Łukasz pisze:Nie mogę znaleźć kawałka z CoMiZrobiszJakMnieZłapiesz, gdzie kobiecie rozwijają się 2 rolki papieru toaletowego jako przejście (ówcześne oznakowanie), a kierowca dostaje mandat za stanie na tym przejściu. Sytuacja niemal identyczna jak w reportażu o żółtym maluchu z Ursusa.
No nie do końca taka sama sytuacja, bardziej by pasowała scenka z 40-latka, gdzie Karwowski jedzie maluchem pod prąd, tłumacząc, że jeździ tak od zawsze. Czym innym jest postawić samochód, i wrócić do niego w innej rzeczywistości, a czym innym jest zignorowanie oznakowania poziomego, które pojawiło się zanim się do niego dojechało. To, czy oznakowanie jest formalnie bezprawne, czy nie - tego nie ocenia kierowca. Kierowca ma się do oznakowania stosować.
Przemk0 pisze:Rozumiem, że Ty np: rano jadąc do pracy, jesteś przygotowany na takie zatrzymanie i w jego przypadku z zimną krwią nie przyjmujesz mandatu oraz robisz pełną dokumentację aparatem który zawsze wozisz ze sobą.

Gratuluje, ale nie wszyscy mają na tyle zimnej krwi. Dodatkowo w przypadku mandatu za 100zl (tyle jest za buspas) pojawia się w głowie pytanie "Czy warto się szarpać za 100zł?" lub "A może nie mam racji to mnie jeszcze pociągną za koszty postępowania sądowego?". Pełna refleksja dopiero przychodzi później i dlatego moim zdaniem powinna być możliwość odwołania się od mandatu bezpośrednio na komisariacie.
Mam telefon, a w nim aparat. Fotka nie musi spełniać standardów TWB, żeby można było się nią w sądzie posłużyć. A to, czy mandat przyjmuję, czy nie zależy od mojej oceny sytuacji, od tego, czy moim zdaniem złamałem przepisy. Gdybym zrobił tak, jak pani o której rozprawiamy, to bym mandat przyjął, o ile oczywiście w znakach nie byłoby błędu. Gdyby był błąd - wtedy nie. O znakach uczą na kursach, nie potrzeba zimnej krwi, a znajomości przepisów, żeby ocenić, czy oznakowanie jest błędne, czy nie. Błędne to nie jest to samo, co niezgodne z planem organizacji ruchu, błędne oznacza na przykład wykluczające się znaki. Bo organizacja ruchu to nie jest problem kierowcy, kierowca ma patrzeć na znaki.
Przemk0 pisze:Z tego co pamiętam na Górczewskiej jest sporo takich znaków, więc sądzę że mógł być.
Z tego, co pamiętam, są miejsca, gdzie F-10 nie ma, więc mogło tego znaku nie być.
Poza tym: z opowieści Kracho jasno wynika, że ukarana skręcała z Górczewskiej w Prymasa w prawo. Na pewno buspas kończy się przed pasem do prawoskrętu, znikają znaki poziome "BUS", więc jeśli pani została ukarana, to musiała ciąć tym pasem sporo przed skrętem, zamiast jechać (zgodnie z oznakowaniem) pasem środkowym, i przed skrętem, po tym jak buspas się skończy, zmienić pas na prawy i skręcić. A znak F-10 na pewno nie stoi przy Elekcyjnej, tylko parędziesiąt metrów przed Prymasa, czyli nie gryzie się z buspasem. Ja nie twierdzę, że mandat był w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, ja tylko twierdzę, że pani złamała przepisy, więc mandat był formalnie słuszny.