Prawko i lewko
Moderatorzy: Wiliam, Szeregowy_Równoległy
- Szeregowy_Równoległy
- Szeregowe Chamidło
- Posty: 11868
- Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37
Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Co nie zmienia faktu, że będąc na drodze podporządkowanej, i przecinając zajebiście szeroką drogę z pierwszeństwem, bym się rozejrzał, bardzo rozejrzał, bardzo upewnił czy aby komuś nie zajadę drogi. To, że te światła nie działają, że zdarza im się nie działać dość często, że nikt wtedy nie kieruje ruchem, że światła mogą nie działać przez dzień cały, to granda. Ale to, że ktoś nie mając pierwszeństwa optymistycznie jedzie, nie patrząc czy aby na pewno wszyscy mu ustąpili, to samobójstwo.
Za to chętnie rozwinę myśl na temat przepisu, który cytowałem. Otóż są policjanci, którzy na podstawie tego przepisu - o szczególnej ostrożności + niedostosowania prędkości do warunków na drodze potrafią wlepić mandat w sytuacji bardziej absurdalnej niż tutaj. Bo akurat mijały się dwie osobówki, droga była wąska, po jednej stronie pobocze, na które można zjechać, a po drugiej drzwa przy drodze. No i akurat znam historię, że tego kierowcę, co jechał przy tych drzewach i nie miał gdzie zjechać, bo rąbnąłby w drzewo, jednak mandatem ukarano jako współwinnego. Oczywiście nie było tu mowy o autobusie i zawodowym kierowcy - więc było łatwiej i drogówka była bardziej odważna.Szeregowy_Równoległy pisze:Tak, dlatego pewnie przyjechałby rzeczoznawca, i z OC sprawcy wóz zostałby naprawiony. Rozwiń, proszę, tę myśl.
[ Dodano: |20 Paź 2011|, 2011 18:19 ]
Szeregowy, przecież on się rozejrzał, nie wjechał bez zastanowienia, tylko założył - jak się okazało błędnie - że skoro dwie osobówki go wpuszczają, to wpuści go też autobus. Przynajmniej taka jest moja interpretacja tego przypadku.Szeregowy_Równoległy pisze:i przecinając zajebiście szeroką drogę z pierwszeństwem, bym się rozejrzał, bardzo rozejrzał, bardzo upewnił czy aby komuś nie zajadę drogi.
- Szeregowy_Równoległy
- Szeregowe Chamidło
- Posty: 11868
- Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37
Tak, historia zasadniczo ma tyle wspólnego z omawianą kolizją, czy omijaniem/wyprzedzaniem na skrzyżowaniu, co Jenna Jameson z wiernością małżeńską... Chciałem, żebyś rozwinął inną myśl. Tę dokładnie:fraktal pisze:Za to chętnie rozwinę myśl na temat przepisu, który cytowałem. Otóż są policjanci, którzy na podstawie tego przepisu - o szczególnej ostrożności + niedostosowania prędkości do warunków na drodze potrafią wlepić mandat w sytuacji bardziej absurdalnej niż tutaj. Bo akurat mijały się dwie osobówki, droga była wąska, po jednej stronie pobocze, na które można zjechać, a po drugiej drzwa przy drodze. No i akurat znam historię, że tego kierowcę, co jechał przy tych drzewach i nie miał gdzie zjechać, bo rąbnąłby w drzewo, jednak mandatem ukarano jako współwinnego. Oczywiście nie było tu mowy o autobusie i zawodowym kierowcy - więc było łatwiej i drogówka była bardziej odważna.Szeregowy_Równoległy pisze:Tak, dlatego pewnie przyjechałby rzeczoznawca, i z OC sprawcy wóz zostałby naprawiony. Rozwiń, proszę, tę myśl.
fraktal pisze:I jeszcze zauważmy, że kierowca rozbił/kierowcy rozbito nówkę - solarisa, gdyby był w Mobilisie, to może by się bardziej martwił, bo tam nie lubią rozbitych przegubów.
