A teraz o polityce... (tej krajowej)
Moderator: Szeregowy_Równoległy
- a/p TALENT
- Posty: 1750
- Rejestracja: 31 sie 2007, 19:06
- Lokalizacja: Flughafen Bemowo
Od ćwierćwiecza zajmujemy się rodzinnie nieruchomościami. Prawie zawsze osoba wynajmująca robi kwadratowe oczy, kiedy dowiaduje się, że umowa najmu zostanie zarejestrowana w urzędzie skarbowym i będzie odprowadzony podatek. Państwo bierze te 8,5 % ochoczo, mała pociecha w tym, że styl obsługi w skarbówkach nieco poprawił się.
Idiokracja nas otacza
- Glonojad
- Dark Lord of The Plonk
- Posty: 26876
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
- Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki
Znam kilka zinformatyzowanych jednostek. Żadnej nie usprawniło to pracy.
Oczywiście nie mówię o zmianie maszyn do pisania na komputery, to jednak przyniosło efekty, ale bzdury typu elektroniczny obieg dokumentów - nie.
Oczywiście nie mówię o zmianie maszyn do pisania na komputery, to jednak przyniosło efekty, ale bzdury typu elektroniczny obieg dokumentów - nie.
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.
Dostałem pismo z US żebym się zgłosił celem wyjaśnienia skąd dostali ode mnie 81,50 zł.
Dowiedziałem się od księgowej , że dostali to na konto podatku od pracowników ( których nie mam od 2 lat ) .
Na pytanie z jakiego konta to wpłacono lub skąd to jest , odpowiedzieli że nie wiedzą i żebym przyjechał osobiście to rozwiązać .
Mam już 20 lat do czynienia z tym państwem , dzieci odchowane i coraz większą chęć rzucenia tego w pi....
Chcieli mi zamknąć firmę bo się nie zgłaszałem jak zmienili cyferki na pozwoleniach działalności ( np. 101 -malowanie jak otwierałem działalność , zmienili na 1010) zamiast mi to przysłać do domu .
Przy okazji pani się pomyliła i wpisała tę moją działalność na innego gościa o podobnych danych .
Czytam to forum i trochę nie rozumiem go , czy jak ktoś zapieprza 200 godzin na miesiąc ( według mnie to sporo ) i cieszy się że ma 2500 na rękę to szczęściarz ?
Ja za tę ilość w innym kraju do którego zmierzam dostanę 6 razy tyle .
Po odliczeniu mieszkania .
Według mnie to godziwa stawka i co najważniejsze wystarcza mi .
Muszę zarobić na tę swoją emeryturę , a wam radzę pomyśleć tak
-ile chcę zarobić w życiu ? Przez pewien określony czas ...
-Ile jestem w stanie poświęcić żeby to zrealizować . ( czasu ,sił ,odmawiania sobie wakacji , przyjemności , itd itp )
Ale każdy jest kowalem swojego losu , tylko błagam nie piszcie że 5000 na 4- osobową rodzinę to jest spoko kasa .
Dowiedziałem się od księgowej , że dostali to na konto podatku od pracowników ( których nie mam od 2 lat ) .
Na pytanie z jakiego konta to wpłacono lub skąd to jest , odpowiedzieli że nie wiedzą i żebym przyjechał osobiście to rozwiązać .
Mam już 20 lat do czynienia z tym państwem , dzieci odchowane i coraz większą chęć rzucenia tego w pi....
Chcieli mi zamknąć firmę bo się nie zgłaszałem jak zmienili cyferki na pozwoleniach działalności ( np. 101 -malowanie jak otwierałem działalność , zmienili na 1010) zamiast mi to przysłać do domu .
Przy okazji pani się pomyliła i wpisała tę moją działalność na innego gościa o podobnych danych .
Czytam to forum i trochę nie rozumiem go , czy jak ktoś zapieprza 200 godzin na miesiąc ( według mnie to sporo ) i cieszy się że ma 2500 na rękę to szczęściarz ?
Ja za tę ilość w innym kraju do którego zmierzam dostanę 6 razy tyle .
