A teraz o polityce... (tej krajowej)

Moderator: Szeregowy_Równoległy

Stary Pingwin
Posty: 6085
Rejestracja: 11 lis 2009, 11:48

Post autor: Stary Pingwin » 18 cze 2015, 23:22

Widzisz, pracujemy na państwowym. Stała pensja, zusy popłacone, płatne urlopy. A teraz wyobraź sobie, że zakładasz od zera firmę. Po pewnym czasie chcesz zatrudnić pracowników i okazuje się, że w Polsce nie ma bezrobocia. Jeżeli ktoś się zgłosi, to chce na początek więcej niż ma właściciel na czysto. Albo przychodzi osoba ze skierowaniem z UP, tylko po pieczątkę o niezdatności w potrzebnym Tobie zawodzie. Wiem, bo szukałem kiedyś pracowników do swoich firm, a płaciłem nieźle. Dlatego podtrzymuję, że NIEKTÓRZY są roszczeniowi, wolą nic nie robić i narzekać na cały świat.
Co znaczy godne życie? Z mojej młodości nie pamiętam bezdomnych i bezrobotnych.
Klimatyzatory są złe.
Niszczą torowisko.

Awatar użytkownika
fik
Naczelne Chamidło
Posty: 27760
Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser

Post autor: fik » 18 cze 2015, 23:31

A teraz wyobraź sobie, że próbujesz od zera się zatrudnić i każdy proponuje ci 700 PLN na rękę na zleceniu i niepłatne nadgodziny. Witaj w prawdziwym świecie :)

Godne życie, w moim mniemaniu, polega na tym, że nie muszę podejmować wyborów, czy w tym miesiącu pójdę na koncert, czy kupię sobie nowe spodnie. Godne życie polega na tym, że stać mnie na dwutygodniowe wczasy poza granicami kraju. Godne życie polega na tym, że nie muszę prowadzić grafików wizyt u lekarzy, bo dwie wizyty u specjalistów znacząco uszczuplają mój budżet. Godne życie, mówiąc najogólniej, polega na tym, że każdego miesiąca stać mnie na zaspokojenie minimalnych potrzeb w każdej kategorii, o której mówię - rozrywki, wypoczynku, kultury, ubrań, itd, itp - i nie muszę podejmować wyborów pomiędzy nimi; do tego stać mnie na pokrycie niespodziewanych kosztów - awaria lodówki i konieczność wydania tysiąca PLN na nową nie powoduje, że muszę przez najbliższy kwartał zaciskać pasa.
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!

MichalJ
Posty: 15044
Rejestracja: 12 kwie 2010, 19:33

Post autor: MichalJ » 18 cze 2015, 23:34

fik pisze:A teraz wyobraź sobie, że próbujesz od zera się zatrudnić i każdy proponuje ci 700 PLN na rękę na zleceniu i niepłatne nadgodziny. Witaj w prawdziwym świecie :)
A równocześnie znaleźć kogoś do roboty na etacie nie sposób.

Awatar użytkownika
fik
Naczelne Chamidło
Posty: 27760
Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser

Post autor: fik » 18 cze 2015, 23:38

MichalJ pisze:
fik pisze:A teraz wyobraź sobie, że próbujesz od zera się zatrudnić i każdy proponuje ci 700 PLN na rękę na zleceniu i niepłatne nadgodziny. Witaj w prawdziwym świecie :)
A równocześnie znaleźć kogoś do roboty na etacie nie sposób.
Po czym wnosisz?
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!

Stary Pingwin
Posty: 6085
Rejestracja: 11 lis 2009, 11:48

Post autor: Stary Pingwin » 18 cze 2015, 23:50

Życie zawsze jest sztuką wyboru. Dla jednego rzeczy niezbędnych do przeżycia, dla innego koloru maserati.
Z zatrudnianiem za 700 na zlecenie to jest sprawka naszych polityków, którzy stworzyli prawo pozwalające na takie praktyki. Syty głodnego nie zrozumie. Po odzyskaniu wolności bogaci stali się bogatsi, a biedni zbiednieli.
Klimatyzatory są złe.
Niszczą torowisko.

