Od roku czy dwóch przed świętami zastanawiam się, dlaczego - skoro już istnieją brygady (i to wiele) o skróconych godzinach kursowania w Wigilię, to dlaczego te brygady jeżdżą po mieście do jakiejś 18. Ja rozumiem, że pewna komunikacja powinna być zapewniona przez cały czas, ale skoro już są te skrócone brygady, to czy ktoś, kto układa ten rozkład zastanawiał się w ogóle, o której godzinie ten kierowca lub motorowy będzie w domu? O 19? Czy on zdąży do rodziny na wigilię? Nie! To jaki to w ogóle ma sens?
Powiem tyle. Wigilijny wieczór to bodaj jedyny moment w roku, kiedy nawet podaż i potrzeby komunikacyjne nie powinny być tak ważne, jak zwykłe ludzkie podejście do każdego, także do tych, dzięki pracy których mamy na codzień tę komunikację. I mówi to osoba, która wcale nie jest jakoś silnie wierzącym chrześcijaninem. Wszak 24 grudnia nawet szefowie korporacji marketowych odpuszczają i większość zamyka hipermarkety o 14:00, mimo że formalny zakaz handlu obowiązuje dopiero 25 grudnia.
Tak naprawdę, ja bym zrozumiał nawet gdyby 24.12 od powiedzmy 16 do 21 komunikacja nie jeździła w ogóle. Byłoby to trudne, ale jakoś bym to zaakceptował i się do tego dostosował. Ale, bądźmy realni, nie proszę o tyle.
Życzę wszystkim spokojnych świąt. Niech chociaż ten wigilijny wieczór będzie chwilą odpoczynku od codziennnych zajęć.