Szeregowy_Równoległy pisze:Widocznie 505 w czymś jest lepsze od metra i tramwajów
O to to. Np. przesiadka z metra na tramwaj na Wilanowskiej jest przyzwoita, ale już z autobusu (np.192) niekoniecznie - tam się trzeba przepychać albo przez bazar, albo przez zasikane budy z szemranymi knajpami.
Problemy z przesiadką Dw. Centralny-metro też są znane - jak się bez pomyślunku pobudowało metro kawał drogi od dworca i od x lat "niedasię" zrobić normalnego (także dla osób niemłodych i nie w pełni sprawnych) skomunikowania z głównego dworca w mieście z tymże metrem, to teraz trzeba zapewnić ludziom, którzy z róznych względów nie są w stanie pokonywać kilka razy schodów w górę i w dół lub robić pół kilometra więcej aby znaleźć czynne wejśca przystosowane dla niepełnosprawnych, możliwość podrózowania.
Trzeba też pamiętać, ze kiedyś była linia 524, po śladzie której jedzie. No i o tym, co mnie czasami dziwi, że nawet odcinek ursynowski - już od pętli - miewa obłozenia kilkuosobowe, co przy tej częstotliwości musi świadczyć o tym, że nie są to pasażerowie z przypadku.
Gdyby tam jeździły SU15 na przykład - to faktycznie, uznałbym, że nie ma to sensu. Ale po to są "linie socjalne" i tabor midi, żeby zapewniać obsługę i takim relacjom, które nie generują potoków na 110% zapełnienia przegubowca.
[ Dodano: |30 Lis 2009|, 2009 09:25 ]
fik pisze:Innymi liniami o podobnych częstotliwościach też ktoś jeździ. Czy to znaczy, że mamy trzymać na siłę 315, 305, 415, 303 czy 205 i utrzymywać, że to są potrzebne połączenia?
Czy też może mamy uznac, że połączenia, które nie generują co najmniej 80 % napełnienia w SU15 są zbędnę i są marnowaniem taboru? Tylko że to jest logika nie transportu zbiorowego jako obowiązku władz publicznych, a logika busiarstwa zajeżdżającego drogę i łamiacego przepisy, żeby podebrać konkurencji pasażerów na trasach obleganych - i nie interesującego się w ogóle tymi trasami, gdzie diabeł mówi dobranoc.
Jesliby komunikacja miejska finansowała się wyłącznie z wpływów z biletów -proszę uprzejmie, kto jeździ więcej, ten ma autobus. Ale ponieważ jakaś (niemała) część jest finansowana z podatków płaconych także przez tych, którzy mieszkają w rejonach i podrózują w relacjach niegenerujących "dostatecznych" potoków, to i ci obywatele i podatnicy mają prawo (oczywiście z uwzględnieniem zasady proporcjonalności) do korzystania z komunikacji miejskiej bez nadmiernych uciążliwości.