Awatar użytkownika
fik
Naczelne Chamidło
Posty: 27760
Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser

Post autor: fik » 18 cze 2015, 23:53

Stary Pingwin pisze:Z zatrudnianiem za 700 na zlecenie to jest sprawka naszych polityków, którzy stworzyli prawo pozwalające na takie praktyki.
Oczywiście, że tak - ale sprzeciwianie się temu to nie jest roszczeniowość, tylko rozsądek.
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!

MichalJ
Posty: 15044
Rejestracja: 12 kwie 2010, 19:33

Post autor: MichalJ » 19 cze 2015, 0:17

fik pisze: Po czym wnosisz?
Po tym, że się nie zgłaszają.

Oczywiście etat nienauczycielski na uniwerku jest jaki jest, ale gdyby ktoś naprawdę miał do wyboru śmieciówkę za 700 zł, no ludzie...

Z kolei pewna znajoma firma szukała ludzi, owszem, na zlecenia i nie w pełnym wymiarze, ale też nie za 700 zł i z prawdziwą perspektywą etatu, to młodzież studencka czy tuż-po-studencka kończyła zainteresowanie na etapie pierwszej rozmowy telefonicznej, a nawet jak się paru umówiło na rozmowę z szefem, to żaden nie przyszedł. W końcu zatrudnili kogoś w wieku 35-40.

Natomiast jeśli kogoś zredukują w wieku lat 50+ i będzie chciał znaleźć pracę choć trochę odpowiadającą umiejętnościom, kompetencjom i ambicjom (że o dotychczasowych zarobkach nie wspomnę), to tak, wtedy jest bardzo trudno.

MichalJ
Posty: 15044
Rejestracja: 12 kwie 2010, 19:33

Post autor: MichalJ » 19 cze 2015, 0:24

Stary Pingwin pisze:Po odzyskaniu wolności bogaci stali się bogatsi, a biedni zbiednieli.
Nie. Biednym się poprawiło 10 razy, a bogatym 1000 razy. Ale żadne tam zbiednieli, ja doskonale pamiętam, jak nieprawdopodobnie, żałośnie biedna i siermiężna była PRL.

I znowu - to, że kapitał rośnie szybciej niż gospodarka, to jest wielki problem, z którym tak naprawdę nikt nie umie sobie poradzić (a przy tym mało kto próbuje - a nawet wręcz przeciwnie, opodatkowanie kapitału bywa pierwsze w kolejce do obcięcia, np. nielimitowane zwolnienie z podatku spadkowego). Ale to nie znaczy, że dam sobie wmówić, że "ludziom się pogorszyło".

Awatar użytkownika
pawcio
Posty: 24996
Rejestracja: 16 gru 2005, 13:53
Lokalizacja: Os. Wilga

