bebe_b4 pisze:Nie mam zwyczaju oceniać ludzi po miejscu urodzenia, bo wpływ na to mamy raczej niewielki.

Natomiast drażni mnie postawa roszczeniowa i wieczne jęczenie, jak to w tej Warszafce źle. Nie ma obowiązku mieszkania w Warszawie. Osiedlając się na Wólce Zadupnej niepoważne jest tupanie nóżką i wymaganie, żeby "oni" zbudowali drogę, tramwaj, metro, most powietrzny, teraz, zaraz, natychmiast. To nie jest tak, że "przedsiębiorczy" kupili mieszkania na Białołęce, a tu nagle nocą ciemną mosty spalono, a asfalt zwinięto.

Tych dróg nigdy tam nie było i nie było ich również w momencie kupowania mieszkania.
Żeby daleko nie szukać - sam kiedyś kupiłem mieszkanie na Białołęce (choć jestem "rodowodowy"

. Było to w czasach, kiedy był tam ugór, krzaki i wilkołaki, a z Dąbrówki Wiślanej do najbliższego autobusu trzeba było iść dziki hektar przez chabazie opędzając się od wilków.

Nie dorabiałem jednak ideologii, że cicho i zielono, nie jęczałem po gazetach, że teraz chciałbym mieć asfalt i żeby mnie ktoś przytulił.
![krzywy :]](./images/smilies/krzywy.gif)
Nie narzekałem, bo za mieszkanie zapłaciłem 2400 zł za m^2.

Kiedy znudziły mi się rajdy po Modlińskiej i bażanty drące dzioby pod oknami, (i kiedy zacząłem lepiej zarabiać), przeprowadziłem się w jakieś fajniejsze miejsce, z asfaltem, metrem, szkołami, itp.
"Przybliżenie" Białołęki spowoduje tylko, że wzrosną tam ceny mieszkań, zaś "przedsiębiorczy" zaczną osiedlać się w Jabłonnie, Legionowie czy Serocku, po czym zażądają wodolotu do centrum.

Ja bym wolał, żeby najpierw zadbać o "starych" mieszkańców (cywilizując transport, kończąc obwodnicę Śródmieścia, budując wreszcie drogi międzydzielnicowe na Starej Pradze, szukając kasy na zamknięcie ringu ekspresowego), a potem o "nowych" i potencjalnych.