Po odliczeniu mieszkania .
Według mnie to godziwa stawka i co najważniejsze wystarcza mi .
Muszę zarobić na tę swoją emeryturę , a wam radzę pomyśleć tak
-ile chcę zarobić w życiu ? Przez pewien określony czas ...
-Ile jestem w stanie poświęcić żeby to zrealizować . ( czasu ,sił ,odmawiania sobie wakacji , przyjemności , itd itp )
Ale każdy jest kowalem swojego losu , tylko błagam nie piszcie że 5000 na 4- osobową rodzinę to jest spoko kasa .
Przegubowce ,to sól tej ziemi .
- vernalisadonis
- Posty: 3034
- Rejestracja: 03 cze 2012, 13:12
Mój rekord to 316h w miesiącu, a jednym ciągiem zrobiłem 62h.Czytam to forum i trochę nie rozumiem go , czy jak ktoś zapieprza 200 godzin na miesiąc ( według mnie to sporo ) i cieszy się że ma 2500 na rękę to szczęściarz ?
Warszawa, 08.07.2014r., 8505/4A/519
Wrocław, 04.02.2016r., 4630/010A/146
Bydgoszcz, 05.01.2022 M202/3/55
Kraków, 19.10.2024 mc339/4A/178
Komunikacja miejska oraz kolej
Wrocław, 04.02.2016r., 4630/010A/146
Bydgoszcz, 05.01.2022 M202/3/55
Kraków, 19.10.2024 mc339/4A/178
Komunikacja miejska oraz kolej
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36261
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
I co tym osiągnąłeś?
Tymczasem piekło zamarzło. Szefowa MFW krytycznie o wzroście nierówności majątkowych. Ciekawe, czy Balcerowicz badał się na serce?
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,181 ... nomia.html
W sumie to jest logiczne, że jak się chce mieć złotą kurę (konsumentów), to trzeba ją trochę lepiej karmić. Mniej zarabiający ludzie w ciągu miesiąca każdą dodatkową złotówkę wyniosą z powrotem na rynek, pieniądz krąży i pracuje. Krezusi swoje miliony obracają w funduszach, z których pożytek dla gospodarki - także światowej - jest mniej lub bardziej wirtualny.
Tymczasem piekło zamarzło. Szefowa MFW krytycznie o wzroście nierówności majątkowych. Ciekawe, czy Balcerowicz badał się na serce?
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,181 ... nomia.html
W sumie to jest logiczne, że jak się chce mieć złotą kurę (konsumentów), to trzeba ją trochę lepiej karmić. Mniej zarabiający ludzie w ciągu miesiąca każdą dodatkową złotówkę wyniosą z powrotem na rynek, pieniądz krąży i pracuje. Krezusi swoje miliony obracają w funduszach, z których pożytek dla gospodarki - także światowej - jest mniej lub bardziej wirtualny.
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
- vernalisadonis
- Posty: 3034
- Rejestracja: 03 cze 2012, 13:12
Dodatkową kasę, a poza tym to nic więcej.
Warszawa, 08.07.2014r., 8505/4A/519
Wrocław, 04.02.2016r., 4630/010A/146
Bydgoszcz, 05.01.2022 M202/3/55
Kraków, 19.10.2024 mc339/4A/178
Komunikacja miejska oraz kolej
Wrocław, 04.02.2016r., 4630/010A/146
Bydgoszcz, 05.01.2022 M202/3/55
Kraków, 19.10.2024 mc339/4A/178
Komunikacja miejska oraz kolej
Jeszcze się odniosę do komentarzy do mojej wypowiedzi. Mówicie, że to nie są warunki zarabiać 2000PLN będąc wiecznym leserem, bardzo często spóźniając się do pracy, albo 3000 na ochronie przy 200h w miesiącu to strasznie mało, dla kogoś kto ledwo skończył LO. Owszem zgodzę się, uważam, ze obecne stawki są za niskie i dochód z pracy pośrednio przez polskie liberalne prawo jest dystrybuowany niesprawiedliwie. Kiedyś czytałem nawet, że jesteśmy drudzy w Europie po Rosji chyba krajem w którym pracodawca zarabia najwięcej na pracowniku. Ale powiem wam, że po pierwsze widzę postęp jeszcze w porównaniu do lat 90 czy początku 2000. Pamiętam jak bodajże w 99 mój tata stracił pracę i nowej, stałej szukał prawie rok. Tak jak mówiłem, nie znam teraz nikogo z moich znajomych w warszawie którym by się chciało i szukali pracy dłużej niż 2-3 miesiące. NA studiach to już w ogóle. Po praktykach na 2 roku chyba 3 osoby przeniosły się na zaoczne bo dostali dobre oferty pracy. Najlepsi z roku czy z koła naukowego siedzą w jakiś Polskich czy zagranicznych korpo i za wakacje nawet nie płacą bo w delegacjach sobie zwiedzą świat.