Post autor: pawcio » 19 cze 2015, 6:00

fik pisze:Godne życie, w moim mniemaniu, polega na tym, że nie muszę podejmować wyborów, czy w tym miesiącu pójdę na koncert, czy kupię sobie nowe spodnie. Godne życie polega na tym, że stać mnie na dwutygodniowe wczasy poza granicami kraju. Godne życie polega na tym, że nie muszę prowadzić grafików wizyt u lekarzy, bo dwie wizyty u specjalistów znacząco uszczuplają mój budżet. Godne życie, mówiąc najogólniej, polega na tym, że każdego miesiąca stać mnie na zaspokojenie minimalnych potrzeb w każdej kategorii, o której mówię - rozrywki, wypoczynku, kultury, ubrań, itd, itp - i nie muszę podejmować wyborów pomiędzy nimi; do tego stać mnie na pokrycie niespodziewanych kosztów - awaria lodówki i konieczność wydania tysiąca PLN na nową nie powoduje, że muszę przez najbliższy kwartał zaciskać pasa.
To zdecyduj się, czy mówisz o minimalnych potrzebach, czy o dwutygodniowych wczasach zagranicznych. Bo coroczne dwutygodniowe wczasy zagraniczne to nie jest minimum potrzebne do godnego życia tylko już wygoda na skraju luksusu.
Jeżeli zarabiając ponad średnią krajową masz problem z redukcją stawki przy chorobowym to oznacza, że żyjesz ponad stan. Przy dwóch średnich krajowych w Warszawie rodzina z dwójką dzieci i kredytem na dom wolnostojący może sobie pozwolić na wczasy w Chorwacji. Wiem, bo znam takich. A dopiero dzieci generują koszty życia, nie "godne życie".
Ja w ogóle nie rozumiem Twojego utyskiwania na obniżanie wynagrodzenia w czasie choroby. Jakoś Cię nie zastanawia, skąd ma być kasa dla tych, którzy muszą pracować w miejsce chorego w nadgodzinach, z wolnego dnia itp. Motorniczowie zarabiający przeciętnie trochę powyżej średniej krajowej jakoś nie mają z tym problemu i każdą odmowę urlopu kwitują hasłem, że idą na zwolnienie.
Niekoniecznie zgadzam się ze wszystkim, co napiszę. (C) Marshall McLuhan
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem

cns80
Posty: 981
Rejestracja: 01 wrz 2011, 12:33
Lokalizacja: Warszawa-Lucerny

Post autor: cns80 » 19 cze 2015, 9:13

pawcio pisze:Jeżeli zarabiając ponad średnią krajową masz problem z redukcją stawki przy chorobowym to oznacza, że żyjesz ponad stan.
Też tak uważam.
pawcio pisze: Przy dwóch średnich krajowych w Warszawie rodzina z dwójką dzieci i kredytem na dom wolnostojący może sobie pozwolić na wczasy w Chorwacji.
Ja ma średnią krajową, a żona minimalne wynagrodzenie więc z jednym dzieckiem w tym roku na wczasy nie pojedziemy, ale jest to pierwszy taki rok.

Ale mniej więcej rozumiem o czym fik'u mówisz. Faktycznie to co dziś traktujemy jako luksus powinno być jednak normą. 2 tygodnie za granicą przy obecnych cenach nie powinno stanowić wyzwania. Na kupno nowej lodówki to nawet niemiec oszczędza, ale jeśli chodzi o rozrywkę i ubrania to faktycznie nie powinno być takich dylematów. Ja w restauracji byłem z rodziną 2 lata temu. Raz na 2-3 miesiące mogę sobie pozwolić na wyjście do sphinx'a, pizzy hut czy lokalnej pizzerii. Piwo w pubie po 10 zł jest dla mnie za drogie. Jedzenie powyżej 25 zł za zupę i danie w przyzwoitej ilości też jest dla mnie za drogie. Ubieram się raczej w outletach i dyskontach tylko ważniejsze rzeczy jak kurtka zimowa kupuję wyższej jakości. Zrezygnowałem z Auchan i Tesco (tylko rzeczy, których nie ma w dyskontach tam kupuję) na rzecz Lidla i Biedronki (na całe szczęście jest tam coraz wyższa jakość żywności). Warzywka i regionalną kiełbaskę zamawiam sobie na targu w Radzyminie. Niemiecką chemię też (bo jest taniej niż na Gocławiu).
Nie powiem żebym tego oczekiwał po 17 latach pracy w tym 10 na etatach. Tyle samo co zarabiam teraz zarabiałem 15 lat temu w budownictwie zanim rząd nie wymyślił kolejnych obciążeń dla pracodawców. Firma padła bo szef nie kombinował jak robić na czarno tylko normalnie zatrudniał 120 osób więc nieuczciwa konkurencja go wykończyła. Jakością nie miał jak konkurować bo tą widać po latach (nasze hale nadal nie wymagają remontów podczas gdy sąsiednie konkurencji mimo że dwa lata nowsze już przeszły poważną wymianę dachu i części stężeń. Firma mojego byłego szefa obecnie zatrudnia 2-3 a szef w wieku 65 lat sam robi za zaopatrzeniowca i kierownika.