No proszę cię, tak się rozejrzał, że nie zauważył, biedactwo, jadącego autobusu... Jak wygląda taki autobus? No, szerokie to na dwa i pół metra, wysokie na niemal trzy, świeci wszystkim czym może, 18 metrów długości, więc jeśli TIR go nie zasłonił, to MUSIAŁ być widzialny... Drobiażdżek taki, można przeoczyć, czepiam się, na pewno kierujący Toyotą się upewnił.fraktal pisze:Szeregowy, przecież on się rozejrzał, nie wjechał bez zastanowienia, tylko założył - jak się okazało błędnie - że skoro dwie osobówki go wpuszczają, to wpuści go też autobus. Przynajmniej taka jest moja interpretacja tego przypadku.
Widzisz, nie czytasz dokładnie tego co piszę - robisz się zbyt uparty po prostu, a to już jest coraz bardziej przykre. Jeszcze tylko tego brakuje, żebyś za chwilę odmówił ze mną dyskusji. .Szeregowy_Równoległy pisze:Drobiażdżek taki, można przeoczyć, czepiam się, na pewno kierujący Toyotą się upewnił.
Zauważył, jednak założył, że się zatrzyma tak jak tamci. Zgadzam się, że założył błędnie, co już mówiłem kilka razy, a ty nie chcesz tego dostrzec. Tym niemniej kierowca autobusu też mógł zadać sobie pytanie, czemu cholera te samochody stoją, zaplątał się tam jakiś pieszy, coś się stało, zwolnię i zobaczę. Nie stać go było na to? Bo był skupiony tylko na tym jego pierwszeństwie, dlatego nie ma się co dziwić, że jest na drogach tak jak jest.Szeregowy_Równoległy pisze:No proszę cię, tak się rozejrzał, że nie zauważył, biedactwo, jadącego autobusu... Jak wygląda taki autobus?
No ma dużo wspólnego. Po pierwsze, nieprawdą jest, że niezachowanie ostrożności przez kierowcę autobusu w tym przypadku nie może być uznane za wykroczenie. A ty właśnie to sugerujesz, jak mówisz, że kierowca nie złamał przepisu. Złamał ten, który cytowałem, bo nie zachował ostrożności. Ignorujesz to, bo chyba myślisz, że "szczególna ostrożność" jest na tyle nieokreślona, że nie można na podstawie tego przepisu wlepić kierowcy żadnego mandatu. To ci powiedziałem, że można. Poza tym nie sądzę, żeby akurat w Mobilisie patrzyli nań łagodnie za zniszczenie nówki. Plan przegubów jest dość napięty przecież. A gdyby jeszcze wzbudziło jego zachowanie wątpliwości policji...Szeregowy_Równoległy pisze:Tak, historia zasadniczo ma tyle wspólnego z omawianą kolizją, czy omijaniem/wyprzedzaniem na skrzyżowaniu, co Jenna Jameson z wiernością małżeńską... Chciałem, żebyś rozwinął inną myśl. Tę dokładnie:
- Szeregowy_Równoległy
- Szeregowe Chamidło
- Posty: 11868
- Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37
Ja znowu mam nieodparte wrażenie, że z uporem godnym lepszej sprawy twierdzisz, że w sumie kierujący Toyotą nic nie zrobił, biedactwo chciało przejechać, a niedobry autobus go trzasnął, bo mu nie ustąpił, a powinien, w ramach szczególnej ostrożności i jakiegoś dziwnego Programu Ochrony Drogowych Ciamajd. Kierowca autobusu mógł, ale nie musiał, ustąpić. Nie ustąpił, do czego miał pełne prawo. Trafił w zabłąkaną osobówkę z pierdołą za kółkiem, moim zdaniem winy kierującego autobusem tu nie ma. A gdybanie o pieszych, którzy mogli się zabłąkać, o kotku, który mógł przechodzić czy o innych możliwych powodach, dal których kierujący autobusem niby powinien się zatrzymać, to demagogia. Byli piesi? Nie. Kotka też nie było. Czyli nie było powodu do zatrzymania się, był natomiast, z punktu widzenia kierowcy Toyoty, powód, żeby się rozejrzeć, bardzo ale to bardzo dokładnie. Na tyle dokładnie, żeby dostrzec rozpędzone 18 metrów świecące wieloma różnymi światełkami z każdej strony.