To nie jest tak, że w Polsce nie da się zarobić ciężką i uczciwą pracą. Da się, tylko jak zawsze trzeba wybrać dobrą branże, postarać się i oczywiście mieć sporo szczęścia i samozaparcia. Oczywiście na zachodzie zarabia się więcej, ale oni też dłużej sobie na to pracowali, a my byśmy chcieli ich dogonić w 5 lat. Tak się nie da. Do tego potrzeba czasu i rozwagi. Cobyśmy się nie obudzili jak Hiszpanie z rozwinięta, przeinwestowaną, infrastrukturą ale za to z strasznymi długami. A my jako Polacy mamy taką tendencję do robienia szybko tanio i byle jak przez co koszty utrzymania są ogromne.
To nie jest tak, że w Polsce nie da się zarobić ciężką i uczciwą pracą. Da się, tylko jak zawsze trzeba wybrać dobrą branże, postarać się i oczywiście mieć sporo szczęścia i samozaparcia. Oczywiście na zachodzie zarabia się więcej, ale oni też dłużej sobie na to pracowali, a my byśmy chcieli ich dogonić w 5 lat. Tak się nie da. Do tego potrzeba czasu i rozwagi. Cobyśmy się nie obudzili jak Hiszpanie z rozwinięta, przeinwestowaną, infrastrukturą ale za to z strasznymi długami. A my jako Polacy mamy taką tendencję do robienia szybko tanio i byle jak przez co koszty utrzymania są ogromne.
Polecam: http://www.zm.org.pl
Nazywam się Kajo i jestem Roweroholikiem.
Nazywam się Kajo i jestem Roweroholikiem.
W 2003 moja pierwsza pensja w korpo wynosiła 833 zł na rękę. Więc jeśli dwanaście lat później dostaje się prawie dwa i pół raza tyle, to chyba jednak nie jest źle.BJ pisze:Aha, i zanim ktoś powie, że 2000 na start to całkiem nieźle i że przecież umowa o pracę to niech zapozna się z praktykami w korpo.
Ostatnio widziany 12.04.2018 w 522
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36261
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
833? Na legalu? Co to za płaca była?
I pamiętajcie, że Polska to wciąż nie tylko korpo w dużych miastach. Wyborców poza nimi jest nadal dość, by zmienić władzę, jak się niedawno okazało...
I pamiętajcie, że Polska to wciąż nie tylko korpo w dużych miastach. Wyborców poza nimi jest nadal dość, by zmienić władzę, jak się niedawno okazało...
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
To mit, który często i łatwo nam się wciska, natomiast wiele krajów w których teraz "żyje się lepiej" tak naprawdę dorobiło się nie tyle na swojej pracy, co na łupieżczej eksploatacji zamorskich kolonii, inne na powojennych planach uzdrawiania gospodarki, a jeszcze inne po prostu nie ucierpiały tyle przez wojny, ze względu na swoją lokalizację, neutralność lub poddanie wojny "bez jednego wystrzału".kajo pisze:Oczywiście na zachodzie zarabia się więcej, ale oni też dłużej sobie na to pracowali, a my byśmy chcieli ich dogonić w 5 lat.
