą mieli kartę prepaid, nic się nie zmieni poza tym że podczas każdej podróży ściągnie się im z konta odpowiednią kwotę, jak kasa się wyczerpie to doładują i po problemie.Cały czas piszesz o pobieraniu opłaty w taki sposób, jak by istniały wyłącznie bilety jednorazowe. A wiadomo przecież, że większosć ludzi ma WKM, nie wspomnę o biletach krótkookresowych...
Bezsens bo nie ma nocnych? No cóz. Taryfy kursują non stop. Konsekwencja życia i organizowanie podróży - powrotów do domu - się kłania.Myślę, że to wystarczy, aby ukazać bezsens tego systemu.
Wiesz co, tu dużo zależy od tego jak funkcjonuje wszystko. W USA nawet biedaka na samochód stać - głównie z tego powodu że są niskie podatki.Widać w korwinistycznej definicji podatnika nie mieści się korwinistyczny nieudacznik, którego nie stać na samochód będący korwinistyczną emanacją wolności i swobód.
I tego przeciętny "korwinistyczny nieudacznik" pojąć nie potrafi, że gdyby głupi VAT był niższy o 15% to ten "nieudacznik" miałby w kieszeni tych 15% pieniądza więcej a towary byłyby o 15% tańsze co dawałoby "nieudacznikowi" 30% większą siłę nabywczą w efekcie dając mu możliwość posiadania samochodu.
Oj "bardzo niską" zważywszy na to że jezi ch po Tokio ok. 3 mln każdego dnia...@JacekM: Tyle, że w Tokio samochody odgrywają relatywnie niską rolę - także z braku miejsca. Gdzieś tam był podany modal split...
Ps. W Japonii to nie brak miejsca decyduje o tym że samochodów jest proporcjonalnie mało, ale fakt że Japonia jest bardzo mocno uzależniona od importu surowców.
To 130 mln naród, a ropy nie posiadają. Drugą sprawą jest fakt że sporo autostrad jest prywatnych i nie dotowanych co w połączeniu z bardzo rozwiniętą koleją i transportem morskim powoduje że pojedynczej osobie nie opłaca się jeździć samochodem.
Jeździłoby tyle brygad ile by się opłaciło, trudno się sprzeczać. Tyle że jeszcze coś. Pamiętaj że prywaciarz jest gotów puścić kilka nierentownych brygad byleby mieć więcej klientów.Międzyszczyt - jednobrygadowo pewnie ktoś by obsługiwał. Ale o nocy zapomnij
Tyle że to nie rozwiąże problemów. Zastanawiałem się trochę nad prywatyzacjami w wykonaniu polskim. Tworzenie rynku w oparciu o przetargi publiczne problemu nie rozwiązuje.Ja bym powiedział, że nie jest wielkim problemem, aby torowiska przejęło miasto. Natomiast problemem będą zajezdnie - a budowa nowej zajezdni tramwajowej to bardzo wysokie koszty.
W sumie miasto jak by przejelo to wtedy łatwiej innym graczom było by funkcjonowac.
Tworzy jedynie patologię w innym wykonaniu. To bardzo "koruptogenne" rozwiązanie.
Jeśli coś ma być prywatne ale działać na zlecenie organu publicznego to ryzyko korupcji jest ogromne. Skończy się tym że będzie jak z policyjnymi "alfami" - przetargi bedą tworzone pod konkretnych operatorów. A to jest bezsens. Jeśli miałaby nastąpić prywatyzacja - skuteczna - to musiałoby to pójść jako całość i jeszcze do tego komunikacja musiałaby zostać wypchnięta poza system zamówień publicznych.
Hm,wracając do głównego tematu, no gdyby mieli mieć prywaciarzy to trzeba sprywatyzowac TW i MW i tyle, dalszy rozwój byłby lepszy. Warunek firma musi być Najlepiej całkowicie Polska, czyli sprzedać tabor i sieć w rozwój firmie związanej z tramwajami jak PESA, Sanok, Konstal czy H.Cegielski w Poznaniu. No i ciekawe jak to wtedy by na rozwój tych siecie tramwajowych chociaż pomogło?
A co to za rozwiązanie że firma kupująca będzie Polska? Myśl logicznie!!!
Jak ktoś "obcy" będzie chciał kupić to kupi przez "polskiego" pośrednika i po Twoim Narodowym socjalizmie.
Jak dla mnie firma może być i z Tasmanii, jeśli jej się kalkuluje wejść na rynek to nie widzę problemu, niech wchodzi, bierze i działa.
Dalszy rozwój lepszy? A jeśli miasta na ten rozwój nie stać? To co ma wszystko stać i się zapadać byleby było "polskie"? Myśl.
A czemu firmie związanej z tramwajami? To że ktoś produkuje to żaden argumnet by się zajmował usługami transportowymi - ba mogłoby być to wręcz szkodliwe bo na tory wyjeżdżałyby prototypy
Tramwaje w Wawie wraz z rozwojem metra będą zanikać. To stan naturalny. Więc ogólnie zastanawiałbym się nad sensownością rozwoju sieci tramwajowej.Jeśli rzeczywiście nie ma nikogo takiego by te tramwaje sprywatyzowac i rozwijać lepiej to szkoda.
Tramwaje mają jedną zasadniczą wadę: POJEMNOŚĆ. Jeśli chodzi o prędkośc komunikacyjną to zdecydowanie powinny być oddzielane od ruchu kołowego a nie budowane jako kolizyjne rozwiązania.Żeby było lepiej ceny biletów na tramwaj [prywatny] musiałby być przynajmniej 2 razy wyższe...Czy teraz jest tak źle, że potrzeba prywatyzacji? Wady tramwajów, znaczy się ich prędkość to nie wina TW, tylko brak priorytetów...czyli gestia o ile dobrze wiem ZDM.
01. Udowodnij tezę. Póki co z Polsce da się zauważyć że publiczne jest droższe i bardziej zaniedbane, ale może masz jakieś argumenty potwierdzające Twoją tezę.Nie, to nie jest egoizm. To jest raczej już zażenowanie faktem, że nie dociera że w tej sytuacji prywatne nie znaczy lepiej i taniej. Wręcz przeciwnie, znaczy gorzej i drożej. Gdyby to było takie opłacalne, to już dawno byśmy mieli ajenta tramwajowego, skoro nie ma, to znaczy że koszta początkowe są za duże, a nikt nie będzie czekał 30 lat, aby zacząć zarabiać pieniądze.
02. Byśmy Mieli? Weź mnie nie rozśmieszaj kolego. poczytaj sobie o panu Romanie Klusce. Zobaczysz jak wyglądał w Polsce wielki biznes. To kraj w którym zakazuje się właścicielowi sprzedać prywatnej firmy (PLAY), w którym buduje się państwowe drogi które dzień później okazują się mieć wady, kraj w którym uznaje się za nie ważne umowy kupna sprzedaży (PZU), kraj w którym sądy pracy łamią prawo pracy, w którym stawia się zarzuty korupcji dyrektorom MSWiA? Ty wierzysz w to że ktoś normalny chciałby tu robić interesy w latach '90 czy nawet ubiegłej dekadzie?
Polska jest krajem kolonialnym, skorumpowanym do granic możliwości...
[ Komentarz dodany przez: Bastian: |29 Paź 2011|, 2011 22:26 ]
Usunięto powtórzenie całego postu.