Nie mam zamiaru odmawiać dyskusji, nadinterpretujesz.
Nie mam zamiaru odmawiać dyskusji, nadinterpretujesz.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36163
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
Za włamanie się na konto rozsądnie (dotąd) piszącego usera też powinien być banSzeregowy_Równoległy pisze:mam nieodparte wrażenie, że z uporem godnym lepszej sprawy twierdzisz, że w sumie kierujący Toyotą nic nie zrobił, biedactwo chciało przejechać, a niedobry autobus go trzasnął, bo mu nie ustąpił, a powinien
fraktal pisze:nie napisałem, że kierowca osobówki jest zupełnie pozbawiony winy.
fraktal pisze:miał pierwszeństwo i tego nie neguje
fraktal pisze:jego wina jest dużo mniejsza niż kierowcy osobówki
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Ilu kierowców się tłumaczy że pojazdu szynowego nie zauważyło, a autobus mają zobaczyć?Szeregowy_Równoległy pisze:No proszę cię, tak się rozejrzał, że nie zauważył, biedactwo, jadącego autobusu... Jak wygląda taki autobus? No, szerokie to na dwa i pół metra, wysokie na niemal trzy, świeci wszystkim czym może, 18 metrów długości, więc jeśli TIR go nie zasłonił, to MUSIAŁ być widzialny... Drobiażdżek taki, można przeoczyć, czepiam się, na pewno kierujący Toyotą się upewnił.
Szeregowy ma rację - to typowe skrzyżowanie bez sygnalizacji, gdzie obowiązują stojące tam znaki i przepisy PRoD. Nie ma żadnego przepisu który by regulował awarie sygnalizacji. Albo ona jest albo jej nie ma.kam pisze:duże skrzyżowanie w Warszawie z popsutą sygnalizacją, to nie jest typowe skrzyżowanie bez sygnalizacji i wracamy do szczególnej ostrożnościSzeregowy_Równoległy pisze:Skrzyżowanie z popsutą sygnalizacją to typowe skrzyżowanie bez sygnalizacji. Nie wiem jak jest teraz, ale za moich czasów uczyli tego na kursach.
Cóż... Za egzekwującymi stoją tu przepisy.MichalJ pisze:Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że na takim skrzyżowaniu, jeśli główny kierunek będzie bezwzględnie egzekwować swoje pierwszeństwo, to ci w poprzek nie pojadą przed północą?
Jožin z bažin kouše, saje, rdousí.... -
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
Powyższy post jest tylko i wyłącznie moim prywatnym zdaniem z którym inni dyskutanci nie muszą się zgadzać.
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
Powyższy post jest tylko i wyłącznie moim prywatnym zdaniem z którym inni dyskutanci nie muszą się zgadzać.
Przepisu wprost nie ma, są zasady ogólne (też w przepisach Pord), a te nakazują na skrzyżowaniu takie zachowanie, które polega na zwiększeniu uwagi i dostosowaniu zachowania uczestnika ruchu do warunków i sytuacji zmieniających się na drodze, w stopniu umożliwiającym odpowiednio szybkie reagowanie (to się nazywa szczególna ostrożność). Nie można całkowicie ignorować faktu, że na większych skrzyżowaniach przy zepsutej sygnalizacji pierwszeństwo nie zawsze jest egzekwowane, nawet jeśli nie znajduje to odzwierciedlenia w przepisach. A już na pewno kierowca nie może ignorować faktu, że inne samochody jadące w tym samym kierunku, również z pierwszeństwem przejazdu, zatrzymują się. Jeśli takie zatrzymanie umożliwia przejazd samochodom poruszającym się drogą poprzeczną, to zaczyna działać zasada ograniczonego zaufania (to też Pord) - kierujący musi liczyć się z tym, że ktoś może przejechać (nie będzie przestrzegał przepisów ruchu drogowego). Nie może więc wjeżdżać na skrzyżowanie bez zastanowienia się co się na nim dzieje, bez zwolnienia do takiej prędkości, która umożliwi szybkie zatrzymanie się.MisiekK pisze:Szeregowy ma rację - to typowe skrzyżowanie bez sygnalizacji, gdzie obowiązują stojące tam znaki i przepisy PRoD. Nie ma żadnego przepisu który by regulował awarie sygnalizacji. Albo ona jest albo jej nie ma.
