Post
autor: Poc Vocem » 04 lut 2016, 11:46
Ideami się nie najesz. Prawda jest taka, że ideologicznej papki z jednej czy drugiej strony nigdy nie kupię, bo zbyt często zdarza mi się nią wykręcać w tym czy w innym celu.
Kluczowa jest gospodarka, a tu faktem jest, że obecnie Polska stoi w rozkroku między dwiema drogami, z których obie wymagają ofiar, jak również mają szansę zaprocentować w przyszłości, o ile nikt po drodze czegoś delikatnie mówiąc, nie spieprzy, czego PiS ostatnio jest bliski.
Petru widzi (czy też widział zanim wziął się za politykę), gdy nie myślał o pojawieniu się w polityce) te same problemy, co PiS:
- potrzebę wprowadzenia pieniędzy na rynek, żeby pracownicy zarabiali więcej, w celu pobudzenia gospodarki,
- budowę polskiego przemysłu poprzez wspieranie polskich przedsiębiorców i wprowadzenie korzystnego dla nich systemu podatkowego (zwłaszcza to ostatnie brzmi jakoś tak pisowsko),
- wyjście z cienia Niemiec,
- lepsza polityka wschodnia, tak aby utworzyć tam rynki zbytu.
Drogi są inne, cel ten sam, choć, jak mówię, mam wrażenie, że ostatnio Petru się pewne kwestie odwidziały. Czy to wynika z chęci podstawienia się w twardej opozycji (w celu podbicia poparcia, acz z miernym skutkiem) czy po prostu teraz ujawnił się ze swoimi przekonaniami, nie wiem, w każdym razie ufać mu jest w tej chwili ciężko.
I teraz tak PiS widzi państwo socjalne, co może zakończyć się coraz większym stłamszeniem klasy średniej, ale z drugiej strony stanowi gwarant, że jak już cię stłamszą, to przynajmniej nie umrzesz z głodu i jakiś poziom życia, ponadto społeczeństwo będzie się stabilnie bogacić. Pobudzenie gospodarki ma zostać osiągnięte przez wpuszczenie pieniądza na rynek, co w pewnych obszarach (zwłaszcza wieś, w Warszawie tego nie widać) ma szansę zadziałać. Z drugiej strony istnieje poważne ryzyko, że te pieniądze trafią nie tam, gdzie powinny (rozpłyną się np. gdzieś w niemieckich kieszeniach), zatem państwo nic nie zyska.
Z drugiej strony jest Petru, który chce zmniejszać podatki i wprowadzać liberalizację rynku. Zakłada, że w ten sposób do kieszeni ludzi trafi więcej pieniędzy, dzięki czemu będą mogli się rozwijać, tj. przedsiębiorstwa będą miały kasę, z której coś skapnie także pracownikom i wreszcie wyrośniemy na regionalną potęgę gospodarczą. Tylko tu jest ryzyko, że po prostu utworzymy sobie (czy też umocnimy) kastę oligarchów, a ludzie jako ogół społeczeństwa będą mieli z tego tyle, co nic. Bieda, nędza i nic poza tym.
Niestety jest też aspekt międzynarodowy. Oba podejścia, jeśli byłyby prowadzone prawidłowo, spotkałyby się z ostrym sprzeciwem takich Niemiec. Im jest bowiem na rękę, byśmy byli na tyle bogaci, żeby stanowić rynek zbytu, ale nie na tyle, by stanowić konkurencję (czyli żeby kraj "rozwijał się" tak, jak chciała tego PO). Innym ważnym aspektem jest kwestia tego, że żyjemy, co tu ukrywać, w ciekawych czasach. Nie możemy przewidzieć, czy za 10 lat z europejskich potęg, które znamy nie zostanie kamień na kamieniu. Wtedy może się okazać, że nastawiając się na ekspansję gospodarczą, przeniesiemy ten kryzys do siebie, a to będzie bolało.
In times of eternal darkness / In times of peace and embrace / When the minstrel of atrophy mock us / There's need for love and there's need for death / Too late for understanding / Too late for your tears