Całkowicie zgadzam się z tą tezą. Należy sobie postawić pytanie - czy nos jest dla tabakiery czy tabakiera dla nosa.fik pisze:Nikt z dyskutujących chyba nie sugeruje, że kara została nałożona niezgodnie z regulaminem - nie zmienia to faktu, że regulamin jest nieintuicyjny i w związku z tym - antypasażerski.
Czy usługi przewozowe są dla klienta - czy klient dla leniwych kulejorzy?
Gdyby drużyna konduktorska miała obowiązek przejścia po pociągu po każdym przystanku i sprawdzenia biletów pasażerów dosiadających, nie byłoby miejsca ani na taki regulamin, ani na wątpliwej renomy Renomę.
Jakoś w PKP Intercity ktoś to zrozumiał, i w związku z tym wsiadając w ostatniej chwili do ekspresu to ja siadam i czekam aby mnie obsłużono a nie ja się muszę uganiać za pracownikiem przewoźnika, żeby ten zechciał mi łaskawie sprzedać bilet.
Problem ten by nie istniał, gdyby drużyna konduktorska była dwuosobowa zawsze i była rozliczana z biegania po pociągu za klientami, a nie siedziała w kanciapie za maszynistą.Paweł D. pisze:Problem polega na tym, że nigdy na 100% nie oddzielicie cwaniaków, którzy zapragnęli kupić bilet dopiero na widok kanara od tych co naprawdę chcieli go kupić.
Oznacza to tylko tyle że pracowników pokładowych powinno być:Premo pisze:Pracownicy pokładowi nie dają sobie rady z niektórymi pasażerami.
a) więcej
b) lepiej przeszkoleni
c) mający możliwość wezwania patrolu mobilnego na najbliższą stację do pasażera awanturującego się, nietrzeźwego, lub odmawiającego zakupu biletu.
Gdybyśmy żyli w normalnym kraju, nie byłyby potrzebne, przy założeniu wyrywkowej kontroli uczciwości drużyn konduktorskich (za brak biletu odpowiada drużyna konduktorska, nie pasażer). Ale wiadomo, że kontrolującego trzeba kontrolować, a kto skontroluje kontrolującego kontrolującego?fik pisze:Kontrole rewizyjne też byś zlikwidował?Piottr pisze: Jedyną formą kontroli pracy (uczciwości) drużyn konduktorskich w cywilizowanych warunkach powinna być akcja typu "tajemniczy klient". Myślę, że to byłoby dużo skuteczniejsze.