EDIT: Kolejny mit, lansowany zgodnie z interesem obecnej władzy, jest taki, że za tamtych czasów nie robiło się nic - a tylko teraz w czasach "wolności" (nie różniącej się nic od tamtej, może za wyjątkiem scenografii) "nadrabia się cywilizacyjne zapóźnienia" wpuszczając McDonalds i Kia Motors.
W niektórych miastach dość normalna. Też wtedy za tyle pracowałem, zaś wypłatę w przeważającej części przypadków otrzymywaliśmy w 2-3 ratach, gdyż kontrahenci z niektórych tych "dobrych" krajów (w szczególności np. Francuzi) nie zawsze płacili na czas. Jeszcze ok. 2006-2007 r. 760 zł netto wynosiła płaca pracownika na 3 zmiany w firmach zajmujących się obsługą bagażową Lotniska Chopina.Bastian pisze:833? Na legalu? Co to za płaca była?
P.S. Też się dopisuję do grupy, dla której zagraniczne wczasy za 2000 zł co roku nie są czymś "niezbędnym do życia", a raczej pewną ekstrawagancją, tym bardziej, że z tego co słyszę duża część wczasowiczów takie all inclusive najzwyczajniej próżniacko przejada i przechlewa siedząc w leżaku nad basenem w odizolowanym hotelu, nie dowiadując się zupełnie nic na temat ludzi i życia w odwiedzanym przez nich kraju.
Nie wierzę w te kwoty i kropka.
Ja bym jeszcze zapytał co oznacza 2000 na początek, bo jeżeli na okres próbny 3 miesiące a później 2500-3000 bo tak moi znajomi mają na Domaniewskiej to dopiero widać skale zmian. No i oczywiście możliwości awansu w korpo są na prawdę niezłe.yavorius pisze:W 2003 moja pierwsza pensja w korpo wynosiła 833 zł na rękę. Więc jeśli dwanaście lat później dostaje się prawie dwa i pół raza tyle, to chyba jednak nie jest źle.BJ pisze:Aha, i zanim ktoś powie, że 2000 na start to całkiem nieźle i że przecież umowa o pracę to niech zapozna się z praktykami w korpo.
A co do postu Jacka Z.
Skoro mówisz, że inne kraje się dorobiły na wszystkim innym tylko nie na swojej pracy to na czym powinna się dorobić Polska twoim zdaniem żeby być bogata jak kraje zachodnie?
I mówisz, że w PRLu nic się nie robiło. Owszem robiło się ale słabo i nieefektywnie generalnie. Polska nie miała i nadal nie ma gałęzi gospodarki która by była jej motorem napędowym, znakiem charakterystycznym. Obecnie Polska jest kojarzona z niskimi cenami, a wysoką jakością. Jak to się dzieje, oczywiście dzięki niskim kosztom pracy (niskiej płacy i niskich podatkach).
Jeszcze apropo tego że w PRLu było lepiej. Ja co roku jeździłem na kolonie, teraz co roku wyjeżdżam sobie gdzieś w Polskę na wakacje. Moi rodzice też teraz po mojej wyprowadzce co roku coś zwiedzają w Polsce. Ale jak byli młodsi to jedyna możliwość podróżowania to harcerstwo i spanie pod namiotami. nie mówiąc o pokoleniu moich dziadków którzy nigdy nigdzie nie wyjeżdżali a urlop spędzali na "działce" na przeciwko swojego bloku. Albo na rodzinnej wsi.
A to jest akurat problem całej europy. Coraz mniej jest pracy na wsi i małych miastach i konieczne jest przeprowadzanie się czy dojazdy ludzi do dużych miast.Bastian pisze:833? Na legalu? Co to za płaca była?
I pamiętajcie, że Polska to wciąż nie tylko korpo w dużych miastach. Wyborców poza nimi jest nadal dość, by zmienić władzę, jak się niedawno okazało...
Polecam: http://www.zm.org.pl
Nazywam się Kajo i jestem Roweroholikiem.
Nazywam się Kajo i jestem Roweroholikiem.