O tym czy będziemy mieli jednego czy dwóch winnych decydować będą więc niuanse, których nie znamy. Podziwiam wszystkich ferujących jednoznaczne wyroki. Zresztą do ukarania za spowodowanie kolizji wcale nie jest konieczne naruszenie przepisów Pord (choć zazwyczaj występuje) - proponuję przeczytać art.86 kodeksu wykroczeń, nie ma w nim ani słowa o naruszeniu przepisów Pord.
Przepisy przepisami a życie żuciem. Zgodnie z przepisem kierowca osobowki zawinił, z drugiej strony kierowca autobusu zachował się naprawde paskudnie i powinien miec tego świadomośc.
Wczoraj jechałem autobusem który chcial skręcic z Saskiej w Waszyngtona. Pierwsza do skrętu stała jakas kobieta która zgodnie z przepiem postanowiła że nie wjedzie na skrzyżowanie skoro nie ma dalej mozliwości kontynuowania ruchu. Po poteżnym obtrąbieniu (a potem jeszcze opierdoleniu słownym przez okno) w koncu pojechała, ale tutaj tez mamy przypadek taki że z jednej strony wjazd na skrzyzowanie jest złamaniem przepisu, z drugiej strony życie wymusza to że jednak trzeba to robić aby przejechać.
Wczoraj jechałem autobusem który chcial skręcic z Saskiej w Waszyngtona. Pierwsza do skrętu stała jakas kobieta która zgodnie z przepiem postanowiła że nie wjedzie na skrzyżowanie skoro nie ma dalej mozliwości kontynuowania ruchu. Po poteżnym obtrąbieniu (a potem jeszcze opierdoleniu słownym przez okno) w koncu pojechała, ale tutaj tez mamy przypadek taki że z jednej strony wjazd na skrzyzowanie jest złamaniem przepisu, z drugiej strony życie wymusza to że jednak trzeba to robić aby przejechać.
- Szeregowy_Równoległy
- Szeregowe Chamidło
- Posty: 11868
- Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37
Ile pojazdów by z tej Saskiej wyjechało, gdyby przepisowo czekać na możliwość wjazdu na skrzyżowanie? Nawet osobówek? A ile trzeba byłoby czekać, żeby mieć paręnaście metrów miejsca, żeby w pełni przepisowo wyjechać autobusem? Pan z autobusu trąbić nie powinien, to fakt. Słowną perswazję też powinien sobie darować. I powinien mniej się przejmować rozkładem, wrzodów dostanie, biedaczysko.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36163
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
Jak sam piszesz - przepis jest przepis, trzeba stać. A już nie daj Boże dać się przepuścić...Szeregowy_Równoległy pisze:Ile pojazdów by z tej Saskiej wyjechało, gdyby przepisowo czekać na możliwość wjazdu na skrzyżowanie? Nawet osobówek? A ile trzeba byłoby czekać, żeby mieć paręnaście metrów miejsca, żeby w pełni przepisowo wyjechać autobusem?
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
- Szeregowy_Równoległy
- Szeregowe Chamidło
- Posty: 11868
- Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37
A czy ja gdziekolwiek stwierdziłem, że przestrzegam przepisów? Ja tylko uważam, żeby nie nabroić. Na przykład nie wyjechać przez pojazd mający pierwszeństwo, który może mi przyłożyć.