BJ
(BJ.2052)
Posty: 6067
Rejestracja: 26 maja 2008, 13:55
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: BJ » 19 cze 2015, 10:16

pawcio pisze:To zdecyduj się, czy mówisz o minimalnych potrzebach, czy o dwutygodniowych wczasach zagranicznych. Bo coroczne dwutygodniowe wczasy zagraniczne to nie jest minimum potrzebne do godnego życia tylko już wygoda na skraju luksusu.
Chryste, jakiego luksusu?
Naprawdę - wydanie rocznie 3-4 tys. na 2-tygodniowy urlop to nie jest luksus a w normalnych krajach norma.

Ja mam to szczęście, że sporo podróżuję (choć teraz mniej, bo mi odpada parę stówek miesięcznie na pewną rzecz i nie są to alimenty :P ), gdyż zarabiam nie najgorzej na umowie zlecenie i póki co nie mam rodziny i specjalnych zobowiązań. Ale to też są podróże wyłącznie na promocjach typu Dubaj za 1000 PLN albo Budapeszt za 90 PLN. Na kupienie biletu lotniczego w standardowej cenie mnie póki co nie stać. Niemniej jednak póki co pieniądze idą na konto oszczędnościowe, fajki, wache i małe przyjemności.
Natomiast prawdopodobnie jeśli w najbliższym czasie przyszłoby mi wynająć z dziewczyną mieszkanie to już bym musiał więcej myśleć o tym czy iść do lokalu, gdzie piwo jest po 8 PLN a nie po 10. Jakoś by mnie to specjalnie nie bolało, bo już teraz żyję raczej racjonalnie finansowo (choć nie dziaduję na swoim komforcie).

I jeszcze przykład mojej dziewczyny. Po różnych pracach podczas studiów (od uwłaczających 6.50 PLN netto w Burger Kingu do jako takiej stówy na rękę za 8 godz. w biurze) prawdopodobnie dostanie teraz pracę w Mordorze. 2000 na start na rękę. Nie wiem czy po to studiuje się finanse i rachunkowość w języku angielskim, ale chyba nie skoro dziewczyna cały czas brzęczy, że za 2-3 lata wylatuje do Dubaju, bo tam jej zapłacą na start 3000 PLN, dadzą mieszkanie a po 2 latach standardowa pensja osoby z jej kwalifikacjami to 15-25 tys.
Aha, i zanim ktoś powie, że 2000 na start to całkiem nieźle i że przecież umowa o pracę to niech zapozna się z praktykami w korpo. Matkę wspomnianej mej lubej wyjebano z roboty po 17 latach pracy na bezterminową umowę o pracę. "Stabilizacja".

Awatar użytkownika
Bastian
Sułtan Maroka
Posty: 36261
Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...

Post autor: Bastian » 19 cze 2015, 11:29

cns80 pisze:Tyle samo co zarabiam teraz zarabiałem 15 lat temu w budownictwie zanim rząd nie wymyślił kolejnych obciążeń dla pracodawców. Firma padła bo szef nie kombinował jak robić na czarno tylko normalnie zatrudniał 120 osób więc nieuczciwa konkurencja go wykończyła. Jakością nie miał jak konkurować bo tą widać po latach (nasze hale nadal nie wymagają remontów podczas gdy sąsiednie konkurencji mimo że dwa lata nowsze już przeszły poważną wymianę dachu i części stężeń. Firma mojego byłego szefa obecnie zatrudnia 2-3 a szef w wieku 65 lat sam robi za zaopatrzeniowca i kierownika.
Najpierw się zdumiałem, jak nagle zacząłeś rozsądnie pisać. Potem jednak trafiła się solidna łycha dziegciu. Co "zanim rząd", skoro "nieuczciwa konkurencja go wykończyła"? Widzę tu wielką sprzeczność.