- fik
- Naczelne Chamidło
- Posty: 27760
- Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
- Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser
Jestem gotów zrezygnować z przymiotnika "zagraniczne", problem polega na tym, że to wcale nie zmienia specjalnie kosztów (śmieszny fakt: trzytygodniowy pobyt w Uzbekistanie kosztował mnie tyle, co moich rodziców domek w ośrodku pracowniczym na Mazurach na tyle samo czasu).pawcio pisze:To zdecyduj się, czy mówisz o minimalnych potrzebach, czy o dwutygodniowych wczasach zagranicznych. Bo coroczne dwutygodniowe wczasy zagraniczne to nie jest minimum potrzebne do godnego życia tylko już wygoda na skraju luksusu.
40% mojej pensji (1200 z 3100 netto) przeżera mieszkanie (wynajęte po znajomości znacznie poniżej cen rynkowych) i rachunki. Do tego dochodzą koszty leczenia - jestem przewlekle chory - teraz wynoszące złotych 150 miesięcznie, jeszcze we wrześniu było to 600. I jeśli żyjąc w miarę skromnie, nie przepierdalając kasy na lewo i prawo, nie kupując setki gadżetów, ledwo się spinam od pierwszego do pierwszego, to coś jest nie tak. I owszem, żyje ponad stan - czasem sobie kupię książkę, albo dwie, czasem pójdę na koncert albo festiwal, raz na jakiś czas wyjadę gdzieś na weekend, parę razy w miesiącu idę ze znajomymi na piwo, dwa, albo pięć - ale jeśli zarabiając więcej niż większość ludzi w tym kraju, w tym zdecydowanie więcej niż większość ludzi w moim wieku, realizując tak proste potrzeby żyję ponad stan, to z tym krajem jest coś bardzo nie tak.Jeżeli zarabiając ponad średnią krajową masz problem z redukcją stawki przy chorobowym to oznacza, że żyjesz ponad stan.
Bo to nie jest mój zasrany interes, to raz. Udział pensji pracowniczych w PKB jest w tym kraju najniższy w krajach EEA, to jasno wskazuje, że przedsiębiorcy nieproporcjonalnie wysoką część wypracowanego zysku zatrzymują dla siebie. Dwa - przypominam, że od 33 dnia zwolnienia lekarskiego (a w niektórych przypadkach i wcześniej) zasiłek płaci ZUS, a nie pracodawca.Ja w ogóle nie rozumiem Twojego utyskiwania na obniżanie wynagrodzenia w czasie choroby. Jakoś Cię nie zastanawia, skąd ma być kasa dla tych, którzy muszą pracować w miejsce chorego w nadgodzinach, z wolnego dnia itp.
I faktycznie idą?Motorniczowie zarabiający przeciętnie trochę powyżej średniej krajowej jakoś nie mają z tym problemu i każdą odmowę urlopu kwitują hasłem, że idą na zwolnienie.
Zdecydowana większość pewnie jest bogatsza w wartościach bezwzględnych, ale są jeszcze inne kryteria, wpływające na poczucie bezpieczeństwa. Stabilność, pewność, i takie pierdołki.Bastian pisze:A tak ogólnie - poprawiło się, czy pogorszyło? Tu chyba wszyscy mają trochę racji. Spodziewam się, że są miejsca na prowincji, gdzie jest gorzej, niż było w PRL-u. W większych ośrodkach jest pewnie tak, jak pisze MichalJ - jednym jest 10 razy lepiej, innym 1000 razy.
Moja mama, zatrudniona w tej samej instytucji, co Ty, przez ostatnie 6 lat przed emeryturą dostała łącznie 50 złotych brutto podwyżki.MichalJ pisze:Aż zerknąłem do kwitów - przez ostatnich 6 lat moja pensja podstawowa rosła średnio ponad 10% rocznie, co daje po odliczeniu inflacji łącznie jakieś 45%. I to w tej okropnej budżetówce, która podobno ma wszystko zamrożone.
Ale w tym roku podwyżka już mniejsza...
Fajnie, tylko pamiętaj, że żyjesz w Warszawie i obracasz się wśród wykształconych ludzi. Zapraszam na wycieczkę do Sejn. Albo Dukli.kajo pisze:Tak jak mówiłem, nie znam teraz nikogo z moich znajomych w warszawie którym by się chciało i szukali pracy dłużej niż 2-3 miesiące. NA studiach to już w ogóle. Po praktykach na 2 roku chyba 3 osoby przeniosły się na zaoczne bo dostali dobre oferty pracy. Najlepsi z roku czy z koła naukowego siedzą w jakiś Polskich czy zagranicznych korpo i za wakacje nawet nie płacą bo w delegacjach sobie zwiedzą świat.
BTW, skoro już jesteśmy przy anecdatach - moja koleżanka, inżynier zootechniki, obecnie na magisterce z biologii molekularnej, wielokrotna stypendystka, sprzedaje karmę dla kotów. Na pełen etat przy studiach dziennych, za minimalna krajową. Wiem, MichalJ nie wierzy, jemu się poprawiło i kropka
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!
BTW, czy XIX-wieczne hasło 8-8-8 też uważacie za jakąś ekstrawagancję?
bury me in my favourite yellow patent leather shoes / and with a mummified cat / and a cone-like hat.
Myślę, że x lat temu w markach polskich to w ogóle mogło nie być kolorowo. Natomiast spróbuj za 2000 PLN W PEŁNI samodzielnie się utrzymać.yavorius pisze:W 2003 moja pierwsza pensja w korpo wynosiła 833 zł na rękę. Więc jeśli dwanaście lat później dostaje się prawie dwa i pół raza tyle, to chyba jednak nie jest źle.BJ pisze:Aha, i zanim ktoś powie, że 2000 na start to całkiem nieźle i że przecież umowa o pracę to niech zapozna się z praktykami w korpo.
Mieszkanie? 1500 za kawalerkę. Powiedzmy, że z opłatami. I zostaje 500 PLN. Stówę zjada bilet miesięczny. 400 PLN. Wychodzi 12.90-13.33 PLN dziennie na rozrzutne życie młodego i wykształconego.
Ale załóżmy, że mieszkanie samemu to pojebana fanaberia. Załóżmy, że wynajmujesz pokój (co jest chore). Kolega płacił bodaj 850 PLN miesięcznie. W Wawrze. Odliczając bilet miesięczny zostaje 1050 PLN - 35 PLN. Też grubo, choć można już przynajmniej zaspokoić głód.
Też wolę inną formę wakacji niż all inclusive, więc załóżmy, że chodzi o wakacje w Polsce. Pojedź z rodziną na 2 tygodnie nad Polskie morze czy nawet w tańsze rejony jak Podlasie. Zobaczymy ile wydasz.Jacek Z. pisze:P.S. Też się dopisuję do grupy, dla której zagraniczne wczasy za 2000 zł co roku nie są czymś "niezbędnym do życia", a raczej pewną ekstrawagancją, tym bardziej, że z tego co słyszę duża część wczasowiczów takie all inclusive najzwyczajniej próżniacko przejada i przechlewa siedząc w leżaku nad basenem w odizolowanym hotelu, nie dowiadując się zupełnie nic na temat ludzi i życia w odwiedzanym przez nich kraju.
Zajebiście ekstrawaganckie życie, w którym nie siedzisz 30 lat w jednym mieście.
Daleko mi do Fikowych poglądów. Natomiast jedno jest pewne - jesteśmy Murzynami dymającymi za frajer w porównaniu do Zachodu Europy.
Niektórzy - póki co szczęśliwie się do nich zaliczam - źle nie mają, to fakt. Ale większość zwraca uwagę na każdą wydaną złotówkę. Oprócz MichałaJ - on ma zawsze swój świat.
I jeszcze jeden mały przykładzik. Wujka mam w Szwecji. Lekarz. Ciocia też lekarka, na 3/4 etatu. Klasa średnia w Szwecji. Dom, Audi A6 nie od Mirasa tylko z salonu, drugi jakiś miejski samochodzik typu Yaris, raz w roku narty w Alpach lub Norwegii, raz w roku wczasy na Florydzie, bo im się spodobała i raz w roku 2 tyg. w Polsce.
Jest ciężko jak widzicie.