Otóż do państwa można mieć wiele pretensji - i ja je też mam. Ale nie o "kolejne obciążenia" bynajmniej - ile i jakich tych obciążeń przybyło, jak to wygląda na tle Europy? Otóż ja mam pretensję o to, że państwo pozwala działać nieuczciwej konkurencji. Komu się to opłaca? Sam piszesz: jakość marna, a uczciwie działający nie mają szans. Pracownikom też nie dzieje się tam dobrze. Gdzie jest sprawna kontrola, gdzie sprawne PIP, BHP? Gdzie sprawne sądownictwo, pozwalające na odzyskiwanie pieniędzy za faktury jeszcze przed upadkiem? Oczywiście, że tanie państwo to dziadowskie państwo. To państwo jednak lekką ręką wypuszcza jednak potencjalne dochody (od podatków multikorporacji po źle parkujących blachosmrodziarzy), które powinno jednak pobrać i dobrze wykorzystać ku pożytkowi swemu i wszystkich obywateli (korzyść z tego będzie szybciej, niż mityczne "skapywanie bogactwa od milionerów - problem w tym, że oni swe bogactwo kiszą lub nim spekulują, zamiast puszczać na rynek). I o to należy walić bez litości.

A tak ogólnie - poprawiło się, czy pogorszyło? Tu chyba wszyscy mają trochę racji. Spodziewam się, że są miejsca na prowincji, gdzie jest gorzej, niż było w PRL-u. W większych ośrodkach jest pewnie tak, jak pisze MichalJ - jednym jest 10 razy lepiej, innym 1000 razy. Oburzenie powoduje (nie tylko tu i teraz, tylko z zasady) jednak nie niski poziom życia sam w sobie, lecz rozziew między nim a aspiracjami. Ludzie zaciskają zęby i dają sobie radę, gdy widzą, że dookoła jest równa bryndza. Potrafią się jednak wkurzyć, gdy telewizje serwują im obraz szczęścia i dostatku nawet w serialach, a politycy ostentacyjnie jedzą ośmiorniczki. Oczywiście problem nie w samych ośmiorniczkach ani pieniądzach na nie wydanych - one i tak nie rozwiązałyby żadnego problemu. Wyraźnie jednak okazało się, że klasa polityczna jakoś tak niepostrzeżenie znalazła się na innej planecie i teraz się dziwi. I nagle wyszło, że rządzi krajem zupełnie go nie rozumiejąc. Cóż, Maria Antonina też nie rozumiała.
Honi soit qui mal y pense... Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow

cns80
Posty: 981
Rejestracja: 01 wrz 2011, 12:33
Lokalizacja: Warszawa-Lucerny

Post autor: cns80 » 19 cze 2015, 12:11

Bastian pisze:Najpierw się zdumiałem, jak nagle zacząłeś rozsądnie pisać. Potem jednak trafiła się solidna łycha dziegciu. Co "zanim rząd", skoro "nieuczciwa konkurencja go wykończyła"? Widzę tu wielką sprzeczność.
Nie ma tu sprzeczności bo zgadzam się z tym co napisałeś poniżej:
Bastian pisze:Otóż do państwa można mieć wiele pretensji - i ja je też mam. Ale nie o "kolejne obciążenia" bynajmniej - ile i jakich tych obciążeń przybyło, jak to wygląda na tle Europy? Otóż ja mam pretensję o to, że państwo pozwala działać nieuczciwej konkurencji. Komu się to opłaca? Sam piszesz: jakość marna, a uczciwie działający nie mają szans. Pracownikom też nie dzieje się tam dobrze. Gdzie jest sprawna kontrola, gdzie sprawne PIP, BHP? Gdzie sprawne sądownictwo, pozwalające na odzyskiwanie pieniędzy za faktury jeszcze przed upadkiem? Oczywiście, że tanie państwo to dziadowskie państwo. To państwo jednak lekką ręką wypuszcza jednak potencjalne dochody (od podatków multikorporacji po źle parkujących blachosmrodziarzy), które powinno jednak pobrać i dobrze wykorzystać ku pożytkowi swemu i wszystkich obywateli (korzyść z tego będzie szybciej, niż mityczne "skapywanie bogactwa od milionerów - problem w tym, że oni swe bogactwo kiszą lub nim spekulują, zamiast puszczać na rynek). I o to należy walić bez litości.
Państwo wymyślało kolejne obciążenia zamiast poprawić respektowanie poprzednich. Zresztą nawet bez podnoszenia obciążeń jeśli poprzednie są nierespektowane to ten co kantuje ma w oczywisty sposób niższe koszta niż ten działający uczciwie. I temu winien jest rząd (każdy od 89 roku) że nie dał kompetencji i przepisów wykonawczych, a także nie naciskał na instytucje kontrolne żeby ścigały kanciarzy. W efekcie czego wpływy z CIT spadały, a bezrobocie rosło.
W Austrii przepisy dla pracodawców też były restrykcyjne, ale po większych miastach chodziły patrole tajniaków i jak widziały kogoś z torbą pełną narzędzi to nie zatrzymywały tylko szły za nim na budowę i waliły takie kary pracodawcy, że później nie było chętnych do zatrudniania polaka na czarno. I wszyscy mogą, a polska władza woli dokopać uczciwym kolejnym wymogiem, zamiast poprawić wykrywalność nieprzestrzegania poprzedniego. Przecież z tych kar do budżetu wpłynęło by kupę kasy, a rynek zacząłby działać w sposób cywilizowany, a nie 90% na czarno.

px33
Posty: 1801
Rejestracja: 07 lut 2011, 17:43

Post autor: px33 » 19 cze 2015, 13:03

Oczywiście, że tanie państwo to dziadowskie państwo.
Jak na razie to mamy państwo i drogie i dziadowskie. Przy odpowiednich narzędziach informatycznych (ile to już lat istnieje ministerstwo informatyzacji/cyfryzacji?) można by poprawić efektywność działania urzędów, pozbyć się części urzędników i podnieść pensje pozostałym, żeby praca w sektorze publicznym mogła przyciągać osoby ambitne, a nie tylko szukające bezpiecznej przystani. Całkiem możliwe, że wyszłoby taniej, a raczej nie drożej.

Co do kontroli i karania - nie można szaleć za bardzo. Objęcie kontrolą 100% podmiotów jest kosmicznie nieefektywne. Można by próbować kontrolować małą próbkę na podstawie jakiegoś modelu opartego na historii (na pewno występują podobieństwa między oszustami), plus część losowo wybranych. Nie należy też od razu ubijać wszystkich karami (zwłaszcza jeśli urzędnik nie ma pewności, czy kara jest należna), może lepiej najpierw poinformować albo dać symboliczną grzywnę?

MichalJ
Posty: 15044
Rejestracja: 12 kwie 2010, 19:33

Post autor: MichalJ » 19 cze 2015, 13:06

Aż zerknąłem do kwitów - przez ostatnich 6 lat moja pensja podstawowa rosła średnio ponad 10% rocznie, co daje po odliczeniu inflacji łącznie jakieś 45%. I to w tej okropnej budżetówce, która podobno ma wszystko zamrożone. :)
Ale w tym roku podwyżka już mniejsza...

(Prowincja? Tam, to się dopiero poprawiło, w miastach wodociąg był i za PRL...)

ODPOWIEDZ